Wchodzące w skład grupy spółki otrzymały w 2018 r. prawie 250 mln zł. Niewiele mniej niż w sumie przez poprzednie… pięć lat.
Reklama
246,4 mln zł – dokładnie tyle w 2018 r. Ministerstwo Obrony Narodowej wydało na Program Mobilizacji Gospodarki (PMG). Jest to dokument niejawny, przyjmowany przez Radę Ministrów. Jak informuje MON, zawiera „zadania produkcyjno-remontowe, jakie powinny być realizowane przez przedsiębiorców w warunkach zagrożenia bezpieczeństwa państwa i w czasie wojny. Ma to na celu utrzymanie bezpieczeństwa i ciągłości dostaw sprzętu wojskowego oraz usług na rzecz Sił Zbrojnych RP i innych uprawnionych organów”. W uproszczeniu chodzi o to, by zakłady produkujące uzbrojenie były w stanie zagrożenia szybko zwiększyć produkcję i zaspokoić gwałtownie rosnące potrzeby wojska. Na przykład jeśli dany zakład produkuje np. 100 sztuk danego sprzętu rocznie, to może otrzymywać dotację w ramach PMG, by w krótkim czasie tę produkcję zwiększyć np. do 300 sztuk.
W 2018 r. pieniądze z MON trafiły do 23 podmiotów z Polskiej Grupy Zbrojeniowej. Rekordzistą jest Mesko SA, na którego konta z tego tytułu przelano w ubiegłym roku ponad 50 mln zł. Jeszcze w 2017 r. było to ok. 20 mln zł, a w latach 2012–2016 zakład otrzymał w różnej formie (m.in. z PMG czy Narodowego Centrum Badań i Rozwoju) z dotacji ok. 160 mln zł. Problem w tym, że zestawy przeciwlotnicze Piorun, które w Mesko zamówiło MON, trafiły do żołnierzy dopiero w ostatnich tygodniach, a miało się to zdarzyć już w 2017 r. Wcześniej Wojsko nie odbierało sprzętu, ponieważ nie spełniał on wymogów jakościowych.
– Nie ma pieniędzy na zbrojenia, a my wyrzucamy je w piach. To jest zwyczajna dotacja. Przeraża trend, bo widać, że jest coraz gorzej, a nie lepiej. Przecież te kwoty są coraz większe. Ale trudno się dziwić, jak nie dostarczasz produktów, to nie ma z czego płacić, a ludziom pensje dać trzeba – mówi DGP osoba znająca kulisy funkcjonowania tego zakładu. Kosztami utrzymywania mocy produkcyjnych lub remontowych mogą być m.in. podatki od budynków czy gruntów, amortyzacja tych pierwszych bądź… ochrona. Tak duża dotacja może dziwić, ponieważ Mesko ma zapłacić MON kary umowne z powodu nieterminowego dostarczenia sprzętu. – To należy się firmom, które utrzymują pewien potencjał. I za to utrzymywanie się płaci. Ta dotacja powinna być proporcjonalna do tego, ile fabryka produkuje. Niektóre zakłady zapominają jednak, że kompetencje dawno straciły. Ale ktoś kiedyś wypisał kwit, że one te zdolności do remontowania jakiegoś sprzętu mają i przez lata MON za to płaci – wyjaśnia były prezes jednej ze spółek PGZ.

Reklama
Ponad 20 mln zł otrzymały również Wojskowe Zakłady Lotnicze, po kilkanaście milionów m.in. Huta Stalowa Wola, Bumar – Łabędy czy Morska Stocznia Remontowa „Gryfia”. Tymczasem w latach 2013–2017 minister obrony narodowej udzielił dotacji celowej przedsiębiorcom w łącznej wysokości 293,67 mln zł. Tak więc przez poprzednich pięć lat kwota była zaledwie o 20 proc. większa niż w samym 2018 r. Na 2019 r. w ramach PMG zaplanowano niecałe 134 mln zł, tak więc prawie o połowę mniej niż w tym roku.
– W tym roku PMG radykalnie zwiększono w IV kwartale, głównie po to, by zmniejszyć stratę, jaką miałaby PGZ – stwierdza jeden z polityków PiS. Dziwić może to, że wśród spółek dotowanych przez MON nie ma żadnych podmiotów prywatnych, które w ramach PMG wspiera m.in. Ministerstwo Przedsiębiorczości.
– Dotacje w ramach PMG po to, by utrzymywać niewykorzystane moce produkcyjne, są złym pomysłem. Teraz mamy sytuację, że lepsze spółki, które więcej produkują i w naturalny sposób mają mniej niewykorzystanych mocy, dostają mniej dotacji. Powinno się zabezpieczać możliwość wykonywania zamówień w postaci zapasów materiałowych i odpowiedniej infrastruktury, a nie wielkości powierzchni nieużywanych hal. W czasie „W” większym problemem będzie zabezpieczenie materiałów do produkcji. W tym momencie PMG nie pełni funkcji podtrzymywania zdolności produkcyjnej, tylko socjalną – komentuje Piotr Wojciechowski, prezes Grupy WB, która w ubiegłym roku dostała 3,3 mln zł dotacji w ramach PMG. Z tym że nie od MON, ale od Ministerstwa Przedsiębiorczości i Technologii.
Zupełnie inaczej widzi to Polska Grupa Zbrojeniowa. – Program Mobilizacji Gospodarki jest częścią modelu biznesowego firm zbrojeniowych i jednym z elementów umożliwiających ich funkcjonowanie. Kwota przeznaczana na ten cel w poprzednich latach była niewystarczająca. To środki wykorzystywane na potrzeby sił zbrojnych, aby podtrzymywać moce produkcyjne lub remontowe kluczowych dla systemu bezpieczeństwa państwa zakładów – uważa Sebastian Chwałek, wiceprezes PGZ. – Zasady naliczania tych kosztów, a także udzielania, rozliczania i kontroli prawidłowości wykorzystania dotacji określa w drodze decyzji minister obrony narodowej. Nasze spółki są gotowe do absorpcji tych środków – dodaje były wiceminister obrony.
Debata o tym, jak ma wyglądać PMG, toczy się od ponad dwóch lat, gdy po raz pierwszy resort obrony zaprezentował projekt ustawy o organizowaniu zadań na rzecz obronności państwa realizowanych przez przedsiębiorców i programie mobilizacji gospodarki. Najnowszą wersję dokumentu w kwietniu 2018 r. pokazał ówczesny wiceszef MON, którym był... Sebastian Chwałek. W projekcie, który wciąż jest na etapie uzgodnień resortowych, zwiększono m.in. liczbę dziedzin, które obejmuje PMG. Chodzi m.in. o podmioty eksploatujące lotniska czy porty morskie. Jeśli ustawa zostanie przyjęta, to możliwości dotowania przez państwo podmiotów w dużej mierze do niego należących jeszcze wzrosną.
Dotacje z MON w ramach Programu Mobilizacji Gospodarki w 2018 r. (w mln zł) / DGP