Koniunktura wciąż nie daje powodów do narzekania. Ale wyniki gospodarcze będą słabsze niż w pierwszym półroczu.
Dziennik Gazeta Prawna
Już na początku III kwartału pojawiły się sygnały zapowiadające spowolnienie. Chodzi o dane dotyczące produkcji przemysłowej i budowlano-montażowej. Chociaż w przemyśle był wzrost przekraczający 10 proc. w skali roku, to ekonomiści widzą słabości w lipcowych danych. Choć wynik budownictwa był o niemal 19 proc. wyższy niż rok wcześniej, to okazał się... rozczarowujący.

Zerowy impet

Reklama
Na 34 działów przemysłu, którym przygląda się GUS, w lipcu wzrostu nie było jedynie w czterech. Najwyższą dynamiką mogli pochwalić się producenci maszyn i urządzeń (sprzedaż była o jedną czwartą wyższa niż rok wcześniej) i pozostałego sprzętu transportowego (wzrost o prawie 21 proc.).
– Szczegółowe dane nadal potwierdzają obraz silnego popytu krajowego. Rośnie produkcja w branżach wytwarzających dobra inwestycyjne (np. sprzęt transportowy, wyroby z metali, urządzenia elektryczne) – oceniają w nocie dla klientów ekonomiści PKO BP.

Reklama
– Produkcja przemysłowa bardzo solidnie rozpoczęła III kwartał. Nawet lepiej niż poprzedni. Dynamika była najwyższa w tym roku, co zwiastuje dużą rolę przemysłu we wzroście gospodarczym w tym okresie – wskazuje Monika Kurtek, główna ekonomistka Banku Pocztowego. Ale zaraz dodaje: – W kolejnych miesiącach tempo wzrostu produkcji przemysłowej może nieco hamować ze względu na spodziewane dalsze spowalnianie aktywności gospodarczej w strefie euro.
W budowlance dynamikę produkcji wyhamowały niedobory kadrowe
Kurtek liczy jednak, że popyt wewnętrzny będzie na tyle silny, że poziomy produkcji nadal będą „solidne”.
Piotr Piękoś, ekonomista Banku Pekao, ma nadzieję, że na produkcję korzystnie oddziaływać będzie odradzający się popyt inwestycyjny. Zaznacza, że dwucyfrowy wynik przemysłu w lipcu to również zbieg korzystnych efektów statystycznych. Po pierwsze punkt odniesienia z poprzedniego roku nie był szczególnie wysoki. Po drugie tegoroczny lipiec miał o jeden dzień roboczy więcej niż rok temu (w czerwcu różnicy nie było).
GUS przyznaje, że po wyeliminowaniu czynników sezonowych lipcowy wynik przemysłu był o niecałe 8 proc. wyższy niż rok wcześniej. A w porównaniu z czerwcem nie było żadnego wzrostu. Według mBanku jest to „najlepsza miara aktualnego, zerowego impetu produkcji”.

Mniej mieszkań

Nieprzyjemną niespodzianką okazały się dla analityków dane z budownictwa. Powód? Oczekiwano, że wynik będzie o co najmniej 20 proc. lepszy niż rok wcześniej – podobnie jak w poprzednich miesiącach. Tymczasem odnotowano spowolnienie.
„Wyraźne niedobory siły roboczej w tym sektorze musiały z czasem doprowadzić do wyhamowania dynamiki produkcji” – oceniają ekonomiści Banku Zachodniego WBK.
„Wpływ miał głównie efekt bazy (lipiec zeszłego roku był nadzwyczaj dobry), a wyhamowanie w ujęciu miesięcznym może być związane z kończeniem inwestycji samorządowych związanych z kalendarzem wyborczym. Drugi czynnik może oddziaływać negatywnie jeszcze w najbliższych miesiącach” – zaznaczają ekonomiści mBanku. Oni także wyliczają „ograniczenia podażowe”. Chodzi nie tylko o braki kadrowe, ale też o problemy z rozstrzyganiem przetargów na roboty budowlane.
Część analityków ocenia, że w dłuższym terminie budownictwo powinno wypadać dobrze. „W strukturze produkcji budowlanej najszybciej rosnącym działem (wzrost o 21,9 proc.) były roboty specjalistyczne (obejmujące m.in. przygotowanie terenów pod inwestycje), co sugeruje, że utrata impetu produkcji budowlanej jest raczej normalizacją niż początkiem osłabienia aktywności” – zauważają ekonomiści PKO BP.
O ile budownictwo infrastrukturalne faktycznie może radzić sobie dobrze, to w mieszkaniowym są oznaki spowolnienia. Kilka tygodni temu informowaliśmy o spadku sprzedaży mieszkań, do jakiego przyznawały się w II kwartale deweloperzy. Wczorajsze dane GUS również wskazują na słabość mieszkaniówki. Do końca lipca oddano do użytkowania prawie 98,5 tys. lokali – o niemal 3 proc. więcej niż rok wcześniej. Ale jeśli weźmiemy pod uwagę wyłącznie ubiegły miesiąc, to w skali roku mamy do czynienia z 12-proc. spadkiem. I dotyczy on przede wszystkim firm deweloperskich. W budownictwie indywidualnym wynik był prawie taki sam jak w lipcu 2017 r.

Lekkie hamowanie

– Ogólny obraz płynący z lipcowych danych wpisuje się zatem w scenariusz lekkiego hamowania gospodarki, jaki zarysował się już wcześniej w spadku indeksu PMI i dynamiki zatrudnienia (w piątek GUS podawał, że w lipcu liczba pracujących w sektorze przedsiębiorstw była o 3,5 proc. wyższa niż rok wcześniej; w poprzednich miesiącach wzrost wynosił 3,7 proc. – red.). Na początku III kwartału dynamika inwestycji wciąż pozostaje raczej tylko jednocyfrowa, co przy możliwym spowolnieniu konsumpcji zapowiada obniżenie wzrostu PKB do ok. 4,7–4,8 proc. – wskazuje Paweł Radwański, główny ekonomista Raiffeisen Bank Polska.
Podobnie oceniają inni ekonomiści. W szczegółach się różnią, ale nikt nie spodziewa się, by wzrost PKB mógł utrzymać się powyżej 5 proc. notowanych w pierwszej połowie roku.