Jeżeli zakład energetyczny dysponował decyzją o czasowym zajęciu części gruntu pod budowę urządzeń i instalacji elektrycznych, to korzystając później z niego w celu obsługi i konserwacji urządzeń, pozostawał w dobrej wierze. Spółka przesyłowa, następca zakładu, mogła więc nabyć służebność gruntową albo służebność przesyłu przez zasiedzenie w krótszym terminie – orzekł Sąd Najwyższy.
Sprawa dotyczyła wniosku o ustanowienie służebności przesyłu, który złożyła właścicielka nieruchomości położonej w okolicach Wrocławia. Działkę wraz z domem otrzymała jako darowiznę od dziadka. Już wtedy stała na niej stacja transformatorowa i znajdowały się instalacje energetyczne należące do spółki T., a wcześniej do miejscowego państwowego zakładu energetycznego. Urządzenia te i linia zostały zbudowane w roku 1980. Umiejscowiono je w rogu działki, ale w taki sposób, że w najbliższym ich sąsiedztwie nie można było nic zrobić. W dodatku musi do nich być zapewniony bieżący dostęp.
Właścicielka zażądała ustanowienia służebności na jej działce za jednorazową opłatą 81 tys. zł. Spółka T. jako właściciel urządzeń zgłosiła wniosek o stwierdzenie zasiedzenia służebności.
Reklama
Powstał spór, czy termin zasiedzenia został dochowany i jaki ma ona charakter. Zgodnie bowiem z art. 10 nowelizacji kodeksu cywilnego z 1990 r. w sytuacji, gdy dysponent nieruchomości nie mógł jej zasiedzieć, a po nowelizacji zmienił się jego status i mógł już dokonać zasiedzenia nieruchomości, bieg terminu rozpoczynał się od dnia wejścia w życie ustawy, ale termin skracał się o maksimum połowę.
Kluczową kwestią było stwierdzenie, czy zakład energetyczny, a potem spółka T. jako jego następca byli w dobrej czy złej wierze.

Reklama
W toku procesu ustalono, że wejście na nieruchomość dziadka właścicielki oraz budowa urządzeń i instalacji nastąpiły na mocy decyzji budowlanej o czasowym zajęciu gruntu i zezwoleniu na budowę. Nie było innych decyzji – ani wywłaszczeniowych, ani zezwalających na korzystanie z gruntu przez jednostkę państwową.
Na tej podstawie pełnomocnik wnioskodawczyni wywodził, że zakład energetyczny, a potem spółka T. pozostali w złej wierze. Oznacza to, że termin zasiedzenia służebności powinien wynosić 15 lat (połowę 30-letniego okresu zasiedzenia w złej wierze praw rzeczowych na nieruchomości). Wskazywał, że do wejścia w życie przepisów kodeksu cywilnego o służebności przesyłu (art. 3051 i nast., które weszły w życie 3 sierpnia 2008 r.) właściciel w istocie nie miał instrumentów prawnych do podjęcia działań ustanawiających służebność wobec przedsiębiorcy przesyłowego. Stąd ten element również powinien być brany pod uwagę przy ustalaniu biegu terminu zasiedzenia służebności.
Sądy jednak nie uwzględniły tych wniosków. Sąd I instancji stwierdził zasiedzenie służebności gruntowej odpowiadającej służebności przesyłu już w 2002 r. Apelacja i skarga kasacyjna wnioskodawczyni zostały oddalone.
Sąd Najwyższy w uzasadnieniu postanowienia wskazał, że państwowy zakład energetyczny dysponował w 1980 r. decyzją upoważniającą do zajęcia określonej części nieruchomości na cele budowlane. Była więc podstawa prawna do obciążenia gruntu.
– To oznacza, że zakład energetyczny działał na wskazanej w decyzji podstawie prawnej i pozostawał w dobrej wierze, zarówno w czasie prowadzenia inwestycji budowlanej, jak i później, eksploatując instalacje i urządzenia elektryczne. To, że zaniechano późniejszych działań legitymizujących obciążenie spornej nieruchomości, nie oznacza, że objęcie gruntu nastąpiło w złej wierze. A to jest decydujące dla ustalenia biegu zasiedzenia służebności – powiedziała sędzia Marta Romańska.
Wyrok Sądu Najwyższego z 9 listopada 2018 r., sygn. akt V CSK 502/17.