Akcje spółki AAT Holding zadebiutowały na giełdzie na początku stycznia 2016 r. W przeprowadzonej we wrześniu 2015 r. ofercie publicznej spółka nie emitowała nowych akcji, nie pozyskała więc środków na rozwój. Nie pozyskała, bo ich nie potrzebowała. Oferta polegała na sprzedaży 2,4 mln akcji przez inwestora portfelowego AAT Sweden Holding II AB, który kończył swoją inwestycję. Pałeczkę przejęli inwestorzy indywidualni i instytucjonalni. Po przeprowadzonej ofercie AAT Sweden nie miał żadnych akcji, a inwestorzy giełdowi – prawie 30 proc. kapitału. Pozostałe akcje miała spółka Lock Syndication SCA z Luksemburga.
Grupa AAT Holding jest dystrybutorem urządzeń wykorzystywanych w elektronicznych systemach zabezpieczeń – sygnalizacji pożarowej, telewizji przemysłowej, alarmów i zabezpieczeń oraz systemów kontroli dostępu. Część urządzeń (sygnalizacja pożarowa) jest produkowana przez spółkę zależną Polon-Alfa z Bydgoszczy. Produkty są sprzedawane w całej Europie: w kilku krajach przez własne spółki dystrybucyjne, a w pozostałych we współpracy z lokalnymi dystrybutorami.
W czerwcu 2016 r. spółka poinformowała, że wraz ze swoim dominującym akcjonariuszem rozpoczęła „przegląd opcji strategicznych związanych z dalszym rozwojem działalności”. Rozważano albo akwizycje komplementarnych biznesów, albo zawarcie aliansu z inwestorem strategicznym, albo niepodejmowanie jakichkolwiek działań. Kilka miesięcy później, w marcu 2017 r., poinformowano, iż w wyniku przeprowadzonych analiz stwierdzono, że największy potencjał w budowaniu wartości dla akcjonariuszy związany jest z rozwojem produkcji oraz międzynarodową ekspansją w sprzedaży produktów związanych z sygnalizacją pożarową. Dlatego podjęto decyzję o rozbudowie fabryki w Bydgoszczy oraz o kontynuowaniu prac badawczo-rozwojowych w tym zakresie. We wrześniu 2017 r. spółka ponownie poinformowała o rozpoczęciu przeglądu opcji strategicznych. Tym razem analiz związanych ze swoją własną inwestycją dokonywał główny udziałowiec. Przegląd opcji trwał niecałe trzy miesiące.
Reklama
W połowie grudnia ubiegłego roku spółka jednego dnia opublikowała dwa komunikaty. Pierwszy dotyczył podpisania przez spółkę zależną Polon-Alfa umowy na zaprojektowanie i rozbudowę hali produkcyjnej oraz przebudowę istniejących budynków. Takie działanie było logiczną kontynuacją ustaleń poczynionych na początku roku – skoro grupa AAT Holding zamierza skupić się na produkcji własnych systemów sygnalizacji pożarowych, to musi rozbudować i zmodernizować fabrykę.
A komunikat drugi? W przeszłości informacjom o budowie lub znaczniej rozbudowie zakładu produkcyjnego towarzyszyłoby zwołanie nadzwyczajnego walnego zgromadzenia akcjonariuszy, z punktem dotyczącym nowej emisji akcji. Gotowy biznesplan przedstawiono by inwestorom finansowym, informując o ROI, NPV, IRR, PVA oraz innych magicznych wskaźnikach, a akcjonariusze złożyliby zapisy na nowe akcje. Tego nauczają w szkołach, sam napisałem kiedyś o tym książkę, ale też miałem okazję posłuchać, jak pani prezes giełdy naucza tego prezesów biur maklerskich.
Tymczasem komunikat drugi dotyczył podpisania porozumienia, w którym spółka oraz główny akcjonariusz postanowili współdziałać w zakresie docelowego… Nie, nie kapitału docelowego, tylko docelowego wycofania akcji z obrotu na rynku podstawowym oraz zniesienia dematerializacji akcji. Jako główne uzasadnienie wskazano koszty notowania akcji na rynku giełdowym oraz inne koszty ponoszone przez spółki publiczne, w tym związane z wypełnianiem przez nie różnego rodzaju obowiązków. Z związku z powyższym zwołano nadzwyczajne walne zgromadzenie. Zamiast emisji uchwalono na nim… skup akcji własnych. Przygotowania do skupu trwały dwa miesiące i w lutym tego roku taki program ogłoszono. Akcje skupowały sama spółka oraz zależny od niej Polon-Alfa. Ten sam, który realizuje teraz inwestycję budowlaną. W lutym kupiono 5,3 proc. akcji (z 30 proc. znajdujących się w wolnym obrocie), w marcu kupiono kolejne 23,8 proc., zaś w kwietniu ogłoszono przymusowy wykup na pozostałe 4,5 proc. akcji. Nie ma już akcji w wolnym obrocie i za chwilę bardzo interesująca spółka, jaką jest AAT Holding, opuści giełdę.
Tytułowe prawo Kopernika-Greshama w wersji skróconej głosi, że zły pieniądz wypiera dobry pieniądz. W przypadku rynku kapitałowego oznacza to, że dobre spółki, o silnych fundamentach oraz interesujących stabilnych modelach biznesowych w tradycyjnych sektorach przemysłu, takich jak na przykład opisana produkcja sprzętu przeciwpożarowego, podlegają tezauryzacji. Czyli są wycofywane przez akcjonariuszy z rynku. Są nudne, płacą dywidendę, mają jednocyfrowe wzrosty i coś tam produkują. Warto przypomnieć inne spółki, które opuściły rynek: Polna, Synthos, Colian, Polcolorit, FAM, WDX czy Gekoplast. Na ich miejsce wchodzą producenci gier, firmy biotechnologiczne czy firmy zajmujące się sztuczną inteligencją. Znaczna część z nich posiłkuje się paliwem, jakim są subwencje i dotacje. Świecą jak meteory i gasną.
Dobre spółki, o silnych fundamentach są wycofywane przez akcjonariuszy z rynku