I tak kraje najbardziej zadłużone nie będą już musiały mieć 15 procent wkładu własnego w inwestycje współfinansowane z Unii, wystarczy im 5 procent. Polska nie znalazła się w tym gronie. Zamiast nagrody za niezadłużanie ponad wszelki rozsądek, zostaniemy ukarani.

Można wprawdzie dowodzić, że utrzymanie obecnego stanu rzeczy nie jest karą, a przywileje dla innych nie oznaczają straty dla nas. Czyżby? Decyzja KE jest niesprawiedliwa i wbrew intencjom dzieli UE, a nie ją scala. Pięć krajów: Grecja, Irlandia, Portugalia, Rumunia, Węgry i Łotwa (dwa z wielkiego rozszerzenia w 2004 r.) dostają lepsze warunki rozwojowe niż pozostałe.

Pomoc strukturalna została wymyślona nie po to, by wspierać bankrutów, ale podnosić poziom krajów i regionów zapóźnionych wobec tych bardziej rozwiniętych. I głównie to powinno być brane pod uwagę podczas jej przyznawania. Węgry, Łotwa i Rumunia potrzebują inwestycji tak samo jak my. Niech KE nie udaje, że Czechy, Słowacja, Bułgaria, a przede wszystkim Polska – co nas najbardziej interesuje – są już gospodarkami wysoko rozwiniętymi, bo tak nie jest. Potrzebujemy dróg, mostów, elektrowni nie mniej niż Węgrzy czy Portugalczycy, dlaczego więc mielibyśmy dostawać ich współfinansowanie na gorszych zasadach. Unijna zasada solidarności najwyraźniej zaczyna mocno szwankować.