Parlament Europejski przyjął 17 grudnia 2008 r. projekt dyrektywy w sprawie geologicznego składowania dwutlenku węgla, zwanej Dyrektywą CCS. Dyrektywa, o ile w obecnym kształcie zostanie zaakceptowana przez Radę, ma szansę niebawem wejść w życie i zostać transponowana do porządków prawnych państw członkowskich w ciągu najbliższych dwóch lat. Dla Polski, gdzie węgiel stanowi strategiczne źródło energii, ostateczny kształt przepisów regulujących sekwestrację dwutlenku węgla ma szczególne znaczenie.

Cykl technologii CCS

Pełen cykl technologii CCS obejmuje zidentyfikowanie potencjalnych składowisk w strukturach geologicznych, zainstalowanie infrastruktury pompującej CO2 w głąb ziemi, wieloletni proces wychwytywania dwutlenku węgla produkowanego przez zakłady przemysłowe, transportowania go i wtłaczania, a następnie zamknięcie składowiska i demontaż instalacji. Nadzór nad stosowaniem CCS będzie sprawowany przez państwa członkowskie, przy udziale Komisji Europejskiej. Na podstawie Dyrektywy CCS wydawane będą dwa rodzaje pozwoleń: pozwolenia na poszukiwanie potencjalnych składowisk CO2 oraz pozwolenia na składowanie dwutlenku węgla w formacjach geologicznych. Dodatkowo regulator krajowy będzie zatwierdzał przedłożony przez operatora plan monitorowania składowiska, a także przeprowadzał jego rutynowe oraz nadzwyczajne kontrole.

Kto odpowie za szkody

Dyrektywa przewiduje, że przez cały czas eksploatacji składowiska (kilkadziesiąt lat) operator pozostaje odpowiedzialny za szkody związane z wyciekiem (włączając w to obowiązek zwrotu pozwoleń na emisję, jeśli CO2 przedostanie się do atmosfery).

Podstawowym założeniem CCS jest to, że dwutlenek węgla będzie uwięziony w strukturach geologicznych setki, jeśli nie tysiące lat, czyli przez czas niepomiernie dłuższy niż istnienie podmiotu gospodarczego. W związku z tym Dyrektywa zakłada, że po zamknięciu składowiska i odpowiednim udokumentowaniu, że dwutlenek węgla jest w nim uwięziony na stałe i bez ryzyka wycieku, odpowiedzialność za ewentualne szkody przechodzi na władze krajowe - ale dopiero po upływie okresu przejściowego (co do zasady minimum 20 lat).

Czy to się opłaca

Jedną z najsłabszych stron technologii CCS jest jej kosztowność. Dyrektywa CCS przewiduje, że CO2 przechwycone i zmagazynowane pod ziemią będzie uważane za niewyemitowane na potrzeby europejskiego systemu handlu emisjami, a więc przedsiębiorstwo nie będzie musiało w tym zakresie kupować pozwoleń na emisję CO2. Prognozuje się jednak, że najwcześniej po roku 2020 składowanie CO2 będzie tańsze niż zakup pozwoleń, nawet przy całkowitym objęciu ich systemem aukcji. Poza poniesieniem kosztów samej technologii (póki co niezbyt zaawansowanej i w związku z tym bardzo drogiej) emitenci będą musieli wykupić ubezpieczenia od szkód wywołanych wyciekiem CO2, wpłacić kaucję, która będzie podlegała zwrotowi dopiero wiele lat później, po zamknięciu składowiska, a także pokryć z góry przewidywalne koszty monitorowania składowiska przez 30 lat po tym, jak odpowiedzialność za nie przejdzie na państwo członkowskie.

Niewątpliwie najdroższe w eksploatacji i biznesowo najmniej opłacalne będą pierwsze, pilotażowe instalacje CCS. Unia Europejska planuje umożliwić współfinansowanie projektów CCS ze środków publicznych, jako wyjątek od zakazu pomocy państwa dla przedsiębiorstw. Wstępnie przewiduje się też przeznaczenie znacznych dotacji z funduszy europejskich na wsparcie budowy kilkunastu demonstracyjnych zakładów CCS (w tym prawdopodobnie dwóch w Polsce). Uruchomienie tych zakładów ma według planów nastąpić najpóźniej do roku 2015.

Szeroko krytykowana była zaproponowana w toku legislacyjnym poprawka, konsekwencją której byłaby konieczność wyposażenia wszystkich większych elektrowni rozpoczynających działalność po 1 stycznia 2015 r. w instalacje CCS. Ostatecznie przyjęto kompromisowe rozwiązanie, w myśl którego operatorzy kwalifikujących się, nowo budowanych elektrowni będą musieli dokonać oceny, czy dla planowanej inwestycji dostępne są odpowiednie składowiska i instalacje transportowe, oraz czy możliwa jest ich modernizacja pod kątem wychwytywania CO2. Jeśli warunki te są spełnione, wówczas państwo członkowskie musi zapewnić, aby na terenie obiektu zarezerwowano odpowiednią przestrzeń na instalację urządzeń do technologii CCS.

Mniejsze zło

Technologia CCS ma grono przeciwników (m.in. organizację Greenpeace), którzy wskazują na nieobliczalne w skutkach, potencjalnie katastroficzne konsekwencje pompowania w głąb ziemi milionów ton CO2. Krytykowane jest również zrównanie w ramach europejskiego systemu handlu emisjami CO2 niewytworzonego (np. dzięki wykorzystaniu odnawialnych źródeł energii) z CO2 zakopanym w ziemi. W odpowiedzi na te zarzuty zwolennicy CCS powołują się na raporty ekspertów, wśród których przeważa opinia o niskim prawdopodobieństwie zagrożeń ze strony CCS, a za to realnym wpływie na ochronę klimatu. Podkreśla się, że paliwa kopalne nieuchronnie będą odgrywały dominująca rolę w koszyku energetycznym, zwłaszcza takich krajów jak Polska, nawet przy równoczesnym rozwijaniu energetyki jądrowej oraz odnawialnej, i że nie można wyobrazić sobie istotnej redukcji emisji gazów cieplarnianych do atmosfery bez wdrożenia CCS na masową skalę.

CO TO JEST SEKWESTRACJA CO2

Sekwestracja CO2, popularnie zwana CCS (Carbon Capture and Storage), polega na wyłapywaniu dwutlenku węgla ze spalanych paliw kopalnych i składowaniu go w ziemi, w głębokich strukturach geologicznych. CCS wydaje się być złotym środkiem, który pozwoli na korzystanie z bogatych i stosunkowo niedrogich w eksploatacji złoży węgla przy jednoczesnej eliminacji niepożądanej emisji CO2 do atmosfery.