Minister skarbu Mikołaj Budzanowski powiedział, że państwo nie będzie wspierać budowy elektrowni jądrowej. Rząd wycofuje się z tego typu planów energetycznych?

Rząd nie porzucił tych planów, jest realizowane studium wykonywalności. Planujemy wybudowanie dwóch bloków energetycznych. W całym obszarze źródeł energetycznych jest duża niepewność co do technologii i rozwoju sytuacji. Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, co się dzieje w naszym otoczeniu. Na przykład Niemcy już nie stawiają na to źródło energii.

Polska produkuje energię przede wszystkim dzięki wykorzystaniu węgla brunatnego i kamiennego. To zapewnia nam bezpieczeństwo energetyczne. Zwiększa się udział pozyskiwania energii z gazu konwencjonalnego, a mamy określone nadzieje dotyczące łupków.

Ósmy miesiąc z rzędu spadają płace realne, maleje tempo wzrostu gospodarczego. Jak można temu zaradzić?

Podstawy naszej gospodarki są zdrowe. Szkodzi nam wpływ kryzysu światowego. Mniej eksportujemy do unijnych krajów. Polscy przedsiębiorcy radzą sobie jednak z tym malejącym popytem i znajdują nowe rynki. Eksport do Kazachstanu wzrósł o 20 proc. Jako minister gospodarki koordynuję działania takie jak promocja polskiej gospodarki. Obecnie pracuję m.in. nad przyciągnięciem kapitału z Emiratów Arabskich, dokąd mamy od niedawna regularne połączenie lotnicze.

Ministerstwo od lat pracuje nad przyjaznością prowadzenia biznesu w Polsce. To zauważono nie tylko w niezależnych rankingach. Bank Światowy uznał, że w ubiegłym roku osiągnęliśmy największy w naszej części świata postęp.

Siłą naszej gospodarki staje się kapitał ludzki, jesteśmy coraz lepiej wykształceni. Słusznie młodzi ludzie mają coraz wyższe oczekiwania płacowe, bo za coraz wyższe kompetencje należy płacić coraz lepiej.

Czy państwo powinno bezpośrednio wspierać przedsiębiorców? Na przykład czy ci znajdujący się w złej sytuacji mają liczyć na dofinansowanie?

Na ten temat trzeba mówić bardzo ostrożnie, każdy przypadek rozpatrywać indywidualnie. Warto wspomagać firmy, które mają szanse utrzymania się na globalnym, europejskim czy naszym rynku. Mogą odbudować swój potencjał, restrukturyzować się, aby zwiększyć produktywność.

Co stanie się z tyskim Fiatem?

Ten koncern jako całość ma złożone problemy. Ma silną konkurencję z Azji, na europejskim rynku bardzo zdołował. Fiat przespał zmiany technologiczne. Obecnie przestawia się na pozycję gracza globalnego. Zabiegam, aby nowy model tego koncernu był produkowany w Tychach.

Swoją ofertę kierujemy nie tylko do Fiata, innym koncernom wskazujemy możliwości zakładów Lublin czy FSO. Największą wartością naszego rynku jest doskonałe zaplecze motoryzacyjne, tych kilkaset małych i średnich firm produkujących podzespoły. Drugą rzeczą jest oczywiście kapitał ludzki.

Toczy się dyskusja nad przyjęciem waluty euro przez Polskę. Czy to ma być wymiana argumentów na poziomie eksperckim, czy też ogólnospołecznym?

Po to mamy demokrację, aby decyzje gospodarcze i polityczne były podejmowane w pewnej przestrzeni, przy akceptacji społecznej, a wprowadzenie nowej waluty wymaga także konstytucyjnych zmian. Chciałbym, aby dyskusja na temat przyjęcia euro była na odpowiednim poziomie. Nie powinna to być wzajemna pyskówka, tylko rzetelne przedstawienie argumentów.

Trzeba się zastanowić, czy strefa euro nie wymaga reformy, zanim do niej wejdziemy. Okazuje się bowiem, że to nasz system finansowy jest obecnie bezpieczniejszy.

Musimy też wiedzieć, czy Polska będzie potrafiła utrzymać miejsca pracy i konkurencyjność.

Czy zatem spodziewa się pan, że na przyjęcie euro jeszcze poczekamy kilka lat?

Polska ma mieć zdrową gospodarkę, to jest priorytet, a nie czas przyjęcia wspólnej waluty. Tylko przy odpowiednich fundamentach możemy wejść do tej strefy. Ci, którzy się pospieszyli – mówię nie tylko o Grecji – ponieśli dotkliwe konsekwencje w chwilach kryzysowej próby.

Wywiad jest zapisem rozmowy z cyklu: Salon Ekonomiczny „Trójki” i Dziennika Gazety Prawnej