Konsumpcja i inwestycje nakręcają wzrost PKB bardziej, niż oczekiwała tego większość ekspertów. Wstępne dane GUS mówią, że gospodarka w I kw. urosła o 5,1 proc.
Reklama
Jak rósł PKB w ostatnich kwartałach (w proc.) / Dziennik Gazeta Prawna

Na początku roku udało się utrzymać szybki wzrost gospodarczy, choć ekonomiści spodziewali się pierwszych oznak chłodzenia koniunktury. Nie widać ich jednak. Według opublikowanego wczoraj przez GUS wstępnego odczytu za I kw. PKB wzrósł o 5,1 proc. Czyli mocniej, niż szacowali eksperci – konsensus rynkowy wskazywał na 4,8-proc. wzrost, czyli lekkie wyhamowanie względem końcówki ubiegłego roku.

Hamowania nie było za sprawą nadal silnego popytu krajowego. Ekonomiści Banku Millennium uważają, że na podstawie opublikowanych do tej pory danych miesięcznych z gospodarki można zaryzykować tezę, że głównym motorem nadal jest konsumpcja prywatna. Jej wzrost mógł nawet przyspieszyć do ponad 5 proc. rok do roku, czyli przeskoczyć wynik za IV kw. 2017 r. Czynniki, które sprawiają, że Polacy chętnie chodzą na zakupy, są od dłuższego już czasu ciągle takie same: bardzo dobra sytuacja na rynku pracy, która powoduje wzrost dochodów gospodarstw domowych i poprawę nastrojów konsumentów. Podobnie uważają ekonomiści PKO BP. Ich zdaniem konsumpcja prywatna mogła wzrosnąć nawet o 5,2 proc.

Reklama
Zagadką jest dynamika inwestycji. Szybki wzrost PKB sugeruje, że i tu na początku roku było dobrze. PKO BP uważa, że mogły one zwiększyć się nawet o 14 proc. w skali roku. Analitycy Banku ING obstawiają, że wzrost mógł być 12-proc. Przed publikacją danych większość ekspertów nie była aż tak optymistycznie nastawiona, licząc na niewiele ponad 9 proc. Ale od wczoraj coraz częściej słychać, że inwestycje rosły w „dwucyfrowym tempie”, czyli co najmniej o 10 proc. rok do roku. To byłby niezły wynik w porównaniu z umiarkowanie dobrym z końca roku (5,4 proc.).
– Na szybki wzrost nakładów na środki trwałe wskazują dane o produkcji budowlano-montażowej, wspieranej przez napływ pieniędzy z budżetu Unii Europejskiej – uważają ekonomiści Banku Millennium. Ale zastrzegają: lepiej nie przesadzać z optymizmem w prognozowaniu inwestycji. Trudno będzie, według nich, utrzymać ożywienie inwestycji publicznych, natomiast perspektywy dla inwestycji prywatnych nadal są niepewne. „Wskazuje na to badanie ankietowe przedsiębiorstw prowadzone przez NBP, według którego firmy o relatywnie mniejszym wykorzystaniu funduszy europejskich obniżyły w stosunku do poprzedniej ankiety planowane na 2018 r. oczekiwania dotyczące nakładów na środki trwałe” – zwracają uwagę w swoim komentarzu do wczorajszych danych GUS.
W utrzymanie wysokiego tempa inwestycji nie wierzy też Bank ING. Według jego ekonomistów nadal będą one rosły, ale w tempie poniżej 10 proc. rocznie. Ich zdaniem w ogóle powinniśmy się raczej oswajać z myślą, że gospodarczy wzrost nie będzie już tak szybki w kolejnych kwartałach jak obecnie. W drugiej połowie roku może on wynosić ok. 4 proc. Powody? Konsumpcja prywatna też prędzej czy później złapie zadyszkę, choćby ze względu na efekty wysokiej bazy z poprzedniego roku i początku obecnego. Ale głównym zagrożeniem może być wyhamowanie popytu z zagranicy. Zwłaszcza w sytuacji, gdy koniunktura w niemieckiej gospodarce miałaby się trwale pogorszyć. Wskazują na to ekonomiści Banku ING, ale też PKO BP. Ich zdaniem już w I kw. słabnący eksport mógł ciągnąć w dół dynamikę PKB. W marcu deficyt obrotów bieżących powiększył się do 982 mln euro z 972 mln euro w lutym. Główny powód to hamowanie dynamiki eksportu w odpowiedzi na coraz niższy popyt. W ocenie PKO BP popyt zagraniczny może nadal słabnąć, bo szczyt dobrej koniunktury globalna gospodarka ma już za sobą. To oznacza, że polskim firmom coraz trudniej będzie znajdować nabywców swoich towarów. Co przełoży się na wyniki w eksporcie i może hamować tempo wzrostu polskiej gospodarki.