Doniesienie na właściciela Biedronki złożył NSZZ „Solidarność”. Stawia dwa zarzuty. Pierwszy dotyczy nieprzekazania na czas związkowcom potrzebnej do przeprowadzenia referendum strajkowego listy pracowników. Drugi to nakładanie na kierowników sklepów obowiązku niewpuszczania na teren placówek przedstawicieli związku mających zorganizować głosowanie. O sprawie pisaliśmy w zeszłym tygodniu.

– Spółka Jeronimo Martins Polska, właściciel Biedronki, zasłania się regulaminem porządku i bezpieczeństwa pracy, zakazującym prowadzenia działalności agitacyjnej i propagandowej. Naszym zdaniem to nie jest argument. Dlatego mamy podejrzenie o celowe torpedowanie działalności związku, a co za tym idzie, łamanie prawa – uważa Piotr Adamczak, przewodniczący Solidarności w Biedronce.

Podobne opinie słychać od ekspertów: ich zdaniem regulamin bezpieczeństwa ma niższą rangę niż ustawa o rozwiązywaniu sporów zbiorowych. – Kwestią problematyczną jest, czy w ogóle stanowi on wewnątrzzakładowe źródło prawa – podkreśla dr Mateusz Warchał z Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej im. Rotmistrza Witolda Pileckiego w Oświęcimiu.

Jak dowiedzieliśmy się w Prokuraturze Rejonowej we Wrześni, zawiadomienie trafiło tam jako pilne, dlatego od razu zostało skierowane do rozpoznania. W tym tygodniu zapadnie decyzja, czy prokuratura widzi zasadność wszczęcia postępowania.

Firma Jeronimo Martins poproszona o komentarz nie udzieliła go nam. Deklaruje tylko, że jest niezmiennie otwarta na dialog z partnerami społecznymi. – Zostaliśmy powiadomieni przez jeden ze związków zawodowych o prowadzonym od dnia 15 stycznia 2019 r. referendum, jednak w żaden sposób nie komentujemy inicjatywy, której organizatorem jest NSZZ „Solidarność” – słyszymy od Arkadiusza Mierzwy, kierownika ds. Komunikacji Korporacyjnej w Jeronimo Martins Polska.

To już drugie zawiadomienie do prokuratury, jakie w trakcie trwającego od sierpnia sporu zbiorowego złożyli związkowcy z Biedronki. Pierwszy dotyczył ujawnienia protokołu z mediacji. Ale na tym nie koniec. W tym tygodniu związek złoży też zawiadomienie do Urzędu Ochrony Danych Osobowych. Powodem jest nieprzekazanie imiennych list pracowników mimo wcześniejszego zapewnienia, że pracodawca ma taki obowiązek.

Związek nie poddaje się i referendum, które miało ruszyć 15 stycznia i potrwać do 30 kwietnia, zamierza rozpocząć w tym tygodniu. Ponieważ urny do głosowania nie mogą stanąć w sklepach, pojawią się w siedzibach i biurach regionalnych Solidarności. W całym kraju będzie kilkadziesiąt miejsc do głosowania. Głosy 65 tys. pracowników z niemal 3 tys. sklepów mają być też zbierane pod placówkami.