PKO BP, Pekao i BPH miały w niejasny sposób ustalać kursy walut. W latach 2000–2015 banki zarobiły na różnicach kursowych w związku z hipotecznymi kredytami walutowymi niemal 5,5 mld zł.
Taką informację podawała w minionym roku Komisja Nadzoru Finansowego w związku z pracami Kancelarii Prezydenta nad projektem ustawy, który miał doprowadzić do rozwiązania problemów kredytobiorców walutowych. Przepisy pozwalają UOKiK na nałożenie kar wynoszących maksymalnie 10 proc. przychodów danego podmiotu. Urząd sprawdza zasady ustalania spreadów już w 10 bankach.
Reklama
Marża na wymianie walut od osób zaciągających i spłacających kredyty hipoteczne od lat budziła kontrowersje. Chodziło zarówno o jej wysokość, jak i o praktyki polegające na „przesuwaniu” spreadu w taki sposób, by klienci płacili więcej w zależności od tego, czy więcej było biorących kredyty, czy spłacających. Latem 2011 r. zaczęła obowiązywać ustawa antyspreadowa, która nakazała bankom przyjmowanie spłat kredytów bezpośrednio w walucie bez dodatkowych opłat (niektóre zgadzały się na to już wcześniej). W ubiegłym roku prezydent Andrzej Duda zgłosił projekt, który miał doprowadzić do zwrotu nadmiernych dochodów banków związanych z wymianą walut. Zakładano, że „nadmiarowe” były odchylenia od kursu Narodowego Banku Polskiego przekraczające 0,5 proc.
Po tym jak w styczniu 2015 r. doszło do znaczącego umocnienia franka szwajcarskiego, UOKiK zaczął dokonywać na bieżąco przeglądu wysokości spreadów walutowych w poszczególnych bankach. Doprowadziło to do ich zmniejszenia, a więc i do ograniczenia wysokości raty z punktu widzenia klientów. Postępowania wobec banków dotyczą jednak nie tyle wielkości spreadów, ile sposobów ustalania kursów, po jakich były spłacane kredyty.
„Są one nieprecyzyjne, ustalane dowolnie – np. przez „dodanie/odjęcie marży o nie więcej niż 5 proc.”. Jednocześnie marża banków jest wyznaczana dowolnie i arbitralnie oraz w oparciu o niemożliwe do weryfikacji kryteria. W rezultacie kredytobiorca nie może zweryfikować, czy została wyliczona prawidłowo. Ponadto przedsiębiorcy odsyłają konsumentów do płatnego serwisu Reuters oraz do tabel, które sami sporządzają. Jednak nie wskazują, kiedy i ile razy dziennie będą opracowywane i publikowane. W rezultacie kredytobiorca nie może sam oszacować kursu, po którym bank przeliczy ratę” – tłumaczy UOKiK.