Relatywnie wysoki wzrost, rekordowo niskie bezrobocie, rosnące w tempie 6 proc. na rok płace, wciąż bardzo tanie kredyty. Prognozy na przyszłość są więcej niż optymistyczne.
ikona lupy />
NBP prognozuje wyższy wzrost gospodarczy i niższą inflację / Dziennik Gazeta Prawna
Prognozę tempa wzrostu gospodarczego na ten rok bank podniósł drugi raz z rzędu. W opublikowanej wczoraj projekcji inflacji departament analiz ekonomicznych (DAE) NBP oszacował, że w tym roku wzrost wyniesie 4 proc. Przed czterema miesiącami, w poprzedniej wersji publikowanej trzy razy do roku analizy, która jest kluczowym dokumentem dla decydującej o wysokości stóp procentowych Rady Polityki Pieniężnej, tegoroczne tempo wzrostu oszacowano na 3,6 proc. W listopadzie zeszłego roku szacunek wynosił 3,5 proc.
Lepiej na zewnątrz, lepiej wewnątrz
Bank zdecydował się na podniesienie prognoz, bo coraz lepiej radzi sobie wychodząca z kryzysu gospodarka strefy euro. W szczególności coraz szybciej rozwijają się Niemcy, główny odbiorca naszego eksportu. Ale przede wszystkim to popyt wewnętrzny NBP ocenia lepiej niż w poprzedniej projekcji. Tempo jego wzrostu w tym roku zostało oszacowane na 4,7 proc. wobec 4,3 proc. poprzednio. Rośnie przede wszystkim konsumpcja (bank zwraca uwagę, że w I kwartale rosła najszybciej od dziewięciu lat), bo zwiększają się płace, spada bezrobocie, a budżety gospodarstw domowych zasilają pieniądze z programu „Rodzina 500 plus”. Stopniowo poprawiają się także inwestycje, co związane jest przede wszystkim z odblokowaniem napływu środków unijnych z unijnej perspektywy budżetowej na lata 2014–2020. Choć akurat w tej kategorii NBP zrewidował swoje oczekiwania na ten rok w dół – w marcu szacował, że inwestycje zwiększą się o 6 proc., obecnie prognoza spadła do 5,7 proc. Dopiero w przyszłym roku ten silnik wzrostu gospodarczego zadziała z większą mocą.
– Podpisaliśmy już kontrakty na 160 mld zł, to jest ponad połowę pieniędzy na inwestycje przewidzianych w tej unijnej perspektywie budżetowej. Na razie w dalszym ciągu znajdujemy się raczej w fazie projektowej niż realizacyjnej, dlatego unijny kapitał płynie dość wąskim strumieniem. Ale już pod koniec roku i przede wszystkim w przyszłym to się zmieni – mówi Rafał Benecki, główny ekonomista banku ING.
Dlatego NBP prognozuje, że w przyszłym roku inwestycje wzrosną już o 6,6 proc. Pomimo tego dynamika PKB obniży się do 3,5 proc. „W kolejnych latach perspektywy dla wzrostu inwestycji oraz konsumpcji pozostaną korzystne, ale transfery kapitałowe z Unii Europejskiej będą przyrastać coraz wolniej, a środki z programu „Rodzina 500 plus” przestaną podwyższać dynamikę popytu konsumpcyjnego” – możemy przeczytać w komentarzu do projekcji. W 2019 r. tempo wzrostu gospodarczego obniży się do 3,3 proc. Zarówno jednak prognoza dla 2018, jak i 2019 r. jest w lipcowej projekcji wyższa niż w analizie sporządzonej przed czterema miesiącami.
NBP idzie zgodnie z trendem
Kierunek prognoz NBP jest taki sam, jak innych ośrodków analitycznych. Po zeszłorocznym gospodarczym spowolnieniu, kiedy przede wszystkim ze względu na załamanie w inwestycjach tempo wzrostu spadło do 2,4 proc. w trzecim kwartale, prognozy na ten rok spadły poniżej 3 proc. Teraz trend się odwrócił. W maju oczekiwania wobec polskiej gospodarki podniosła Komisja Europejska. Według KE w tym roku będziemy się rozwijać w tempie 3,5 proc., a nie 3,2 proc., jak Bruksela szacowała jeszcze trzy miesiące wcześniej. Także w maju prognozę do 3,6 proc. z 3,3 proc. w styczniu podniósł Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Powody? Takie same, jak wskazał NBP w projekcji inflacyjnej – silniejszy niż wcześniej szacowano popyt konsumpcyjny, napędzany poprawiającą się sytuacją na rynku pracy i transferami socjalnymi. Komisja Europejska zwróciła uwagę, że bezrobocie liczone według metodologii Eurostatu spadnie w tym roku do zaledwie 5,5 proc. i 4,4 proc. w przyszłym. To rekordowo niskie poziomy. NBP uważa, że w 2019 r. sytuacja poprawi się jeszcze bardziej i bez pracy pozostawać będzie zaledwie 4,1 proc. Polaków w wieku produkcyjnym.
Nie tylko międzynarodowe instytucje, lecz także sektor prywatny zauważył, że dotychczas za nisko oceniał tegoroczne tempo wzrost gospodarczego. Agencja Fitch, która w piątek utrzymała długoterminowy rating Polski na poziomie A- ze stabilną perspektywą, miesiąc wcześniej podniosła prognozę z 2,7 do 3,3 proc. Z kolei PKO BP uważa, że w tym roku krajowy PKB powiększy się o 3,9 proc. Eksperci Credit Agricole oszacowali tegoroczny wzrost PKB na 4 proc. To jedna z nielicznych prognoz, która jest równie optymistyczna jak prognoza NBP. Ale przewidywania narodowego banku w odniesieniu do tempa wzrostu gospodarczego nie budzą kontrowersji. Inaczej jest z inflacją.
– NBP zakłada, że będziemy mieli wyższy wzrost gospodarczy i rosnące napięcie na rynku pracy związane z coraz niższym bezrobociem i wyższymi płacami. Efektem działania m.in. tych czynników będzie wzrost inflacji bazowej. W marcu NBP szacował, że w przyszłym roku wyniesie ona 1,5 proc., teraz podniósł prognozę do 2 proc. A mimo tego bieżąca inflacja w dalszym ciągu ma się utrzymać na poziomie 2 proc. – zwraca uwagę Rafał Benecki.
Inflacja pod kontrolą do 2019 r.
NBP obniżył swoje oczekiwania odnośnie do tegorocznego tempa wzrostu cen z 2,0 do 1,9 proc. Prognozowane na przyszły rok przyspieszenie inflacji jest minimalne. Tym samym NBP zakłada, że inflacja będzie stabilna i w najbliższych dwóch latach nie zbliży się w istotny sposób do znajdującego się na poziomie 2,5 proc. celu inflacyjnego. Na tym założeniu prezes NBP Adam Glapiński opiera powtarzane po kolejnych posiedzeniach RPP zapewnienia, że stopy procentowe pozostaną na rekordowo niskich poziomach przynajmniej do końca przyszłego roku. Tak samo było w ostatnią środę, kiedy zakończyło się kolejne spotkanie rady. Po raz 26. z rzędu podstawowa, referencyjna stopa procentowa pozostała na poziomie 1,5 proc.
Z projekcji wynika, że chociaż gospodarka będzie się rozwijać coraz szybciej, to presję inflacyjną będą ograniczać stabilne ceny surowców. Przede wszystkim ropy naftowej, której cena od roku utrzymuje się w okolicach 50 dol. za baryłkę. A nawet jeśli zdarzy się tak, że surowce podrożeją w ujęciu dolarowym, to efekt dla krajowej gospodarki zostanie wyparty przez umocnienie złotego. „W horyzoncie projekcji oczekuje się, że efektywny kurs złotego będzie się nieznacznie umacniał, zbliżając stopniowo do kursu równowagi. (...) Jednocześnie w ślad za zakładanym w projekcji osłabieniem dolara amerykańskiego względem euro złoty będzie relatywnie silniej umacniał się w stosunku do waluty amerykańskiej niż wspólnej waluty europejskiej” – możemy przeczytać w projekcji. Według NBP dopiero w 2019 r. pojawi się zagrożenie, że inflacja trwale przekroczy poziom 2,5 proc.
– Założenie, że inflację uda się utrzymać pod kontrolą, bo umacniać się będzie złoty, to dla banku narodowego dość ryzykowna strategia. Z kursem walutowym może się zdarzyć wszystko. RPP może też zaskoczyć tempo wzrostu płac, bo one nie rosną liniowo. Historia pokazuje, że nadchodzi taki moment, w którym pracodawcy zaczynają walczyć o pracownika – zauważa Benecki.
Zdaniem Beneckiego końcowy efekt będzie taki, że RPP zostanie zmuszona do podniesienia stóp jeszcze przed końcem 2018 r. To nie jest powszechny wśród ekonomistów pogląd – większość ekspertów uważa, że prezes Glapiński dotrzyma słowa i do końca przyszłego roku stopy się nie zmienią. I tym samym w dalszym ciągu będziemy rekordowo tanio pożyczać pieniądze. Podkreśla to projekcja – utrzymanie niskich kosztów finansowania sprzyjać będzie zarówno zwiększaniu konsumpcji, jak i inwestycji.