Wartą ponad 2 mld zł umowę na dostawę trzech „średnich” samolotów dla najważniejszych osób w państwie Inspektorat Uzbrojenia Ministerstwa Obrony Narodowej zawarł pod koniec marca – w trybie „z wolnej ręki”.
Umowę podpisał z Boeingiem. Jako pierwsi na łamach DGP wyraziliśmy wątpliwości, czy nie zrobiono tego z naruszeniem prawa. Ostatecznie potwierdził to wyrok Krajowej Izby Odwoławczej z początku kwietnia. Jednak wcześniej IU MON wystąpił do KIO o możliwość warunkowego zawarcia umowy, na co otrzymał zgodę. Tak więc obecna umowa jest ważna, mimo że zdaniem KIO zawarto ją z naruszeniem prawa.
Reklama
Na ten wyrok wpłynęły dwa zaskarżenia. Jedno złożył zamawiający, czyli Inspektorat Uzbrojenia, twierdząc, że umowę zawarto bez naruszenia prawa. Drugie złożyła brytyjska firma The Jet Business International, która nie została dopuszczona do udziału w postępowaniu „z wolnej ręki”. W skardze wyjaśnia, że w decyzji KIO zabrakło kropki nad i – nie zdecydowała się na unieważnienie umowy z Boeingiem, mimo że sama uznała naruszenie podstawowych reguł zamówień publicznych. Skarżący pisze też, że nie dość, że zamawiający nie miał podstaw prawnych do wybrania trybu zamówienia „z wolnej ręki”, to jeszcze „nie zadał sobie trudu, żeby spełnienie tych przesłanek zbadać czy wykazać”.

Reklama
– Ten wyrok ma znaczenie systemowe. Jeśli sprawa przejdzie bez echa, to będzie sygnał, że do zamówień publicznych można podchodzić bardzo lekko i elastycznie, a to się może skończyć plagą korupcji – uważa mecenas Przemysław Wierzbicki z kancelarii KKLW, który reprezentuje skarżących. – Jeśli takie rzeczy się dzieją na poziomie ministerstwa i dotyczą miliardowych kwot, to wójtowie czy burmistrzowie nie będą mieli zahamowań, by zamówienia mniejsze np. na kilkaset tysięcy złotych też robić „z wolnej ręki”.
Inaczej widzi to Bartosz Kownacki, wiceminister obrony narodowej, który odpowiada za program pozyskania samolotów dla VIP-ów. – Zanim ogłosiliśmy postępowanie „z wolnej ręki”, było prowadzone postępowanie konkurencyjne. Do finału dotarły dwie firmy: czeski pośrednik Glomex i amerykański producent samolotów Boeing. Jednak obie złożyły oferty nieważne ze względów formalno-prawnych – tłumaczy. – Ale potem, już w postępowaniu „z wolnej ręki”, udało nam się wynegocjować kwotę o 100 mln zł mniejszą niż tańsza oferta w tym poprzednim postępowaniu. Tym ruchem zaoszczędziliśmy pieniądze podatnika. Dla mnie główny wniosek jest taki, że coś jest nie tak z polskim prawem zamówień publicznych – dodaje.
Wyrok w tej sprawie ma wydać Sąd Okręgowy w Warszawie, najpewniej w czerwcu. W przypadku unieważnienia umowy Boeing będzie musiał zwrócić MON zaliczkę i konieczne będzie kolejne postępowanie.