Jeszcze 12 tygodni. Co najmniej. Tyle będzie trwała intensywna dyskusja o OFE, jeśli deklaracje rządu dotyczące kwietniowego terminu wejścia zmian w życie okażą się możliwe do zrealizowania. Można odnieść wrażenie, że skądinąd przecież ważna debata o OFE przykrywa wszystko inne. Tylko co to jest to „inne”? Życie gospodarcze poza OFE wydaje się niemrawe, by nie rzec: mało ważne.

Czy słusznie? I tak, i nie. Trochę się dzieje, na przykład przez Sejm jest pracowicie przepychana rewolucyjna bądź co bądź ustawa o nadzorze właścicielskim nad spółkami Skarbu Państwa. Ale faktem jest, że wrzawa wokół OFE pozwoliła niektórym odsunąć się trochę w cień i zacisze gabinetów.

Czy ktoś widział na przykład ostatnio ministra Aleksandra Grada? A przecież jego resort miał uzyskać dla budżetu w tym roku więcej niż prognozowana ulga dla państwowej kasy z tytułu zmian w systemie emerytalnym. Jak to idzie? Na razie wiemy, że resort czeka na zgodę UOKiK na przejęcie Energi przez PGE, czyli mocno dyskutowanej już w zeszłym roku prywatyzacji państwowego przez państwowe. I druga, w pewnym sensie, ciekawsza transakcja: sprzedaż Enei, również państwowej firmy energetycznej francuskiemu EDF, również będącego własnością Skarbu Państwa, tyle że francuskiego.

Dużych firm do prywatyzacji nie zostało już zbyt wiele: kopalnie, chemia, BGŻ, Lotos, no i na przykład palący problem – spółki kolejowe. Jakby na to nie patrzeć, podstawowa misja Ministerstwa Skarbu niedługo się zakończy, jeżeli zostanie zachowane dotychczasowe tempo jego działalności. I za to należą się Aleksandrowi Gradowi wyrazy uznania. Ale też rodzi się poważne pytanie, jak będzie wyglądał finisz polskiej prywatyzacji. Trudno sobie bowiem przypomnieć ostatnią transakcję, w której zachowano by model najzdrowszy: kupno polskiej państwowej firmy przez jednego z prywatnych oferentów z dobrą ceną i gwarancjami rozwoju spółki. Zamiast tego mamy koncepcję akcjonariatu obywatelskiego – ciekawą, dobrą, jednak z poważną wadą, jaką jest zachowanie dominujących wpływów Skarbu Państwa. Mamy model tworzenia narodowych czempionów, takim ma być na przykład wspomniane PGE. No i transakcję najbardziej wątpliwą, jaką ma być sprzedaż całkiem smakowitego ciasteczka z naszego rynku energetycznego francuskiemu rządowi.

Aleksander Grad chce w tym roku uzyskać z prywatyzacji 15 mld złotych. To wynik możliwy, zwłaszcza wliczając sprzedaż Enei i najprawdopodobniej Energi. Ale najlepiej byłoby, żeby po tych wszystkich transakcjach stwierdzić z ulgą: posprzątane. Czy do tego dojdzie? Niestety, dominujące ostatnio modele zmian własnościowych w państwowych spółkach tego nie gwarantują. W większości z nich pozostaje ogon w postaci dominującej roli Skarbu Państwa. Żeby było jasne: niekiedy przemawiają za tym pewne racje i do tego przyda się nowy model sprawowania nadzoru. Ale w innych przypadkach może się to skończyć zakusami polityków na wprowadzanie własnych porządków w spółkach. Co ciekawe, nie tylko polskich polityków, lecz także – jak świadczą ostatnie posunięcia resortu skarbu – francuskich.