Dochód z pracy to suma wynagrodzeń wszystkich pracowników, a udział tych dochodów w PKB nazywamy „labor share”. Inaczej mówiąc, jest to ta część dochodów, która trafia bezpośrednio do pracowników, niezależnie od ich stanu posiadania. W gospodarce dochody osiąga też kapitał i inne czynniki produkcji (np. ziemia, zasoby naturalne itp.), trafiają one do węższej grupy osób, które są ich właścicielami. Gdzie na tej „mapie” umieścić zyski przedsiębiorstw? To wbrew pozorom bardzo istotna sprawa.
Udział dochodów z pracy w krajach rozwiniętych był przez dekady zaskakująco stabilny aż do lat 80., gdy zaczął spadać. Zjawisko to nastąpiło również w krajach rozwijających się i na rynkach wschodzących, począwszy od lat 90. Pisał o tym m.in. Międzynarodowy Fundusz Walutowy w tegorocznym raporcie „World Economic Outlook”. Ten spadek sprzyja wzrostowi nierówności, bo o ile dochody z pracy osiąga większość z nas, to dochody np. z kapitału – tylko część. Podkreślmy przy tym, że nie mówimy o nierównościach w płacach pomiędzy pracownikami, lecz o nierównościach w dochodach pomiędzy gospodarstwami, które mają kapitał (np. rodzina Jeffa Bezosa, założyciela i do dziś akcjonariusza firmy Amazon), i tymi, którzy kapitału nie mają (pracownicy jego firmy).