Śledczy badają nie tylko, kto wyrządził szkody majątkowe i wyprowadzał pieniądze ze spółki. Przyglądają się też działalności KNF, banków i audytorów.
Reklama
Ten miesiąc ma być sądnym dla znajdującego się na skraju bankructwa wrocławskiego windykatora. Na 22 stycznia zaplanowano bowiem głosowanie układu pomiędzy spółką a jej wierzycielami. Wciąż trwają też negocjacje z instytucjami finansowymi, głównie bankami, których celem jest, aby zrezygnowały z roszczeń wobec GetBacku i zgodziły się na jakąś formę umorzenia części długu, jaki ma wobec nich spółka. Jednocześnie zarząd prowadzi negocjacje z inwestorem – szwedzką firmą windykacyjną Hoist, która jest gotowa kupić większość aktywów GetBacku. Transakcja jest kluczowa dla propozycji układowej i poprawienia wskaźników dotyczących tego, ile zainwestowanych pieniędzy odzyskają obligatariusze. Jeszcze kilka tygodni temu z informacji, jakie płynęły od rady wierzycieli i władz spółki, wynikało, że na więcej niż 30 proc. nie ma co liczyć.

Audyt też pod lupą

Równolegle z wysiłkami na rzecz oddania inwestorom jakiejś części zainwestowanych środków trwają prokuratorskie czynności. Jeszcze do niedawna wydawało się, że koncentrują się one głównie na byłych członkach zarządu GetBacku i podmiotach, które z nim współpracowały. Z informacji, jakie przekazał prokurator krajowy Bogdan Święczkowski, wynika jednak, że zakres śledztwa jest znacznie szerszy.
– Realizowane w ramach śledztwa czynności procesowe zmierzają do wyjaśnienia zarówno okoliczności funkcjonowania spółek Grupy Kapitałowej GetBack, którego efektem było wyrządzenie znacznej liczbie pokrzywdzonych szkody majątkowej w wielkich rozmiarach, jak również ewentualnych działań i zaniechań ze strony organów państwa i instytucji rynku finansowego, które im to umożliwiły. W tym kontekście ustalane jest znaczenie decyzji podejmowanych przez KNF oraz rola banków, za których pośrednictwem zbywano obligacje inwestorom, i firm audytorskich badających sprawozdania i oceniających kondycję finansową poszczególnych podmiotów. Na obecnym etapie postępowania nie można jednoznacznie wypowiedzieć się co do odpowiedzialności pracowników tych organów i instytucji za podejmowane działania lub zaniechania – czytamy w odpowiedzi na interpelację poselską, której udzieli wiceminister finansów Piotr Nowak.
Obecnie w sprawie GetBacku zarzuty postawiono 20 osobom. W połowie grudnia sąd przedłużył o kolejne trzy miesiące areszt dla Konrada K., byłego prezesa spółki, co znaczy, że ten w sumie spędzi za kratami co najmniej dziewięć miesięcy. Ostatnie zarzuty w śledztwie postawiono na początku listopada. Miesiąc wcześniej doszło do zatrzymania grupy aż siedmiu osób. Wobec części z nich prokuratorzy zwrócili się o areszt, ale sąd nie podzielił tych wniosków.
‒ Widać, że nisko wiszące owoce w tym śledztwie zostały już zerwane, a kolejne wątki są bardziej skomplikowane – mówi nam osoba znająca szczegóły toczącej się sprawy.
Wątpliwości co do tego, czy Komisja Nadzoru Finansowego powinna wcześniej zauważyć, że w GetBacku dochodzi do nieprawidłowości, pojawiają się od samego wybuchu afery w połowie kwietnia ubiegłego roku. Faktem jest, że pierwsze zawiadomienia do prokuratury złożył KNF, a później wielokrotnie rozszerzał je o nowe ustalenia. Urzędnicy nadzoru pomagali też w pracy prokuratorom. Chodzi jednak o okres, zanim problemy spółki stały się publiczne.
‒ Jeśli duża część rynku mówi o problemach GetBacku od późnej jesieni 2017 r., to wydawałoby się, że KNF też powinien być bardziej wyczulony i zacząć działać, zanim mleko się rozleje. Szczególnie, że problemem jest nie tylko GetBack, ale i to, w jaki sposób banki sprzedawały obligacje tej spółki czy TFI, które współpracowały w zakresie zarządzania funduszami sekurytyzacyjnymi, do których trafiały kupowane portfele wierzytelności. Banki i TFI są akurat nadzorowane przez KNF, w przeciwieństwie do samego GetBacku – mówi osoba z otoczenia szefa rządu. Mateusz Morawiecki zwrócił się w połowie lipca ubiegłego roku do Najwyższej Izby Kontroli o „pilne przeprowadzenie doraźnej kontroli adekwatności działań KNF w zakresie wykonywania zadań służących prawidłowemu funkcjonowaniu rynku finansowego oraz ochrony uzasadnionych interesów jego nieprofesjonalnych uczestników, w odniesieniu do działań podejmowanych zarówno w stosunku do spółki GetBack, jak i pośredników oferujących jej obligacje”.

KNF odrzuca oskarżenia

Opozycja zarzucała KNF, że pozwolił GetBackowi wejść na giełdę, choć dziś wiadomo, że prospekt emisyjny oparty był na sprawozdaniach finansowych, co do których zachodzi podejrzenie, że zostały sfałszowane. Nadzór tego typu uwagi odrzucał, wskazując, że bada prospekt pod względem formalnym, czy jest napisany zgodnie z przepisami i zawiera wymagane ustawowo informacje.
‒ Kary związane z oferowaniem obligacji GetBacku pojawiły się dopiero po wybuchu afery. Pytanie, czy domy maklerskie i banki sprzedające dług windykatora nie powinny znaleźć się w obszarze zainteresowania wcześniej – mówi nam osoba znająca szczegóły śledztwa.
KNF ukarała już za sprzedaż papierów GetBacku Polski Dom Maklerski i cofnęła zezwolenie na prowadzenie działalności maklerskiej oraz nałożyła karę pieniężną w wysokości 2,5 mln zł. Sankcje dotknęły też Mercurius Dom Maklerski, którego licencja została ograniczona i ma zapłacić 430 tys. zł kary. Nadzór prowadzi też postępowania administracyjne wobec czterech TFI, które współpracowały z windykatorem. Najdotkliwsza kara, jaka im grozi, to utrata zezwolenia na prowadzenie działalności. Do prokuratury trafiło zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, które miało polegać na tym, że Idea Bank sprzedawał obligacje GetBacku bez zezwolenia. Co ciekawe, sam bank złożył w tej sprawie zawiadomienie na byłego prezesa i jednego z członków zarządu. Dzięki temu ma w śledztwie status pokrzywdzonego.
Nadzór tłumaczył, że większa część sprzedawanych przez GetBack obligacji odbywała się w tzw. emisjach prywatnych, te zaś nie wymagają zatwierdzonego prospektu i KNF nie ma nad nimi żadnej kontroli.
Pokłosiem afery GetBacku i krytycznej oceny działania KNF, jaką według naszych informatorów miał premier, jest nowa ustawa wzmacniająca nadzór. Jednym z jej elementów jest to, że szef rządu będzie miał większą kontrolę nad tym, co się dzieje w Komisji.
Pokłosiem afery jest nowa ustawa wzmacniająca nadzór