Obietnice otwarcia rynku ogłoszone we wtorek przez prezydenta Chin Xi Jinpinga nie są doraźną reakcją na rosnący konflikt handlowy z USA, lecz częścią długofalowej chińskiej strategii – ocenił redaktor naczelny państwowej chińskiej gazety "Global Times".
Reklama

W przemówieniu na gospodarczym Forum Boao dla Azji Xi zapowiedział "nowy etap" otwierania się Chin, w tym obniżenie ceł na samochody i inne towary, wzmocnienie ochrony własności intelektualnej, zwiększenie importu oraz rozluźnienie dotyczących restrykcji udziałów zagranicznych firm w spółkach działających na chińskim rynku.

Choć większość z tych obietnic już wcześniej padała, a Xi nie odniósł się bezpośrednio do relacji z USA, część komentatorów uznała wystąpienie prezydenta za zapowiedź ustępstw, mogących załagodzić narastający spór handlowy.

Zapowiedziane przez Xi działania są "zgodne z wielką, istniejącą od dawna strategią Chin, i nie są reakcją ad hoc na chińsko-amerykańską wojnę handlową" - ocenił redaktor naczelny "Global Timesa" Hu Xijin w nagraniu opublikowanym we wtorek wieczorem na stronie tej gazety. "Najważniejszym przesłaniem mowy Xi w Boao jest, że Chiny w przyszłości będą naprawdę otwarte i zreformowane. Nie ma innej drogi" - ocenił Hu.

Międzynarodowe rynki pozytywnie zareagowały na przemówienie Xi, a komentatorzy zwracali uwagę na jego pojednawczy ton. Z zadowoleniem przyjął je prezydent USA Donald Trump, który podziękował na Twitterze za zapowiedzi obniżenia barier i wzmianki o ochronie własności intelektualnej. "Osiągniemy razem wielki postęp!" - napisał amerykański przywódca.

Według eksperta w sprawach Chin z Uniwersytetu Cornella w amerykańskim stanie Nowy Jork Eswara Prasada wystąpienie Xi pozostawiło wiele niewiadomych dotyczących zaangażowania Pekinu w reformy, ale najwyraźniej wystarczyło, by zyskać aprobatę prezydenta USA.

"Wydaje się, że Trump przyjmuje gałązkę oliwną oferowaną przez Xi (...). Xi Jinping gra sprytnie na ego Trumpa, dając mu okazję do obwieszczenia "zwycięstwa", ale robiąc to w sposób, który nie ma wielkiego znaczenia dla chińskiej gospodarki i nie obejmuje zbyt wielu zobowiązań" - ocenił Prasad, cytowany przez brytyjski dziennik "Financial Times".

Trump wielokrotnie zarzucał Chinom nieuczciwe praktyki handlowe, np. stosowanie 25-procentowych ceł na importowane samochody i ograniczanie dostępu do swojego rynku w wielu branżach. Amerykański prezydent obwinia takie praktyki o olbrzymi deficyt USA w dwustronnej wymianie handlowej, który wyniósł w ubiegłym roku ponad 350 mld USD. Oskarżał też Pekin o wymuszanie transferu technologii od działających w ChRL amerykańskich firm.

Aby ukarać Chiny, Trump zagroził wprowadzeniem ceł na produkowane przez ten kraj towary, których import do USA szacowany jest łącznie na 150 mld USD. Chiny zaprzeczają oskarżeniom i odpowiadają na każde posunięcie Białego Domu, obiecując stanowczy odwet. Eksperci ostrzegają, że ewentualna wojna celna mogłaby mieć katastrofalne skutki dla światowej gospodarki, ale przypominają, że większość planowanych taryf jeszcze nie obowiązuje.

Do niedawna obie strony wspominały o możliwości zawarcia ugody, ale w ubiegłym tygodniu chińskie ministerstwo handlu oświadczyło, że negocjacje nie są - jak to ujęto - "w tych warunkach" możliwe. Według źródeł agencji Bloomberga rokowania załamały się, gdy Waszyngton zażądał od Pekinu, aby przestał dotować rozwój wysokich technologii w ramach strategii "Made in China 2025".