statystyki

Hernádi znaczy niezatapialny. Oligarchowie na Węgrzech mają się świetnie

autor: Dominik Hejj07.09.2018, 07:58; Aktualizacja: 07.09.2018, 08:18
O istnieniu Zsolta Hernádiego, prezesa węgierskiego giganta naftowego MOL, Polacy dowiedzieli się najpewniej w 2014 r., kiedy to na ujawnionych „taśmach prawdy” spotkanie z nim wspominał ówczesny szef polskiego Orlenu, Jacek Krawiec

O istnieniu Zsolta Hernádiego, prezesa węgierskiego giganta naftowego MOL, Polacy dowiedzieli się najpewniej w 2014 r., kiedy to na ujawnionych „taśmach prawdy” spotkanie z nim wspominał ówczesny szef polskiego Orlenu, Jacek Krawiecźródło: ShutterStock

Sąd w Budapeszcie nie wyraził zgody na aresztowanie Zsolta Hernádiego, prezesa koncernu naftowo-gazowego mol. zatrzymanie miało odbyć się na podstawie europejskiego nakazu aresztowania (ENA), wystawionego przez władze Chorwacji w związku z zarzutami korupcyjnymi. Choć dla wielu Węgry to synonim skutecznej modernizacji, antykorporacjonizmu i gospodarczego patriotyzmu, oligarchowie mają się tam świetnie.

Według władz w Zagrzebiu szef MOL miał w latach 2008–2009 przekazać łapówki na rzecz byłego premiera Chorwacji. Korumpowanie Ivo Sanadera miało rzekomo służyć temu, by wyraził on zgodę na sprzedaż 49 proc. pakietu własnościowego w chorwackim narodowym operatorze naftowo-gazowym – INA. Całkowita wartość korzyści majątkowej przyjętej przez Sanadera miała wynosić 10 mln euro. MOL kupował INA „po kawałku”, począwszy od 2003 r. Zarzuty korupcyjne dotyczą dwóch transakcji z 2008 r. i 2009 r. Wówczas portfel naftowego giganta zwiększył się z 32 proc. do – kolejno – 45 proc. i 47,1 proc. akcji INA.

O istnieniu Zsolta Hernádiego, prezesa węgierskiego giganta naftowego MOL, Polacy dowiedzieli się najpewniej w 2014 r., kiedy to na ujawnionych „taśmach prawdy” (nagraniach polityków najwyższego szczebla, urzędników i biznesmenów zarejestrowanych przez kelnerów w restauracji Sowa i Przyjaciele) spotkanie z nim wspominał ówczesny szef polskiego Orlenu, Jacek Krawiec. Jego wypowiedź, która odbiła się na Węgrzech szerokim echem, bardzo trafnie diagnozuje sytuację w kraju nad Dunajem. Reformy, które wdrażane są przez koalicję Fidesz – Chrześcijańsko-Demokratyczna Partia Ludowa (KNDP), poza deklarowanym usprawnieniem państwa, mają chronić także ludzi z kręgów władzy. Tworzą coś, co Bálint Magyar, twórca głośnej na Węgrzech kilkutomowej książki o nadużyciach rządów Viktora Orbána, określa mianem „państwa mafijnego”. „Pytam, ile lat dostaniesz? A on uśmiechnięty, odpowiada na luzaku: Słuchaj, moi prawnicy coś wymyślili, że jak mnie w tej sprawie postawią przed sądem w jakimkolwiek kraju należącym do UE, a wyrok będzie uniewinniający, będzie on obowiązywał we wszystkich krajach UE i będę mógł podróżować po Europie. Pytam więc: Czy sprawa odbędzie się na Węgrzech? Mówi, że tak. Na to odpowiadam, że to może potrwać ze dwa, trzy lata. A on na to: Już w kwietniu będzie wyrok” – opowiadał Krawiec ministrom skarbu Zdzisławowi Gawlikowi i Włodzimierzowi Karpińskiemu.


Pozostało jeszcze 78% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny

Polecane

Komentarze (2)

  • filozof prawa(2018-09-07 08:21) Zgłoś naruszenie 30

    Każda władza deprawuje. Władza absolutna deprawuje absolutnie. Czy chcemy w Polsce władzy absolutnej?

    Odpowiedz
  • spaider(2018-09-07 14:23) Zgłoś naruszenie 00

    Zobaczysz durny narodzie co to znaczy dać władzę w jedne ręce. Czyli aktualne jak nic jest powiedzenie że Polak sobie przysłowie kupi "że i po szkodzie i przed szkodą głupi".

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Polecane