Niewypłacalność Ameryki – jeszcze do niedawna taki scenariusz wydawał się tak mało realny, że inwestorzy nie brali go w ogóle pod uwagę. Dziś wielu z nich na gwałt próbuje odgadnąć, co się stanie, jeśli po raz pierwszy w historii największa gospodarka świata faktycznie zbankrutuje. Choć w Kongresie trwa walka między Republikanami a Demokratami, której końca wciąż nie widać, a której stawką jest sposób walki z zadłużeniem (cięcia wydatków czy podniesienie podatków), zapewne w ostatniej chwili zostanie przyjęte kompromisowe rozwiązanie. Przyniesie ono jednak USA co najwyżej krótką chwilę wytchnienia. Dług będzie narastał, groźba niewypłacalności nie zniknie, a na dodatek agencje ratingowe już dziś grożą, że bez wypracowania długofalowej strategii zmniejszenia wewnętrznego zadłużenia i tak odbiorą Ameryce najwyższy poziom wiarygodności kredytowej.

Waszyngton już wielokrotnie przerabiał scenariusz, w którym Kongres nie zdołał na czas uchwalić budżetu (ostatni raz za prezydentury Billa Clintona). W tym przypadku przepisy określają sposób działania państwa. Do pracy przychodzą tylko ci urzędnicy federalni, których zadania są kluczowe dla funkcjonowania kraju: straż graniczna, agenci CIA czy wojsko. Inni opłacani przez rząd pozostają w domu. Jednak sytuacji, w której rząd jest niewypłacalny wobec zagranicznych wierzycieli, jeszcze nie było.

Od 200 lat amerykańskie obligacje są uważane za jeden z najpewniejszych środków lokowania oszczędności. Jeśli do wtorku obie partie nie dojdą do porozumienia, nie będzie możliwe podwyższenie limitu dopuszczalnego długu Stanów Zjednoczonych (dziś wynosi 14,3 bln dol.). Wówczas Waszyngton pozostanie bez pieniędzy: tylko w sierpniu wydatki budżetowe opiewają na sumę ok. 300 mld dol., a spodziewane przychody jedynie na ok. 170 mld dol. Rząd nie będzie miał więc środków na wykupienie tych papierów dłużnych, których okres zapadalności przypada na nadchodzące miesiące (aż 46 proc. długu stanowią zobowiązania o terminie zapadalności nie dłuższym niż dwa lata).

Jedyny feudał na rynku

Układ, w którym wierzyciel nawet przez krótki czas nie jest w stanie regulować swoich zobowiązań, oznacza jedno: niewypłacalność. Dlatego agencje ratingowe już zapowiedziały, że w takim przypadku USA stracą najwyższy stopień wiarygodności kredytowej (AAA). Ameryka zostanie zdegradowana do poziomu mocno zadłużonych krajów europejskich, takich jak Belgia czy Włochy, a poniżej poziomu Niemiec i Francji. – Inwestorzy zaczną się domagać większej premii za udzielane pożyczki. Renta emisyjna, dzięki której Stany Zjednoczone mogły przez dziesięciolecia żyć ponad stan, skończy się – mówi „DGP” Zsolt Darvas, ekspert brukselskiego Instytutu Bruegla.

USA od wielu lat utrzymywały ogromny deficyt handlowy (w tym roku 700 mld dol.), bo inwestorzy, na czele z Chinami, Japonią i Wielką Brytanią, byli gotowi finansować go, pożyczając setki miliardów dolarów rocznie w nisko oprocentowanych obligacjach. Ten układ przypominał średniowieczną Europę: podobnie jak pan feudalny miał monopol emisji pieniądza, tak USA jako jedyne oferowały na rynku pewne oraz powszechnie dostępne obligacje. Ponieważ chętnych na ich zakup nie brakowało, Waszyngton mógł narzucać wierzycielom bardzo niskie oprocentowanie. Dzięki temu obsługa ogromnego długu pochłania ledwie 6 proc. wydatków federalnych państwa, które z kolei stanowią stosunkowo niedużą (25 proc. PKB) część amerykańskiej gospodarki.

– Podwyższenie stawki kredytowej oznacza, że na obsługę długu Waszyngton będzie zmuszony przeznaczać znacznie większą część dochodów. To postawi Amerykę przed trudnym wyborem: jeśli zdecyduje się na utrzymanie dobrych relacji z wierzycielami, pieniądze na ich spłacenie będzie musiała wygospodarować poprzez ograniczenie importu lub przez cięcia w wydatkach federalnych (np. zmniejszenie nakładów na edukację, służbę zdrowia czy programy socjalne) albo przez podniesienie podatków. Każdy z tych wariantów oznacza dla Amerykanów spadek poziomu życia, a dla gospodarki spowolnienie tempa rozwoju – dodaje Darvas.

Amerykańscy ekonomiści Kenneth Rogoff i Carmen Reinhart wykazali, że kraje, których zadłużenie przekracza 90 proc. PKB (w przypadku Ameryki to 96 proc.), zaczynają z tego powodu rozwijać się znacznie wolniej – średnio w tempie 1,6 proc. Jeśli ten paraliż dotknie Amerykę, skutki odczuje cały świat. Stany Zjednoczone są największym rynkiem zbytu dla Unii Europejskiej i drugim co do wielkości dla Chin. Przez lata odgrywały rolę lokomotywy, która ciągnęła wzrost wielu krajów. Jeśli lokomotywa stanie, może nas czekać kolejny globalny kryzys.

Wielu ekspertów obawia się jednak, że skutki niewypłacalności Ameryki okażą się o wiele bardziej dramatyczne. – Grozi nam powtórka z upadku Lehman Brothers. Tyle że tym razem państwo nie będzie już w stanie uchronić banków przed bankructwem poprzez rzucenie na rynek setek miliardów dolarów na przełamanie recesji. A tylko dzięki temu kryzys w 2008 r. nie zakończył się tak dramatycznie jak ten z lat 30. XX wieku – mówi „DGP” Alex Melton, ekspert waszyngtońskiego Peterson Institute for International Economics.

Długi rządu USA do tej pory były nie tylko najpewniejszą lokatą kapitału, lecz także najbardziej dostępną. Ze względu na ogromną liczbę wyemitowanych obligacji rynki finansowe traktowały je jako quasi-pieniądz. Bank Merrill Lynch obliczył, że aż 74 proc. operacji dokonywanych na giełdzie nowojorskiej jest zabezpieczonych właśnie przez te papiery. – Jeśli wartość obligacji zostanie podana w wątpliwość, runie cała architektura międzynarodowych rynków finansowych. To tak, jakby nagle zniknęły filary, które podtrzymują most czy kopułę bazyliki. Nie bardzo wiadomo, co wtedy robić – uważa Melton.

Jego ocenę dobrze ilustruje zachowanie inwestorów w ostatnim tygodniu. Zmiany na rynkach finansowych nie były zbyt gwałtowne, ale nie dlatego, że mało kto przejmował się patem negocjacyjnym w Kongresie. Po prostu nikt nie wpadł jeszcze na pomysł, jak zabezpieczyć się przed ewentualnymi stratami. Tradycyjną lokatą w niepewnych czasach zawsze było złoto. Tyle że cena uncji tego kruszcu już bije wszelkie rekordy (1,6 tys. dol.), bo ilość dostępnego surowca jest niewspółmierna z tym, co byłoby potrzebne do zabezpieczenia amerykańskiego długu. Dlatego wielu inwestorów nie chce dalej kupować złota, uznając, że to czysta spekulacja.