EBC od dawna jest krytykowany za to, że jego polityka napycha kiesy najbogatszym. Bank przedstawia dowody, że tak nie jest.
Reklama
Uboższym jednak przybywało szybciej / Dziennik Gazeta Prawna
Dowodami mają być wyniki badań, które podsumowali ekonomiści banku. Dotyczyły one pytania, w jaki sposób działania EBC w ostatnich latach wpłynęły na sytuację gospodarstw domowych w strefie euro i w której grupie dochodowej te zmiany były największe. Autorzy doszli do wniosku, że chociaż luźna polityka monetarna sprzyja zarówno zamożnym, jak i niezamożnym, to bardziej korzystają jednak ci ostatni.
„Wiele wskazuje na to, że za największą część wzrostu konsumpcji spowodowanego polityką monetarną odpowiadają gospodarstwa domowe z niskim dochodem” – czytamy w podsumowaniu opracowania „Polityka monetarna i nierówności wśród gospodarstw domowych”. Dlaczego tak się dzieje? Jak tłumaczy dr Jacek Tomkiewicz z Akademii Leona Koźmińskiego, osoby niezamożne mają „najwyższą krańcową skłonność do konsumpcji”.
– To znaczy, że każdy dodatkowy dochód prawie w całości przekłada się na wzrost konsumpcji, a majątek tych ludzi to głównie nieruchomości, których rynek stosunkowo szybko odbił po kryzysie – mówi ekonomista.
Ten dodatkowy dochód wziął się ze wzrostu wynagrodzeń, który był największy właśnie w przypadku osób o najniższych dochodach, a także z tego, że w strefie euro spadło bezrobocie, co jest efektem wzrostu gospodarczego napędzanego luźną polityką monetarną. Ekonomiści EBC określili ten wpływ mianem pośredniego, w odróżnieniu od wpływu bezpośredniego. – Ten drugi jest korzystniejszy dla osób z kredytami, ponieważ spada ich oprocentowanie. Ale obniżka nie dotyka aż tak bardzo osób z niskimi dochodami, bo mają one mniej kredytów. Z ich punktu widzenia ważniejszy jest pośredni wpływ – tłumaczy dr Piotr Maszczyk z SGH.
EBC poluzował politykę monetarną w odpowiedzi na globalny kryzys finansowy. Najpierw poszły w dół stopy procentowe w strefie euro. Kiedy jednak okazało się, że to za mało, Mario Draghi wzorem kolegów zza Atlantyku zaordynował luzowanie ilościowe. W ramach tego programu w marcu 2015 r. bank zaczął skup obligacji państw strefy euro. Do końca czerwca zgromadził papiery na kwotę 2 bln euro.
Polityka ta nie spotkała się jednak z ciepłym przyjęciem w całej strefie euro. Sceptyczni byli zwłaszcza niemieccy ekonomiści, którzy uważali, że luzowanie ilościowe narobi więcej szkód niż pożytku. Dlaczego? Obligacje skarbowe normalnie stanowią przedmiot zainteresowania inwestorów prywatnych. Skupując je hurtowo, EBC doprowadził do tego, że stały się mniej opłacalne, a kapitał odpłynął na giełdy, których indeksy od jakiegoś czasu biją rekordy – zwłaszcza w USA.
Wpływ luzowania ilościowego na sytuację gospodarstw domowych był więc korzystny. Kiedy strefę euro kilka lat temu nękał kryzys zadłużeniowy (bailouty Cypru, Irlandii, Grecji, Hiszpanii i Portugalii), inwestorzy postrzegali państwa Południa jako mniej bezpieczne do inwestowania niż kraje Północy i w efekcie żądali wyższych zwrotów. Dzięki luzowaniu ilościowemu te różnice spadły, a zaoszczędzone pieniądze pozwoliły państwom w mniej dramatyczny sposób ciąć wydatki socjalne.