Z jakimi uczuciami wita pan ten rok?

Z mieszanymi. Na pewno 2012 rok będzie bardzo ciekawy, ale nie wiem, czy można patrzeć na niego z optymizmem. W pierwszej połowie spodziewam się przede wszystkim wielu zmian w strefie euro, a dopiero w drugiej poprawy nastrojów.

Czy źródłem tych wszystkich obaw jest tylko Euroland, czy też widzi pan ryzyko dla naszej gospodarki?

Prawie na pewno czekają nas dwie rzeczy. Po pierwsze zacieśnienie polityki fiskalnej, które odbije się na zmniejszeniu inwestycji i ograniczeniu konsumpcji. Te działania są niezbędne, aby zmniejszyć deficyt i poziom zadłużenia kraju. Po drugie do Polski trafi mniej pieniędzy ze strefy euro. Mam jednak nadzieję, że czekają nas też sygnały pozytywne.

W 2011 roku akcje PZU straciły 6 proc., a 16 proc. – licząc od majowego szczytu.

Akcje PZU są obecnie wyceniane powyżej 310 zł. Jest to poziom niewiele niższy od notowań z maja 2010 roku, kiedy to PZU trafiło na giełdę. Od tego czasu z tytułu dywidendy wypłaciliśmy w sumie 36 zł za akcję, a papiery wielu innych spółek zostały w tym czasie przecenione o 20-40 proc. Na tym tle wypadamy całkiem dobrze.

Wyniki po trzech kwartałach ubiegłego roku nie były tak dobre, jak oczekiwał rynek.

PZU inwestuje 50 mld zł w akcje i obligacje. Nie mamy innych możliwości inwestycji. Postawimy na dywersyfikację, wchodząc w inne aktywa. Jesteśmy zależni od jakości rynku długu publicznego. W ciągu ostatnich siedmiu miesięcy WIG zjechał w dół o ponad 20 proc. To oznacza dla nas o pół miliarda mniejszy zysk, który musimy nadrobić działalnością ubezpieczeniową. Zapewniam, że nasz wynik za ubiegły rok będzie całkiem dobry, taki, z jakiego prezesi zachodnich ubezpieczycieli byliby dumni.

Co oznacza PZU 2.0?

To jest jeden z głównych elementów naszej strategii na lata 2012 - 2014. Wdrażamy nowy system produktowy. Będziemy dużo bliżej klienta. Przechodzimy od firmy z ogromną ilością papieru do takiej, w której niemal w ogóle go nie będzie.

Czy klient za to zapłaci?

Nie. Obecne utrzymanie infrastruktury PZU jest bardzo drogie. Cztery lata temu, gdy przychodziłem do firmy, w PZU pracowało blisko 17 tys. osób. Teraz jest ich o ponad 5 tys. mniej. Te osoby, które odeszły, zajmowały się mieleniem papieru. Wklepywały dane z jednej polisy do drugiej. To nie miało sensu. Nasza firma nie może stać w miejscu. Musimy wprowadzać nowe rozwiązania technologiczne.