Budowa Nord Stream 2 trwa już w Niemczech i Finlandii, ale ukończenie tej inwestycji wciąż nie jest przesądzone.
NS2 budzi w Polsce ogromne emocje. Zainteresowanie inwestycją oraz jej polityczny charakter sprawiają jednak, że brak nam chłodnej analizy co do stopnia zaawansowania projektu i perspektyw jego realizacji. Wbrew części opinii budowa gazociągu trwa już od miesiąca, a prace przygotowawcze – od końca kwietnia. Nie oznacza to jednak, że NS2 musi powstać. Mogą ją zablokować nawet nie tyle amerykańskie sankcje (to wciąż tylko spekulacje), ile konsekwentna obstrukcja ze strony Duńczyków. Potencjalnie to oni mogą mieć decydujący głos, jeżeli tylko nie ugną się pod naciskami Moskwy i Berlina.

Stan obecny

Reklama
Dziś formalny inwestor, czyli Nord Stream 2 AG, posiada pozwolenia na budowę w czterech z pięciu państw, przez których wody miałby przebiegać gazociąg: w Finlandii, Niemczech, Rosji i Szwecji. Wyjątkiem pozostaje Dania, która na razie wstrzymuje się z wydaniem decyzji, wskazując na konieczność sprawdzenia inwestycji pod kątem bezpieczeństwa kraju. Jest to możliwe, gdyż jeszcze w 2017 r. Duńczycy znowelizowali przepisy tak, by przebieg NS2 przez ich wody terytorialne wymagał nie tylko opinii środowiskowej, ale i politycznej.
Mimo braku jasności co do duńskiego stanowiska, Nord Stream 2 AG rozpoczął już budowę gazociągu na wodach Niemiec i Finlandii, realizuje też prace przygotowawcze w Szwecji i Rosji. Co to konkretnie znaczy? Prace przy pogłębianiu dna w Zatoce Greifswaldzkiej rozpoczęły się w maju (powodując wyciek oleju mineralnego), a samo układanie gazociągu – w sierpniu. Choć informacje te przedstawia się jako rosyjską propagandę sukcesu, znajdują one potwierdzenie w dostępnych zdjęciach i zapisach ruchu morskiego. Pośpiech inwestora łatwo wytłumaczyć. Ze względów środowiskowych Niemcy zezwolili na budowę odcinka wyłącznie okresowo, między majem a grudniem.

Reklama
Prace budowlane trwają też na odcinku fińskim. W ciągu kilku tygodni od uzyskania w kwietniu wymaganych pozwoleń Nord Stream 2 AG rozpoczął układanie materiału skalnego (ma chronić gazociąg) i usuwanie niewybuchów w wyłącznej strefie ekonomicznej Finlandii. W rezultacie umożliwiło to przystąpienie 5 września do właściwej budowy. Według deklaracji z końca sierpnia we wrześniu ma zostać ułożonych ok. 80 km rur.

Duński plan B

Budowa gazociągu już teraz, czyli przed podjęciem decyzji przez Duńczyków, ma ratować harmonogram projektu, ale i sugerować pewność co do finalnej zgody Danii. Mimo to wydaje się, że jest wręcz przeciwnie, jeżeli wziąć pod uwagę, iż Nord Stream 2 AG wniósł miesiąc temu o pozwolenie na budowę w wariancie alternatywnym, omijającym Bornholm od północy, a nie od południa. W takim wypadku gazociąg przebiegałby jedynie przez duńską wyłączną strefę ekonomiczną, a nie wody terytorialne, w których Duńczycy mają prawo do politycznej oceny projektu. Wariant alternatywny podlegałby więc wyłącznie regulacjom środowiskowym, co w narracji forsowanej przez Rosjan stanowiłoby jedynie formalność.
Choć Nord Stream 2 AG zapewnia, że Duńczycy nie są w stanie nawet opóźnić projektu, na razie nie wiadomo, kiedy i w jakim kształcie zostanie podjęta decyzja w sprawie wariantu bazowego – ta sama, której pierwotnie oczekiwano na początku roku. Niepewność wzmaga to, że w ostatnich dniach duński minister energii Lars Lilleholt zapewniał, iż nie wypracowano jeszcze stanowiska w tej sprawie. Tak rozumianą grę na czas tłumaczy ciążąca na Danii presja ze strony przeciwnych inwestycji Amerykanów, jak i lobbujących za nią Rosjan i Niemców. Wszystkie te państwa posiadają swoje sposoby nacisku na Kopenhagę, której w efekcie wygodnie jest opóźniać wydanie decyzji.

Co mogą Duńczycy?

Wniosek Nord Stream 2 AG o pozwolenie na alternatywny przebieg gazociągu wskazuje, że sam inwestor dopuszcza możliwość zablokowania budowy w wersji bazowej. Czy jednak odmowa Duńczyków nie będzie niosła za sobą konsekwencji dla projektu, skoro trzeba będzie obejść Bornholm od północy? Duńczycy mogą przynajmniej opóźnić budowę NS2. Już teraz deklarują, że procedowanie nowo złożonego wniosku powinno potrwać do sierpnia 2019 r. Nawet jeśli przyjąć, że do tego czasu zostaną ułożone pozostałe odcinki, wciąż konieczna będzie budowa kolejnych 175 km gazociągu. To zaś byłoby skrajnie trudne do wykonania do końca 2019 r., a taki harmonogram deklaruje Nord Stream 2 AG, biorąc pod uwagę poprowadzenie alternatywnej trasy przez największy na Bałtyku kanał transportowy.
Po drugie, wybór trasy na północ od Bornholmu będzie oznaczał konieczność przecięcia ławicy Rønne, stanowiącej obszar objęty unijnymi regulacjami Natura 2000. To szczególnie płytki rejon morza, gdzie występują ściśle chronione rafy, mogące nie przetrwać budowy gazociągu. Biorąc pod uwagę kształt dyrektyw UE, stosowne pozwolenie będą musiały wydać duńskie agencje rządowe. Instytucje te mogą jednak uznać, że zachowanie integralności ławicy jest niemożliwe, a wówczas decyzję w tej sprawie musiałaby podjąć Komisja Europejska, oceniwszy, czy w przypadku projektu zachodzi wyższa konieczność interesu publicznego (tzw. IROPI). Ścieżka ta skutkowałaby dalszymi opóźnieniami w budowie gazociągu (ostatnie tego typu przypadki KE procedowała do półtora roku), a być może nawet jej finalnym zablokowaniem.

Co to oznacza dla Polski?

Wciąż istnieje prawna furtka do zablokowania budowy. Wymaga to jednak zarówno odrzucenia przez Danię pierwotnego wniosku Nord Stream 2 AG (co pozostaje pod znakiem zapytania), jak również krytycznej oceny wpływu inwestycji w alternatywnej wersji na ławicę Rønne. W takim wypadku ostateczną decyzję podjęłaby KE, o co od początku zabiegały Dania i Szwecja. Nie przesądzając kształtu dalszych rozstrzygnięć, sama niepewność Rosjan co do powodzenia i terminowości budowy NS2 ma swoje konsekwencje. Wzmacnia bowiem pozycję negocjacyjną Ukrainy, której kontrakt na tranzyt rosyjskiego gazu wygasa z końcem 2019 r. Nagłośnienie kwestii środowiskowych i ewentualna rewizja harmonogramu utrudnią także Rosjanom pozyskanie finansowania.
Biorąc pod uwagę, że zaangażowanie KE skutkowałoby dalszymi opóźnieniami, może się okazać, że gaz z NS2 pojawi się nawet dopiero w 2022 r. A wtedy ma zostać oddany Baltic Pipe, więc Kijów mógłby przy negocjacjach z Moskwą brać pod uwagę dostawy z Polski i nie bać się, że gaz ze Słowacji (w praktyce rosyjski) będzie trudniej dostępny. Do momentu oddania NS2 tranzyt rosyjskiego gazu przez Polskę i możliwość korzystania z wirtualnego rewersu z Niemiec do Polski nie są zagrożone. Z kolei po 2022 r. bezpieczeństwo dostaw planowo ma zapewniać Baltic Pipe i rozbudowany terminal LNG. Opóźnienie budowy NS2 do tego czasu miałoby pozytywne skutki dla bezpieczeństwa rynku gazu w Polsce.