PiS, chcąc przykryć aferę z wynagrodzeniami w banku centralnym, musi się liczyć z oskarżeniami o naruszenie jego niezależności. EBC już taką opinię wyraził.
Reklama
Narodowy Bank Polski stoi nie tylko na straży złotego, ale też informacji o wynagrodzeniach osób, które pracują w nim na kierowniczych stanowiskach. Posłowie, niezależnie od opcji politycznej, postanowili uchylić rąbka płacowej tajemnicy banku centralnego. Wiele wskazuje, że sposób, w jaki chcą to zrobić, narazi nas na zarzut naruszenia niezależności finansowej NBP. To zaś nie spodoba się we Frankfurcie, gdzie ma siedzibę Europejski Bank Centralny, który zawsze broni banków centralnych w krajach członkowskich, nie tylko strefy euro, ale też całej unijnej wspólnoty.
Z biura prasowego EBC dowiedzieliśmy się, że NBP konsultował tam projekt ustawy autorstwa PiS (ma on największe szanse na uchwalenie). Wczoraj późnym popołudniem bank centralny strefy euro, do którego w ubiegłym tygodniu zwrócił się marszałek Sejmu, opublikował swoją opinię. Wszystkie trzy projekty ustaw złożone przez PiS, PO oraz Kukiz’15 mają zastosowanie do organów decyzyjnych oraz pracowników NBP i wywierają wpływ na ich funkcjonowanie.
„Zawarte w projektach legislacyjnych zmiany prowadzące do obniżenia wynagrodzeń są niezgodne z zasadą niezależności finansowej, jeśli negatywnie wpłyną na zdolność NBP do zatrudniania i zatrzymywania pracowników w celu niezależnego wykonywania zadań nałożonych na NBP w traktacie i statucie Europejskiego Systemu Banków Centralnych” – czytamy.
To potwierdza ostrzeżenia, jakie formułował NBP w swojej opinii. – Każda próba wyznaczania wskaźników, ograniczania wynagrodzenia to jest ingerencja w niezależność banku centralnego. I takie opinie Europejski Bank Centralny wysyłał do różnych krajów – mówiła we wtorek posłom wiceprezes NBP Anna Trzecińska. Apelowała o dodatkowy miesiąc prac nad projektami i zapewniła, że bank centralny wkrótce upubliczni siatkę płac w postaci widełek zarobków na danym stanowisku.
Bank centralny może mieć kłopot z pozyskiwaniem pracowników
Wczoraj wieczorem miało się odbyć drugie czytanie projektu, stąd zapewne tak szybka opinia EBC. Zakończyło się jednak po zamknięciu tego wydania DGP.
Pismo z Frankfurtu wspiera stanowisko banku centralnego i potwierdza słowa, które do posłów kierowała wiceprezes NBP. – Nie możemy wykonać żadnego ruchu, żadnych zmian w ustawodawstwie banku centralnego, które by podważały jego autonomię w wykonywaniu naszych obowiązków – mówiła we wtorek Anna Trzecińska. Jako przykład konsekwencji podała decyzję agencji ratingowej S&P ze stycznia 2016 r. Tuż po wyborach, gdy z ust polityków PiS padały wypowiedzi, co powinien robić bank centralny, ocena naszej wiarygodności kredytowej została obniżona i nadano jej negatywną perspektywę, co wskazywało, że kolejne cięcie ratingu jest bardziej prawdopodobne.
W styczniu do Sejmu trafiły trzy projekty ustaw odnoszące się do wynagrodzeń w NBP autorstwa PiS, PO i Kukiz’15. To pokłosie afery, która wybuchła miesiąc wcześniej, gdy „Gazeta Wyborcza” napisała, że najbliższa współpracowniczka prezesa Adama Glapińskiego i dyrektor departamentu komunikacji Martyna Wojciechowska zarabia miesięcznie 65 tys. zł brutto. Bank zdementował te informacje, wskazując, że przeciętne miesięczne wynagrodzenie na stanowisku dyrektorskim to 36,3 tys., ale przyznał, że szefowa komunikacji może zarabiać nieco więcej.
NBP wynagrodzeń na żadnym ze stanowisk, od prezesa, jego zastępców, przez członków zarządu, aż po resztę pracowników, nie publikuje. Średnie płace zostały dopiero pokazane pod presją opinii publicznej. DGP przeprowadził analizę, jak to wygląda w innych bankach centralnych na świecie. Okazało się, że w większości informacje o pensji prezesa czy zarządu można znaleźć w rocznym sprawozdaniu z działalności. Nie mieliśmy też problemu z uzyskaniem informacji o przeciętnych zarobkach na stanowisku dyrektora.
– Gdyby NBP zarządził tym kryzysem wcześniej, nie byłoby potrzeby pisania projektu. Skoro pani Wojciechowska nie zarabia 65 tys. zł, to mogłaby ujawnić zarobki – mówi nam ważny polityk PiS.
Według projektu partii rządzącej wynagrodzenia w NBP mają być jawne od prezesa aż do wicedyrektorów, a dodatkowo przepisy będą działały wstecz i pojawią się dane o wynagrodzeniach za lata 1995–2018. Ma się też pojawić limit płac dla stanowisk poniżej wiceprezesa. Zgodnie z nim nikt nie będzie mógł mieć wynagrodzenia wyższego niż 60 proc. zarobków szefa banku. Z ustawy znika również zapis, że płace w NBP są ustalane w odniesieniu do poziomu wynagrodzeń w instytucjach finansowych.
Wczoraj pojawiły się oficjalne opinie NBP do wszystkich projektów. Bank ostrzegał, że mogą one nas wprowadzić na kurs kolizyjny z unijnym traktatem i regułami, jakimi rządzi się Europejski System Banków Centralnych, do którego jako kraj członkowski UE należymy. NBP obawia się, że jeśli informacje o wynagrodzeniach będą udostępniane, straci nawet 35 proc. załogi. I wskazuje niesprawiedliwość projektu – w Komisji Nadzoru Finansowego, Bankowym Funduszu Gwarancyjnym, czy bankach kontrolowanych przez państwo jawności płac nie ma.
Eksperci EBC uważają, że posłowie nie pochylili się nad możliwością realizowania zadań przez nasz bank po wejściu w życie przepisów.
„(...) Uzasadnienia projektów ustaw nie analizują tej kwestii, w tym wpływu potencjalnego obniżenia wynagrodzeń na zdolność NBP do zatrudniania i zatrzymywania niezbędnych pracowników. Aby projekt ustawy był zgodny z zasadą niezależności finansowej, powinien uwzględniać mechanizm współpracy z NBP na wypadek, gdyby NBP uznał, że zachodzi konieczność wprowadzenia wyjątku od ustawowego ograniczenia wysokości wynagrodzeń” – czytamy w opinii.