Duże i średnie firmy, które powinny być lokomotywą całej gospodarki, nie dają dobrego przykładu – po trzech kwartałach wydały na inwestycje jeszcze mniej niż w słabym 2016 r.
Reklama
Według opublikowanych wczoraj danych GUS nakłady na inwestycje w przedsiębiorstwach, które zatrudniają 50 i więcej osób, spadły – realnie – o 1 proc. w porównaniu do trzech kwartałów 2016 r. Na nowe projekty przedsiębiorcy wydali zaledwie 80,2 mld zł. Mogliby znacznie więcej, bo sam ich skumulowany zysk netto jest najwyższy od lat – sięga 111,5 mld zł.
Od PGE po KGHM jest źle, ale...
Inwestycje dołują przede wszystkim w górnictwie i przemyśle wydobywczym – zmalały o 19,6 proc. rok do roku. W dostawach energii spadły o 18,1 proc. Można się było tego spodziewać po danych z niektórych spółek Skarbu Państwa. Na przykład w PGE nakłady inwestycyjne po trzech kwartałach były o jedną czwartą niższe – wyniosły niecałe 4,2 mld zł. Jeszcze wiosną przedstawiciele spółki zapewniali, że będą zbliżone do tych z 2016 r. (wtedy w całym roku wyniosły 8,2 mld zł). Mniej na inwestycje przeznaczyła też Grupa Tauron: przez trzy kwartały 2,2 mld zł – rok wcześniej 2,4 mld zł. W KGHM Polska Miedź też spadek, w ciągu trzech kwartałów na inwestycje przeznaczono 1,3 mld zł, o prawie jedną trzecią mniej niż przed rokiem.

Reklama
Również w innych flagowych spółkach kontrolowanych przez rząd inwestycje idą jak po grudzie. Statystyki może zaniżać PKN Orlen z ok. 19-proc. spadkiem wydatków w III kw. (wyniosły one niespełna 980 mln zł). Spółce raczej nie uda się zrealizować planów inwestycyjnych w 2017 r., które zakładały wydanie 5,5 mld zł (po trzech kwartałach jest 2,9 mld zł). Problemy z realizacją planu to efekt przesunięć w realizacji niektórych projektów.
...może gorzej już nie będzie
Ale informacje z GUS mają też pozytywną stronę. Na ich podstawie ekonomiści policzyli wydatki inwestycyjne w samym trzecim kwartale. Wygląda na to, że nawet w dużych firmach były one na lekkim plusie – nominalnie wzrosły o 1,5-1,7 proc. rok do roku, realnie były zbliżone do ubiegłorocznych. A to może oznaczać, że wreszcie udało się zatrzymać trend spadkowy w inwestycjach.
Wyniki średnich i dużych firm po trzech kwartałach / Dziennik Gazeta Prawna
– Te dane potwierdzają, że inwestycje w całej gospodarce stopniowo odbijają. Nasza prognoza wzrostu o 5 proc. w III kwartale może się sprawdzić, choć jest ryzyko, że wzrost będzie niższy. W każdym razie wychodzimy z dołka poprzedniego roku – podkreśla Michał Rot, ekonomista banku PKO BP.
Grzegorz Maliszewski z Banku Millennium też zakłada odbicie inwestycji, o 4–4,5 proc. Dodaje jednak, że trudno to nazwać mocnym przyspieszeniem, bo stopa inwestycji nawet po tym wzroście nadal będzie się utrzymywać poniżej 18 proc. Po II kwartale wynosiła 17,7 proc., najniżej od połowy lat 90. To bardzo daleko od celu nakreślonego w rządowej Strategii na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju (25 proc.).
Pieniądze są, brak odwagi i rąk do pracy
– Patrząc na dane o produkcji budowlano-montażowej i dużym, ponad 40-proc. wzroście wydatków inwestycyjnych w samorządach, można zakładać, że to publiczne inwestycje w infrastrukturę zrobią wynik III kwartału przy słabym udziale firm prywatnych – ocenia Grzegorz Maliszewski.
Jego zdaniem firmy niechętnie inwestują ze względu na niepewność prawno-instytucjonalną, w tym również podatkową, oraz sytuację na rynku pracy. To paradoks, ponieważ brak rąk do pracy powinien skłaniać właśnie do inwestowania. Przedsiębiorcy powinni kupować maszyny, które przy zaangażowaniu takiej samej liczby pracowników pozwolą na zwiększenie wydajności.
– Tymczasem w badaniach koniunktury dla przedsiębiorców to, co się dzieje na rynku pracy, jest barierą w rozwoju działalności, w tym inwestycji. Jest więc ryzyko, że firmy zatrzymają się na tym etapie rozwoju. Byłoby to bardzo negatywnym zjawiskiem, powstałaby bowiem bariera podażowa, która miałaby negatywny wpływ na tempo wzrostu gospodarczego – mówi Grzegorz Maliszewski.
Michał Rot dodaje, że bywa też tak, że firmy chciałyby inwestować, ale ze względu na brak rąk do pracy nie mogą. Bo np. firmy budowlane nie startują w przetargach, zakładając, że nie będą w stanie zrealizować kontraktu. To działa też jak sprzężenie zwrotne: inwestycje mogą drożeć, skoro ich wykonawcy muszą więcej płacić pracownikom i przestają mieścić się w firmowych budżetach.
– Przedsiębiorcy z niektórych branż dobrze pamiętają, jak się kończyły niektóre projekty w infrastrukturze przed kilkoma laty. Nauczeni tamtym doświadczeniem wiedzą, że nie sztuką jest nabranie zamówień, których potem nie da się zrealizować ze względu na wzrost kosztów materiałów i robocizny – podkreśla Michał Rot.