Jeff Bezos zgromadził majątek, którego wartość przekracza węgierskie PKB. Ośmiu najbogatszych ludzi na świecie posiada większe fundusze niż te posiadane przez połowę globalnej populacji. Czy mamy do czynienia z bezprecedensowym wydarzeniem w historii? I czy za dysproporcje społeczne należy winić Dolinę Krzemową?

W tym roku większość indeksów pozostawała pod kreską. Jedynym wyjątkiem była giełda amerykańska, na której szczególnie dobrze radziły sobie spółki technologiczne. Także nad Wisłą, większość funduszy, która dała zarobić swoim klientom w pierwszym półroczu, inwestowała w akcje firm technologicznych (także rodzimych producentów gier takich jak CD Project) i notowanych na Nasdaq.

Od 9 lat nieprzerwanie trwa hossa na amerykańskiej giełdzie i nic nie zapowiada, aby ten stan miał się w najbliższym okresie zmienić. Nawet turbulencje spowodowanych widmem wojny handlowej i coraz ostrzejszej retoryki Trumpa wobec partnerów takich jak Unia Europejska czy sytuacji na rynkach surowców. Inwestorzy pozostają niewzruszeni i wierzą w amerykańską markę i nieograniczony potencjał firm technologicznych. Niebawem możemy się więc spodziewać, że nastąpi historyczna chwila i kapitalizacja notowanego na Nasdaq Apple przekroczy wartość biliona dolarów, co stanowi ponad dwukrotność polskiego PKB (nominalnego), które wynosi 469 miliarda. Wartość rynkowa firmy stworzonej przez Steve’a Jobsa będzie więc porównywalna do bogactwa Indonezji (16. gospodarka świata), czwartego najbardziej ludnego kraju na świecie.

Siedem na dziesięć największych spółek na świecie to firmy technologiczne. Wyjątek na tej liście stanowi Exxon Mobil (10. miejsce), JP Morgan Chase (9. miejsce) i Berkshire Hathaway (na pozycji 7-ej). Dla porównania, dwadzieścia lat temu proporcja była odwrotna: tylko Microsoft i Intel znalazły się w pierwszej dziesiątce. Przedsiębiorstwo Billa Gatesa jest też jedną z dwóch firm, które od 1998 roku utrzymały się na liście spółek o najwyższej wycenie. Większość miejsc zajmowały wtedy konglomeraty przemysłowe, takie jak General Electric (1. miejsce), koncerny farmaceutyczne jak Merck, GlaxoSmithKline czy Novartis oraz spółki paliwowe: Shell i Exxon Mobil.

Reklama

Oczywiście, na świetnych notowaniach firm technologicznych zyskują ich właściciele. Według Forbesa, majątek ośmiu na dwudziestu najbogatszych osób na świecie ma swoje źródła w nowych technologiach: Jeff Bezos (Amazon), Bill Gates (Microsoft), Mark Zuckerberg (Facebook), Larry Ellison (Oracle), Larry Page i Sergiej Brim (Google), Ma Huateng (Tencent) Jack Ma (Alibaba). Dla porównania, 25 lat temu, fortuna jedynie co piątej osoby na liście Forbesa pochodziła z tego sektora. W tamtym okresie dominowali potentaci medialni.
Według szacunków Bloomberga, Jeff Bezos, szef Amazona i jednocześnie najbogatszy człowiek na świecie (wyprzedził w ubiegłym roku Billa Gatesa, który posiada około 90 miliardów dolarów) zgromadził majątek bliski 150 miliardów dolarów. Jest to więcej niż wynosi węgierskie PKB nominalne, które sięga około 139 miliardów dolarów. Bezos podwoił swój majątek w ciągu roku, na co przede wszystkim miał wpływ szybki wzrost wartości jego spółki (Amerykanin posiada 16 procent akcji Amazona).

Reklama

Jednocześnie najbogatsza ósemka posiada więcej niż ponad połowa najbiedniejszych ludzi na świecie (około 3,6 miliarda osób) - wynika z zeszłorocznego raportu Oxfam. Dla porównania, w 2016 roku 62 osoby miały porównywalny majątek do połowy populacji. Biorąc pod uwagę, że poprzedni raport nie uwzględniał jeszcze powiększonych fortun, m.in. Bezosa, możemy założyć, że dysproporcje będą jeszcze większe. W raporcie majątek najbogatszej ósemki sięgał niecałych 500 miliardów dolarów, obecnie szacowany jest na 795 miliardów dolarów.

Światowe Forum Ekonomiczne (WEF) w ubiegłym roku uznało, że rosnące podziały społeczne mogą być jednym z największych zagrożeń dla rozwoju globalnej gospodarki. Nic dziwnego, pod względem rosnących dysproporcji, obecny stan przypomina ten z początku XX wieku. W większości rozwiniętych gospodarek, wskaźnik Giniego mierzący rozwarstwienie społeczne systematycznie rośnie, co oznacza, że powiększają się różnice w posiadanym bogactwie. W Stanach Zjednoczonych wynosi on obecnie około 0,41, podczas gdy w Polsce sięga on 0,34. (w skali od 0 do 1. Państwa bardziej egalitarne znajdują się w przedziałach 0,25-0,35. Wskaźnik powyżej 0,4 świadczy o dużym rozwarstwieniu).

Mimo, że dzisiejsi najbogatsi posiadają majątek porównywalny do PKB państw, a Jeff Bezos stał się najbogatszym człowiekiem w historii współczesnej, to ich fortuny są znacznie mniejsze niż potentatów z przeszłości. Jednym z przykładów jest legendarny August Cezar, który posiadał majątek szacowany na 1/5 wartości całej gospodarki Imperium Rzymskiego. Ponadto, mógł do swoich aktywów zaliczyć Egipt, który był traktowany jako jego prywatna własność. Za jedną z najbogatszych postaci uznaje się króla Timbuktu (Mali) z XIV wieku. Mansa Musa, który jest raczej mniej znany szerszej publice, władał królestwem, które w swoim czasie było największym producentem złota na świecie. Według legendy, każdy z jego wielbłądów niósł funt (około pół kilograma) złota, a jego armia składała się z 200 tysięcy osób. Nawet jeśli historie te trudno zweryfikować, to bez problemu można sobie wyobrazić, że majątek osoby posiadającej całkowitą pieczę nad największymi kopalniami złotego kruszcu na świecie, musiał być niebotyczny.

W mniej odległej historii także można znaleźć kilka przykładów niewyobrażalnych fortun. Jedną z najbogatszych osób w historii był Andrew Carnegie, potentat przemysłowy i właściciel Carnegie Steel Company. Sprzedał swoją spółkę JP Morgan za 480 milionów dolarów. Do samego Carnegie trafiło około 226 milionów dolarów. Była to jedna z największych transakcji na początku XX wieku (suma ta odpowiadała około 2,1 proc. ówczesnego amerykańskiego PKB). Największą fortunę w ubiegłym stuleciu zgromadził jednak John D. Rockefeller, twórca monopolistycznego Standard Oil Company (następcą tej firmy jest Exxon Mobil, który nadal znajduje się pierwszej dziesiątce najwyżej wycenianych przedsiębiorstw na świecie). Jego majątek w chwili śmierci był szacowany na około 2 procent amerykańskiego PKB, czyli 371 miliardów dolarów (na stan z 2016 roku).