Nowy przewodniczący eurogrupy nie będzie podejmował decyzji jednoosobowo. Ale nakreśli jej politykę. To będzie coś więcej niż zwykła zmiana personalna. Fakt, że na czele eurogrupy (w jej skład wchodzą ministrowie finansów państw należących do strefy euro) stanie polityk spoza stabilnej finansowo północnej części kontynentu oznacza przesunięcie akcentów z polityki oszczędnościowej na stymulowanie wzrostu gospodarczego.
Reklama
Wczoraj nowym przewodniczącym eurogrupy został minister finansów Portugalii Mario Centeno.
Zmiana przewodniczącego była konieczna, bo Holender Jeroen Dijsselbloem, który od prawie pięciu lat pełnił to stanowisko, przestał być ministrem finansów po utworzeniu nowego rządu w swoim kraju. Automatycznie stracił więc także miejsce w składzie eurogrupy. Ostatecznie o funkcję jej szefa ubiegało się czterech kandydatów – oprócz Centeny także ministrowie finansów Słowacji – Peter Kažimír, Łotwy – Dana Reizniece-Ozola i Luksemburga – Pierre Gramegna.
Już sam ten zestaw zapowiadał zmianę, bo do tej pory pracami instytucji kierowały państwa z tzw. rdzenia Unii (poprzednikiem Dijsselbloema był Luksemburczyk Jean-Claude Juncker, czyli obecny szef Komisji Europejskiej). Portugalia natomiast była jednym z czterech państw, które w czasie kryzysu zadłużeniowego musiały się ratować przed bankructwem, korzystając z bailoutu. Zaś Słowacja i Łotwa do strefy euro dołączyły dopiero kilka lat temu.
Reprezentantem starego porządku był tylko Gramegna, ale z racji obecnej pozycji Junckera nie dawano mu wielkich szans. Szczególnie że Centeno miał poparcie czterech największych państw unii walutowej – Niemiec, Francji, Włoch i Hiszpanii, a także tego, z którym są najpoważniejsze problemy, czyli Grecji.
Centeno zapowiadał, że chce szukać konsensusu pomiędzy 19 członkami strefy euro, a nie narzucać swój punkt widzenia. – Portugalia jest tego przykładem. Pokazaliśmy, że potrafimy osiągnąć porozumienie, że potrafimy współpracować z innymi stronami, z instytucjami – mówił.
Lizbona faktycznie jest przykładem udanego wyjścia z kryzysu – od czterech kwartałów wzrost PKB liczony rok do roku przekracza 2 proc., bezrobocie, które w szczytowym momencie wynosiło 16,2 proc., spadło do 8,5 proc., a deficyt budżetowy zszedł poniżej 2 proc. PKB, (najlepszy wynik od 40 lat).
Sęk w tym, że fundamenty pod uzdrowienie gospodarki położył poprzedni, centroprawicowy rząd. Centeno jest ministrem finansów dopiero od dwóch lat i już zaczął luzować politykę oszczędnościową. – Kładzie mniejszy nacisk na zaciskanie pasa, a większy na inne obszary, np. inwestycje. Bardzo ciekawe, jak to się przełoży na politykę całej eurogrupy – komentuje Philip Shaw, ekonomista z banku Investec.
Oczywiście przewodniczący nie decyduje jednoosobowo o działaniach całej unii walutowej, ale pewien wpływ na nią niewątpliwie ma. Poza tym wybór takiej, a nie innej osoby na to stanowisko jest czytelnym sygnałem, w którą stronę będzie ona zmierzać.
Przewodniczący z Południa, które od dawna wzywało do zerwania ze sztywną polityką zaciskania pasa i położenia większego nacisku na stymulowanie wzrostu, to zapowiedź, że czasy, gdy redukowanie deficytów budżetowych było absolutnym priorytetem, się kończą. Zwłaszcza że w składzie eurogrupy nastąpiła niedawno jeszcze jedna niezwykle ważna zmiana – nie ma już w niej Wolfganga Schaeuble, który był symbolem rygorystycznej polityki i jej narzucania zadłużonym krajom południowej Europy.
Wybór Centeny to także uhonorowanie wysiłków Portugalii, która obrała mniej konfrontacyjny kurs w kwestii współpracy z instytucjami unijnymi niż Grecja, a przy tym odniosła lepsze efekty.
Nowy przewodniczący formalnie obejmie stanowisko w połowie stycznia. ⒸⓅ