Kopalnie nie nadążają z wydobywaniem surowca, natomiast zapotrzebowanie na niego tak rośnie, że kolej wciąż ma problem z transportem. Do tego związki górnicze zgłaszają finansowe żądania.
Na tegoroczny problem z dostawami węgla do elektrowni, koksowni oraz składów opałowych złożyło się kilka czynników.
Reklama
Jak nie brak inwestycji, to pożar

Reklama
Nie jest to tylko sprawa kopalń, których znaczna część nie realizuje zaplanowanego poziomu wydobycia. Przyczyną tego są zarówno obcięte środki na inwestycje, jak i problemy, których nie da się z góry przewidzieć. Na przykład Polska Grupa Górnicza od weekendu ma ogromne problemy w kopalni Murcki-Staszic, gdzie w sobotę doszło do dwóch podziemnych pożarów. Nikomu nic się nie stało, ale z pracy zostały wyłączone aż trzy ściany wydobywcze z nieco ponad 30, którymi spółka dysponuje we wszystkich swoich kopalniach. Informację potwierdziły nam PGG oraz Wyższy Urząd Górniczy.
Poza tym wydobywanego węgla nie ma czym wozić, bo brakuje wagonów. Dlatego braków krajowego węgla nie można łatwo zaspokoić węglem z importu, bo jego także nie byłoby czym przewieźć. Z tego powodu niektóre kopalnie, nie mając gdzie sypać węgla, zatrzymują pracę. W sobotę stała Zofiówka, w październiku takie zagrożenie było w kopalni Rydułtowy.
Problem zbyt małej liczby wagonów potęgują jeszcze remonty torów. Trasa przewozu paliwa się wydłuża, wagony potrzebują więcej czasu, by dostarczyć węgiel do elektrowni. A te nie mogą czekać.
Elektrownie mają kłopot, choć się nie przyznają
W składach węgla słyszymy, że listy kolejkowe nie są rzadkością i że nie są pewni, że przed końcem miesiąca dostaną zamówiony dziś surowiec. O problemie otwarcie mówią już niektóre elektrownie. W DGP miesiąc temu jako pierwsi napisaliśmy, że dwie z nich zgłosiły już w Urzędzie Regulacji Energetyki, że ich zapasy węgla spadły poniżej wymaganych ustawą 30 dni. Jedną z nich jest należąca do Energi Ostrołęka.
Wiceprezes Energi Jacek Kościelniak potwierdził wczoraj: – Zapasy węgla mamy poniżej wymaganego poziomu. To luka na poziomie 15–20 proc., ale do końca miesiąca ją odbudujemy. To efekt problemów PKP Cargo, czyli przewoźnika.
Do tego samego przewoźnika odesłał nas prezes PGE Henryk Baranowski. Jednocześnie spółka przyznała, że ma wyższe zapotrzebowanie na węgiel, bo np. jej elektrownia Dolna Odra zwiększyła produkcję prądu z tego surowca o 40 proc. ponad plan. Wiceprezes PGE Emil Wojtowicz przekonywał z kolei, że harmonogram i wielkość dostaw mogą ulegać zmianie, gdy zapotrzebowanie rośnie lub spada.
– Sytuacja w przewozach została organizacyjnie opanowana. Nie ma problemów z realizacją ustalonych przez nadawców, odbiorców i przewoźnika harmonogramów. PKP Cargo realizuje w listopadzie ustalone wielkości dostaw – zapewnił nas w środę Ryszard Jacek Wnukowski, rzecznik PKP Cargo.
Z naszych informacji z dwóch niezależnych źródeł wynika, że problemy z zapasami paliwa ma w elektrowni w Połańcu poznańska Enea. Spółka zapewniła nas jednak wczoraj, że jej zapasy węgla spełniają ustawowe wymogi. Usłyszeliśmy też, że harmonogram remontu linii kolejowych był wcześniej znany, więc zapasy węgla poczyniono w pierwszych miesiącach tego roku. Głównym dostawcą paliwa dla elektrowni Enei jest Lubelski Węgiel Bogdanka.
Problemów z zapasami paliwa według zapewnień nie ma Tauron.
„Grupa działa w kierunku zabezpieczenia najbardziej optymalnych warunków dostaw węgla dla segmentu wytwarzania w początku sezonu grzewczego. Obecnie prowadzona korespondencja ze spółkami węglowymi dotyczy jedynie zmiany harmonogramu dostaw węgla, czyli dodatkowych wolumenów w tym roku zamiast w 2018 r.” – odpowiada Daniel Iwan z biura prasowego katowickiej spółki. 60 proc. dostaw Tauronowi zapewniają jego kopalnie (Janina, Sobieski, Brzeszcze). Z naszych informacji wynika, że Tauron nie ma też większych problemów z przewoźnikiem surowca. W tym wypadku chodzi jednak nie o PKP Cargo, a o CTL Logistic.
Związki JSW chcą podzielić rezerwę
Do tych problemów szeroko rozumianego sektora węgla kamiennego dochodzą jeszcze spory górniczych związków zawodowych z władzami spółek. Sierpniowi ’80 nie udało się referendum strajkowe w kopalni Ruda (domagali się wyrównania świadczeń po połączeniu kopalń Pokój, Halemba i Bielszowice w jedną). Natomiast związkowcy z Jastrzębskiej Spółki Węglowej domagają się wypłaty 25 tys. zł na pracownika i 10 tys. zł na byłego pracownika firmy. Argumentują, że po tym, jak państwo przejęło wykup emeryckiego deputatu węglowego od spółek węglowych, JSW może rozwiązać stosowne rezerwy finansowe i podzielić się nimi z załogą, która od 2015 r. ma wstrzymane wypłaty m.in. czternastki oraz deputatu węglowego. „Ewentualne rozwiązanie rezerwy z tytułu deputatu węglowego dla emerytów i rencistów nie spowoduje wpływu środków pieniężnych na rachunek JSW. Wobec powyższego absurdalne żądanie wypłat, o których mowa w piśmie związkowców, nie ma uzasadnienia” – odpowiada spółka.