Dwa związki zawodowe funkcjonujące w PKN Orlen żądają podwyżek dla pracowników. Czy zarząd podniesie pensje załodze?

Przecież my już podnieśliśmy płace w PKN! Ponad dwa miesiące temu zawarliśmy porozumienie płacowe z dziewięcioma z jedenastu organizacji związkowych działających w naszej spółce, uwzględniające poprawę koniunktury i dobre wyniki osiągnięte w ubiegłym roku. Miesięczne płace wzrosły o 325 zł na osobę; rok wcześniej podwyżka wyniosła średnio 250 zł. Zaproponowaliśmy także inne świadczenia – 2400 zł nagrody dla każdego pracownika. Łączna wartość podwyżek i nagród oznacza zwiększenie rocznych wydatków średnio na zatrudnionego o ponad 5 tys. zł. Tylko dwa związki nie podpisały tego porozumienia i żądają kolejnych podwyżek, choć nie mają one racjonalnego uzasadnienia.

Warto pamiętać, że Orlen oferuje bardzo stabilne warunki zatrudnienia, co jest najważniejsze z punktu widzenia pracownika. Wysokie jest także średnie wynagrodzenie zasadnicze w naszej firmie, które z nagrodami i dodatkami wynosi około 8 tys. zł. Do tego dochodzi bogaty pakiet socjalny. W wielu rankingach jesteśmy wskazywani jako jeden z najbardziej pożądanych pracodawców.

Skoro jest tak dobrze, dlaczego dwa związki zawodowe chcą więcej?

Dobre pytanie, ale trzeba je zadać liderom Związku Zawodowego Pracowników Ruchu Ciągłego, który jest siłą napędową konfliktu. Przyłączyła się do niego mała organizacja „Solidarność 80”. Zdecydowana większość związków zawodowych i załogi Orlenu podziela opinię, że jesteśmy firmą oferującą dobre warunki pracy i płacy. Natomiast organizowana przez dwa związki w najbliższą środę pikieta jest całkowicie nieuprawnioną formą nacisku. Przypomnę, że jesteśmy obecnie w sporze zbiorowym, przed mediacjami, a zatem kiedy wszystkie formy prowadzenia dialogu nie zostały jeszcze wyczerpane. Wydaje się, że przede wszystkim chodzi o rozgrywkę wymierzoną w inne związki zawodowe działające w PKN. Przed pikietą, jaką ZZ Pracowników Ruchu Ciągłego zorganizował jakiś czas temu w Płocku, między pracownikami rozesłano oświadczenie, w którym dezawuowano te związki, które podpisały porozumienie płacowe. Swoją drogą w pikiecie, do udziału w której zapraszano wszystkich pracowników PKN, wzięło udział mniej więcej 200 osób, czyli około 20 proc. członków samego ZZ Pracowników Ruchu Ciągłego, mimo że obowiązywała ich dyscyplina.

Czy wiąże pan fakty eskalacji żądań płacowych w krajowych firmach: Orlenie, Jastrzębskiej Spółce Węglowej i KGHM? Czy może to być związane ze zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi?

Nie mam żadnych dowodów na polityczne tło protestów, ale zbieżność żądań w kilku tak znaczących spółkach może nie być przypadkowa. Jednak bardziej prawdopodobne jest to, że chodzi o partykularne interesy liderów tych organizacji, którzy mają wiele do stracenia w przypadku utraty funkcji związkowych i związanych z nimi wynagrodzeń oraz licznych przywilejów. Skoro powiedzieli A, czyli uznali podwyżki za zbyt małe, teraz, żeby się wzmocnić w oczach swoich członków, idą dalej i mówią B. W ten sposób w imię własnych interesów gotowi są eskalować konflikt i narażać firmę na straty.

Protestujący związkowcy idą dość daleko: pikieta, referendum, potem strajk. Czy widzi pan pole do kompromisu?

Kilka tygodni temu, z inicjatywy prezesa Jacka Krawca, spotkaliśmy się z przedstawicielami wszystkich organizacji związkowych działających w Orlenie. To była okazja, żeby przedstawić sytuację firmy i porozmawiać o oczekiwaniach płacowych. Ponieważ, jak powiedziałem, w spotkaniu uczestniczył prezes Orlenu, był to doskonały moment, żeby poruszyć wszystkie, także te najtrudniejsze tematy. Zadeklarowaliśmy, że jesteśmy gotowi do poszukiwania kompromisu, np. polegającego na uruchomieniu pracowniczego programu emerytalnego z atrakcyjnym poziomem składki miesięcznej, która byłaby przecież kolejnym świadczeniem, tyle że nie gotówkowym. Na spotkaniu byli obecni przedstawiciele najgłośniej protestującego teraz związku, ale wtedy nie padło z ich strony żadne uzasadnienie wniosku o kolejny wzrost wynagrodzeń ani opinia w sprawie oferty dotyczącej PPE. Zamiast dialogu widzimy teraz eskalację konfliktu ze strony ZZ Pracowników Ruchu Ciągłego. Sądzę jednak, że jego aktywiści należą do mniejszości pracowników naszej firmy, stąd groźbę strajku traktujemy jako element kreowania rzeczywistości i próby zwrócenia na siebie uwagi przez liderów związkowych.

Jednak związkowcy należący do organizacji pracowników ruchu ciągłego podkreślają, że ich żądania wynikają z dobrych wyników Orlenu. Być może stąd wniosek, że kasa spółki będzie coraz bardziej zasobna. Czy to jednak nie przerost optymizmu? Paliwa to teraz trudny rynek.

Otoczenie makroekonomiczne dla naszej branży wciąż jest niestabilne, charakteryzuje się dużymi wahaniami zarówno cen surowców, jak i relacji złotego do dolara amerykańskiego czy euro.

Robimy wszystko, by wysokie ceny ropy nie spowodowały bariery popytu na paliwa, stąd nasze marże są na rekordowo niskim poziomie. Nie możemy sobie pozwolić na dalsze pogorszenie naszej pozycji konkurencyjnej. Istnieje oczywiste ryzyko, że nadmierny wzrost kosztów naszej działalności wpłynąłby niekorzystnie na cenę paliw. Trudno mi sobie wyobrazić, by Polacy zaakceptowali podwyżkę cen benzyny i oleju napędowego, której źródłem mogłoby się stać uleganie eskalacji żądań płacowych. Pozostaje więc liczyć na powrót zdrowego rozsądku po stronie związkowców zapowiadających protest.