statystyki

Makroekonomiczna dyskusja DGP: Recepta na wolniejszy wzrost

autor: Grzegorz Osiecki, Oprac. Anna Ochremiak, Anna Ochremiak05.12.2018, 08:11; Aktualizacja: 05.12.2018, 08:17
Jakie mamy amortyzatory na czas spowolnienia czy recesji?

Jakie mamy amortyzatory na czas spowolnienia czy recesji?źródło: ShutterStock

Powinniśmy się szykować na gospodarcze spowolnienie, którego główne czynniki ryzyka pochodzą z zagranicy. Jeśli faktycznie nastąpi, kłopotem w naszym kraju będą rynek pracy i finanse publiczne – to główne tezy z makroekonomicznej dyskusji DGP.

Jakie są w tej chwili atuty polskiej gospodarki i jakie dla niej zagrożenia?

Leszek Skiba, wiceminister finansów: Diagnoza jest optymistyczna, co widać w projekcie ustawy budżetowej, choć istnieją ryzyka związane z tym, co się dzieje na świecie. W Polsce mamy do czynienia ze wzrostem, który jest szybszy od potencjalnego, sytuacją fiskalną, która zmierza w kierunku średniookresowego celu, bilansując potrzeby realizacji istotnych celów społecznych, a jednocześnie ograniczając deficyt. Wewnętrzne ryzyka są marginalne. Zwyżki płac są niższe w większości krajów regionu. Nie przekłada się to więc na pogorszenie konkurencyjności firm, presję inflacyjną. Dynamika kredytu też jest umiarkowana. Musimy się jednak przyglądać temu, co się będzie działo z gospodarką globalną. Na świecie widzimy ryzyka polityczne, ale też wynikające z wojny handlowej, tego jak gospodarka będzie reagowała na ceny ropy naftowej czy jak świat zareaguje na zmiany stóp procentowych przez Fed. Na co musimy patrzeć, przygotowując się na globalne spowolnienie? Naturalną reakcją jest ograniczenie deficytu, co następuje w projekcie bud żetu. Możemy się spodziewać, że wydatki budżetowe będą istotnie niższe, więc deficyt całego sektora będzie niższy. Dlatego możemy oczekiwać w przyszłym roku deficytu mniejszego niż 1,5 proc. PKB. Jednocześnie widzimy, że luka produktowa rośnie, co oznacza, że jest jeszcze przestrzeń do działania w zmniejszaniu deficytu strukturalnego.

Czy rzeczywiście większość wskaźników decydujących o gospodarce w Polsce jest pozytywna i nie ma zagrożeń z wewnątrz? Minister mówił o asymetryczności ryzyk, tak jakby dominowały te zewnętrzne. Czy tąpnięcia za granicą – problemy sektora produkcyjnego w Niemczech, kwestia Chin i USA – są jedynymi zagrożeniami dla perspektywy wzrostu w Polsce?

Jakub Borowski, główny ekonomista Credit Agricole Bank Polska: Co do zasady podzielam tę diagnozę. W przyszłym roku w Polsce spodziewamy się wzrostu, który będzie pomiędzy 3 a 4 proc. Nie bardzo możemy sobie pozwolić na inne prognozy niż te, w których dynamika PKB zbiega do tempa wzrostu potencjału. Wówczas trzeba by wskazać: tu, w tym momencie będzie wstrząs, będzie tak silny, o takim charakterze. To jest zgadywanka. Ale o trzech rzeczach warto powiedzieć. Eksport osłabł w pierwszej połowie roku, choć jest szansa, że druga połowa będzie lepsza. Najmniej obaw mam, jeśli chodzi o konsumpcję, jej wzrost powinien być stabilny, choć już poniżej 5 proc. Będzie hamowało zatrudnienie. Warto przy tym zauważyć spadek zatrudnienia rok do roku w przemyśle w II kwartale. To też jest ważny sygnał wskazujący, że bariera podażowa jest bardzo silna. No i inwestycje. Odrzucając mieszkaniowe i publiczne, widzimy, że najciekawszym elementem są inwestycje przedsiębiorstw, gdzie już następuje ożywienie, spóźnione trochę w stosunku do oczekiwań. Pytanie tylko, jak długi będzie ten cykl. Wydaje się, że krótki, tak przynajmniej wynika z analiz, m.in. GUS-owskich. Główną barierą dla silnego ożywienia inwestycji firm jest rynek pracy.

Janusz Jankowiak, główny ekonomista Polskiej Rady Biznesu: Cykl koniunkturalny ma charakter zsynchronizowany w skali globalnej. Chyba się wszyscy zgodzimy, że nasze scenariusze bazowe wskazują na wyhamowanie tempa wzrostu w Polsce. Szczyt koniunktury mamy już za sobą, podobnie jak w skali gospodarki globalnej. To jest główna przyczyna spowolnienia. Dziś, jeśli popatrzymy na PKB Polski, nie ma powodu do satysfakcji, szczególnie dla tych ekonomistów, którzy myślą o średnim lub dłuższym okresie. Konsumpcja nie jest czynnikiem, który wspiera potencjał wzrostu. On będzie się w dalszym ciągu obniżał w związku z brakiem inwestycji i złą sytuacją na rynku pracy. To w dłuższym okresie oznacza wzrost ryzyka napięć, nierównowagę w gospodarce. To, że nie ma inwestycji, jest – moim zdaniem – jednym z głównych powodów do zmartwień.

I jeszcze kwestia polityki fiskalnej i monetarnej, które są procykliczne. Istnieje u nas silny związek między wykorzystaniem funduszy unijnych i stanem finansów publicznych. A to oznacza, że przy 4-proc. wzroście i wciąż jeszcze niskim wykorzystaniu funduszy unijnych deficyt sektora finansów publicznych na poziomie 1,7 proc. – czy nawet 1,4 proc. PKB – nie jest powodem do triumfu. Jeżeli dynamika PKB znacznie spadać, a absorbcja funduszy w najbliższych dwóch–trzech kwartałach zacznie rosnąć, to powrócą napięcia w finansach publicznych, bo trzeba będzie znaleźć pieniądze w budżecie na współfinansowanie wydatków z UE.


Pozostało jeszcze 72% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane