Biogazownie i bioelektrownie w Zagłębiu Miedziowym? To realne, ale potrzeba 0,5 mld zł.
Reklama
Rolnicy ze związku Solidarni podpisali w tej sprawie list intencyjny z Ursusem. Chcą, żeby w przedsięwzięcie włączyła się Polska Miedź.
– List intencyjny z rolnikami to dopiero wstęp do dalszych działań. Pomysł jest taki, by wraz z nimi zawiązać spółkę z KGHM i nieco zmienić Zagłębie Miedziowe, a korzyści z tego będzie kilka – mówi DGP Andrzej Zarajczyk, przewodniczący rady nadzorczej Ursusa i jego główny udziałowiec. – Rolnicy musieliby zmienić profil upraw na rośliny energetyczne, z których można produkować brykiety i pelety albo zużywać je w biogazowniach. To będzie niewątpliwie kosztowny projekt, ale myślę, że KGHM na niego stać. Zwłaszcza że budowa sieci biogazowni czy bioelektrowni niewątpliwie poprawi bilans Polski, jeśli chodzi o odnawialne źródła energii. I to w momencie, gdy wykonanie zobowiązań jest zagrożone – dodaje.
Ursus mógłby dostarczać nie tylko maszyny rolnicze do energetycznych upraw, ale też instalacje do biogazowni oraz urządzenia do wytwarzania peletu czy brykietu.
Rośliny energetyczne to m.in. kukurydza, rzepak, burak cukrowy czy zboża. To wymagałoby jednak zmian profilu upraw w regionie.
– To nie problem, zwłaszcza że można by uprawiać też takie rośliny jak np. len, który nie tylko jest rośliną energetyczną, lecz także wyciąga z gleby metale ciężkie, z jakimi tu mamy wielki problem – mówi DGP Jarosław Klus ze stowarzyszenia Pronatura, które m.in. od lat walczy z Hutą Miedzi Głogów, zarzucając jej wpływ na wysokie stężenia metali (o sprawie rekordowych przekroczeń norm arsenu w Głogowie piszemy w DGP od 12 lutego).
Marcin Bustowski, przewodniczący Związku Zawodowego Rolników Rzeczypospolitej „Solidarni”, dodaje, że musiałoby nastąpić wyłączenie gruntów z produkcji rolnej do spożycia (np. ogórków czy sałaty), a skoro tak, to rolnicy musieliby mieć udział w planowanych bioinstalacjach. – Wstępnie szacujemy, że miałoby być ich ok. 200, każda po ok. 2 MW. Koszt jednej to ok. 20–24 mln zł, jednak przy inwestycjach na taką skalę koszty da się obniżyć – mówi nam Bustowski. Wstępnie więc koszt przedsięwzięcia o łącznej mocy 400 MW na Dolnym Śląsku jest szacowany na 400–480 mln zł.
Rolnicy spotkali się m.in. w tej sprawie w ubiegłym tygodniu w Warszawie z ministrem rolnictwa Janem Krzysztofem Ardanowskim. – Minister powiedział, że znaczna część produkcji rolniczej powinna iść w kierunku wykorzystania pozażywnościowego. Podkreślił, że w Polsce jest znaczny obszar gruntów zdegradowanych wskutek działalności przemysłowej. Można je przywrócić do produkcji rolniczej poprzez uprawę roślin na biomasę – mówi DGP dyrektor biura komunikacji Ministerstwa Rolnictwa i Rozwoju Wsi Małgorzata Książyk. – Biomasę tę można przeznaczyć do produkcji biogazu. Uprawa roślin na biomasę wpłynie również korzystnie na przywrócenie glebie jej właściwości. Minister wyraził także chęć spotkania w tej sprawie z KGHM – dodał nasz rozmówca.
Terminu spotkania na razie nie ustalono, ale rolnicy chcą też zaprosić do regionu ministrów energii, środowiska i zdrowia, by przekonać ich, jak ważna dla Dolnego Śląska jest zmiana profilu działalności rolniczej w sąsiedztwie Polskiej Miedzi.
Przypomnijmy, że KGHM już kilka lat temu planował budowę biogazowni, ale odstąpił od tego pomysłu. – KGHM Polska jest firmą górniczo-hutniczą. Główne zadania to wydobycie i przetwórstwo surowców naturalnych. Firma rozważała budowę biogazowni, jednakże wykonane przed laty analiza i studium wykazały niską opłacalność projektu. Firma jest spółką prawa handlowego, notowaną na GPW. Wobec tego realizowane przedsięwzięcia muszą przynosić oczekiwany zwrot z inwestycji – mówi nam Jarosław Twardowski, dyrektor departamentu komunikacji Polskiej Miedzi, pytany o możliwość współpracy z rolnikami i Ursusem.