Rząd tworzy fundusz w wysokości 20 mld euro. Eksperci wskazują, że to może nie wystarczyć, a powiększy zadłużenie państwa.
Monte dei Paschi di Siena (MPS) – najstarszy istniejący bank na świecie – jako pierwszy skorzysta z funduszu na ratowanie zagrożonych instytucji finansowych, którego stworzenie zapowiedział rząd w Rzymie. Fundusz ma dysponować kwotą 20 mld euro. Na jego powołanie zgodził się już parlament.
MPS planował samodzielne zdobycie środków, które pozwolą mu kontynuować działanie. Żeby uniknąć bankructwa, do końca roku musi zdobyć 5 mld euro. Obecnie jest w trakcie oferty zamiany obligacji podporządkowanych na akcje. W planach była także emisja akcji. Ta jednak nie doszła do skutku, gdyż nie udało się znaleźć głównego inwestora, którego zaangażowanie skłoniłoby do wejścia w inwestycję innych. Według Reutersa liczono na zaangażowanie funduszu zarządzającego rezerwami Kataru. Ostatecznie jednak do porozumienia nie doszło.
W tej sytuacji, jak informuje „Financial Times”, konieczne jest zaangażowanie państwa. Rząd w Rzymie, który ma już 4 proc. akcji MPS, może zwiększyć swój udział nawet do ponad 50 proc.
Reklama
Monte dei Paschi od czterech lat notuje duże straty (w ub.r. wykazał księgowy zysk dzięki przeszacowaniu efektów jednej dużej transakcji i mniejszym rezerwom na złe kredyty). Problemy banku zaczęły się w momencie wybuchu kryzysu finansowego w 2008 r. Kilka miesięcy wcześniej MPS przejął mniejszego konkurenta – bank Antonveneta. Już żeby to zrobić, musiał przeprowadzić emisję akcji. Później musiał szukać kapitału jeszcze w związku ze stress testami Europejskiego Banku Centralnego, które służyły ocenie siły finansowej poszczególnych instytucji kredytowych, a także w związku ze stratami na rynku transakcji pochodnych (były one ukrywane, wyszły na jaw dzięki śledztwu dziennikarskiemu). W tym roku MPS znów nie przeszedł stress testów EBC. Sposobem na definitywne wyjście z problemów miało być zwiększenie kapitału i sprzedaż złych kredytów o wartości niemal 28 mld euro.

Reklama
Wczoraj akcje MPS znalazły się na najniższym poziomie w historii (wartość całego banku nie przekracza pół miliarda euro). Spadały nie tylko ze względu na problemy z pozyskaniem kapitału. Do obniżki notowań przyczyniły się również informacje, że bank traci płynność.
Zgodnie z przepisami obowiązującymi od niedawna w Unii Europejskiej zaangażowanie państwa w ratowanie banku powinno wiązać się z poniesieniem strat nie tylko przez dotychczasowych akcjonariuszy, ale także przez posiadaczy obligacji instytucji finansowej (niezagrożeni są posiadacze depozytów gwarantowanych – do wysokości 100 tys. euro).
Pier Paolo Padoan, włoski minister finansów, zapowiadał, że użycie „funduszu rekapitalizacyjnego” będzie uwarunkowane stworzeniem przez banki planów restrukturyzacyjnych, które pozwolą im „chodzić na własnych nogach, osiągnąć zyskowność i finansować gospodarkę”. Argumentował też, że poza kilkoma „krytycznymi” przypadkami włoski system bankowy jest zdrowy.
Mimo to już pojawiają się analizy wskazujące, że zarezerwowane 20 mld euro może okazać się zbyt małą kwotą. Według agencji Bloomberga potrzeby kapitałowe włoskich banków wynoszą 54 mld euro. Nawet jeśli część wymaganej kwoty uda im się pozyskać samodzielnie, to może się okazać, że już po wykorzystaniu rządowych pieniędzy nadal będzie brakować ok. 10 mld euro.
Stworzenie funduszu powiększy zadłużenie państwa. Tymczasem Włochy należą do najbardziej zadłużonych krajów strefy euro. Według Eurostatu zadłużenie wynosiło w końcu czerwca ponad 1,9 biliona euro, co odpowiadało 114,9 proc. PKB. W pierwszej połowie 2016 r. zwiększyło się o 27,4 mld euro.
Najbardziej zaawansowany w samodzielnym szukaniu kapitału – co pozwoliłoby uniknąć nacjonalizacji – jest największy włoski bank: UniCredit. Niedawno uzgodnił m.in. sprzedaż firmy zarządzającej aktywami Pioneer Investments za 3,5 mld euro i polskiego Banku Pekao za ponad 3 mld euro. Zapowiedział też emisję akcji o wartości 13 mld euro.
Wczoraj akcje MPS znalazły się na najniższym poziomie w historii