Produkcja w październiku wzrosła szybciej, niż oczekiwano. Na dodatek głównie w eksportowych branżach.
Dziennik Gazeta Prawna
Według GUS wzrost produkcji przemysłowej wyniósł 7,4 proc. w porównaniu z październikiem 2017 r. To nie tylko lepiej niż w słabym wrześniu (2,8 proc. wzrostu), ale znacznie powyżej przewidywań ekonomistów. Szacowali oni ostrożnie, że wzrost wyniesie ok. 6,5 proc. rok do roku.
Reklama
Zaskakujący jest nie tylko sam wynik, ale też jego przyczyny. Produkcję pociągnęły przede wszystkim branże eksportowe: urządzenia elektryczne (wzrost o 19,5 proc.), przemysł motoryzacyjny (ponad 9-proc. wzrost) i maszynowy (8,1 proc.). To bardzo nieoczywiste informacje w świetle tego, że ostatnio naszym głównym partnerom handlowym nie wiedzie się najlepiej. Choćby w Niemczech, gdzie jest już tak słabo, że w trzecim kwartale PKB spadł tam o 0,2 proc., licząc kwartał do kwartału.

Reklama
– Ten mocny odczyt produkcji wiążemy z możliwym odbiciem produkcji polskich podwykonawców dla europejskiego sektora samochodowego – ocenili ekonomiści ING Banku Śląskiego w raporcie poświęconym danym GUS.
Analitycy Banku Millennium zwracają uwagę, że październikowy wzrost liczony miesiąc do miesiąca był najszybszy od prawie pół roku. A to, ich zdaniem, dowodzi, że spowolnienie aktywności w przemyśle za granicą wpływa dotychczas w umiarkowanej skali na aktywność eksportową krajowych przedsiębiorstw.
– Oczekujemy, że w najbliższych miesiącach koniunktura w przemyśle powinna nieznacznie słabnąć, a sektor ten będzie wspierał wzrost gospodarczy w IV kw. w skali tylko nieco niższej niż przed kwartałem – uważają ekonomiści banku.
Jeszcze inną teorię ma Crédit Agricole. Produkcyjny wyskok może być – według banku – efektem nadrabiania zaległości produkcyjnych, jakie nagromadziły się w firmach przez poprzednie kwartały.
– W warunkach coraz wolniejszego wzrostu nowych zamówień zagranicznych sygnalizowanych przez październikowe wyniki badań koniunktury PMI bufor ten będzie się stopniowo wyczerpywał, co wskazuje na wysokie prawdopodobieństwo spowolnienia wzrostu produkcji w działach eksportowych w kolejnych miesiącach – komentują dane GUS ekonomiści banku w swoim raporcie.
Ale nie tylko branże eksportowe miały swój udział w dobrym wyniku przemysłu. ING BSK zwraca uwagę na produkcję metali czy surowców niemetalicznych. To działy powiązane z budownictwem, gdzie też miała miejsce poprawa: produkcja była w październiku o 22,4 proc. większa niż rok wcześniej.
– Drugim elementem stojącym za mocniejszym odczytem produkcji przemysłowej jest zapewne trwające ożywienie w projektach unijnych w Polsce. Wypłaty środków unijnych rosną w tempie 80 proc. rok do roku, dziwne, że produkcja budowlana we wrześniu nie pokazywała tego fenomenu. Jednak w październiku przed wyborami zapewne finalizowano inwestycje publiczne – oceniają eksperci ING BSK. ©℗
Firmy będą schodzić z wielkich budów
Chociaż dane makro o sprzedaży w branży budowlanej są bardzo dobre, to nastroje – wręcz przeciwnie. – To ostatni dzwonek dla rządu, by rozwiązać problem branży i ratować środki unijne na infrastrukturę – mówi Marita Szustak, szefowa Izby Gospodarczej Transportu Lądowego.
Wczoraj wspólnie z firmą Contract Advisory Services i Railway Business Forum przedstawiła raport na temat sytuacji firm realizujących kontrakty kolejowe. W przypadku wartego 66 mld zł programu remontu torów sytuacja robi się bardziej alarmująca niż w przypadku dróg.
Jerzy Kwieciński, minister inwestycji i rozwoju, przyznaje, że z wydatkowaniem unijnych pieniędzy na modernizację tras kolejowych jest gorzej niż w przypadku dróg, gdzie zakontraktowano już trzy czwarte środków z Brukseli. Po głośnej rezygnacji włoskiej firmy Astaldi z remontu torów z Warszawy do Lublina w branży słychać, że zejście z placu robót rozważają kolejne podmioty. Problemem jest brak realnej waloryzacji kontraktów.
– Znam kilka firm, które mocno zastanawiają się nad tym ruchem. W niektórych przypadkach zejście z kontraktu i płacenie kar byłoby dla nich bardziej opłacalne niż kontynuowanie prac – mówi Marita Szustak. Do tego dochodzi problem mocno niedoszacowanych kosztorysów. Ostatnio oferty przekraczają je nawet o 100 proc. i spółka PKP Polskie Linie Kolejowe musi unieważniać przetargi.
O realną waloryzację kontraktów branża mocno walczy od kilku miesięcy. Według raportu Contract Advisory Services w okresie od zimy 2016 r. do wiosny 2018 r. łączne koszty inwestycji wzrosły o 37 proc. Drastycznie wzrosły m.in. koszty materiałów i robocizny. Umowy ze spółką PKP PLK przewidują wprawdzie możliwość waloryzacji, ale branża narzeka, że opiera się ona na wskaźnikach GUS, które odbiegają od rzeczywistości.
Branża liczy, że rząd w końcu zgodzi się na realną waloryzację lub arbitraż, który będzie sprawnie rozstrzygał spory. W przeciwnym wypadku firmom pozostanie walczyć o swoje w sądach. Taką kilkuletnią batalię o koszt asfaltu lanego przed Euro 2012 w zeszłym roku wygrała firma PORR. Według naszych informacji udało się jej wywalczyć ok. 100 mln zł.