W latach 1960–2005 stosunek poziomu dochodu krajów najbogatszych do najuboższych wzrósł o ok. 250 proc., osiągając współczynnik 73:1. Problem rozwoju w kontekście pogłębiających się różnic między państwami stał się na tyle ważny, że po drugiej wojnie światowej wyodrębniono ekonomię rozwoju jako subdyscyplinę nauk ekonomicznych, która miała dostarczać rozwiązania w tym zakresie.

Kraje transformacji ustrojowej, do których Polska też się zalicza, na początku lat 90. XX w. zostały poddane terapii szokowej, która miała charakter zarówno destrukcyjny, jak i rozwojowy. Z  jednej strony mogła zostać przeprowadzona w całkowicie innej formie, skoro w krótkim i średnim okresie doprowadziła do drenażu majątku narodowego, tworząc grupy uprzywilejowane. Z drugiej jednak strony zapoczątkowała i rozwinęła przedsiębiorczość, wreszcie – choć dopiero po 2005 r. – zmniejszyła nierówności dochodowe i   rozwojowe.

Na tle europejskim równowaga ekonomiczna 28 państw UE w ujęciu uśrednionym przesunęła się w latach 2008–2015 w kierunku deflacji cenowej (CPI), której punkt kulminacyjny przypadł w  połowie 2009 r. (z wyjątkiem Polski) i w latach 2013–2015 dla wszystkich państw. Pomimo że Polska jako jedyna ze wszystkich państw UE w 2009 r. osiągnęła dodatni wzrost gospodarczy (2,6 proc.), to została ulokowana w tym okresie dopiero na 17. pozycji, jeśli chodzi o współczynnik stabilizacji makroekonomicznej (0,418), choć najlepszy pod tym względem Luksemburg (0,582) w 2009 r. odnotował ujemny, a nie dodatni wzrost gospodarczy (-5,4 proc.).

Oznacza to, że strategia odpowiedzialnego rozwoju, wspierająca gospodarstwa domowe, przedsiębiorstwa, a w konsekwencji państwo, musi bazować na pięciu analizowanych łącznie miarach rozwojowych, jak: ułomna miara, jaką jest PKB, stopa bezrobocia, stopa inflacji (CPI), relacja salda budżetu do PKB oraz relacja salda rachunku obrotów bieżących do PKB. Ich kluczem integrującym będzie właściwe zarządzanie w sferze rozwoju i finansów publicznych. Przykładem mogą być Niemcy, które dzięki gospodarce o silnych podstawach praktycznie nie odczuły w ujęciu systemowym załamania gospodarczego z 2009 r., bowiem w kolejnych latach nastąpiło odbicie, a w  latach 2014–2015 wypracowano nadwyżkę budżetową. Nie można tego powiedzieć o Polsce, trwale notującej większe lub mniejsze deficyty budżetowe i nawet w Wieloletnim Planie Finansowym Państwa pomijającej rolę, konsekwencje i negatywne znaczenie wydatków sztywnych.

W tym roku mija 26 lat od początków transformacji ustrojowej w Polsce. Znamy czynniki warunkujące wzrost oraz rozwój gospodarczy i mamy okazję zbudować trwały system rozwojowy nie tylko w średnim, ale również w  długim okresie. Wszystko będzie jednak uzależnione od sprawności działania zwłaszcza Ministerstw Rozwoju i Finansów oraz kancelarii premiera. 16 lutego 2016 r. Rada Ministrów przyjęła Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju, a 25 lipca Komitet Koordynacyjny ds. Polityki Rozwoju pozytywnie wypowiedział się w sprawie konsultowanego właśnie dokumentu, jakim jest Strategia na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju. Jest to o tyle ważne, że kiedy w październiku zostanie przyjęta finalna wersja Strategii, będziemy mogli z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że mamy orientację społeczno-gospodarczą dostosowaną do wyzwań i zagrożeń współczesnego świata. Żeby strategia stała się jednak faktem, zapisany w niej system koordynacji działań musi przewidywać realne uczynienie z Ministerstwa Rozwoju centralnego ośrodka zarządzania gospodarczego.

Po pierwsze, wynika to z faktu, że minister rozwoju musi mieć wpływ na finanse publiczne, które winny być środkiem polityki rozwojowej, a nie jej celem. Powinien zatem mieć możliwość realizowania sprawnej polityki rozwojowej, a nie takiej, która może być uzależniona od innej wizji i decyzji, zwłaszcza Ministerstwa Finansów. Minister rozwoju musi więc być wyposażony w silniejsze kompetencje własne, wsparcie kancelarii premiera i planowanego do utworzenia Centrum Studiów Strategicznych. Dobrze się stało, że CSS zostało przewidziane jako ośrodek analityczno-programowy dla całej administracji rządowej, który miałby posiadać pion analityczny, ewaluacyjny i projekcyjny. Jednak warunkiem sprawności działania takiej wydzielonej jednostki budżetowej jest nadanie jej odpowiedniej rangi stanowiskowej i kapitału intelektualnego, a zwłaszcza dostępu do kluczowych baz danych i systemów informatycznych, będących w gestii innych resortów.

Ministerstwo Rozwoju powinno i może być koordynatorem swoistej gry ekonomicznej dla wszystkich interesariuszy tego procesu, realizując zarządzanie publiczne. Byłby to wówczas czynnik stabilizacyjny gospodarki, która pierwszoplanowo winna dążyć do kreowania polityki wzrostu gospodarczego poprzez rozwój innowacyjności, aktywizację bezrobotnych i wspieranie gry rynkowej o względnie zrównoważonej skali podażowo-popytowej. Państwo aktywnie i sprawnie realizujące politykę gospodarczą ma prawo i obowiązek ingerować w procesy gospodarowania, uwzględniając poszczególne funkcje zarządzania, funkcje produkcji, popytu i podaży, jak też zależności alternatywne czynników wewnętrznych oraz zewnętrznych, wpływające na proces podejmowania decyzji.

Państwo sprawne i  proponujące dobrostan swoim obywatelom oznacza dziś konieczność zerwania z neoklasycznymi teoriami ekonomicznymi zakotwiczonymi w ostatnich latach. Nie powinno to jednak oznaczać podejścia ortodoksyjnego, w którym płytkie myślenie czy systemowe błędy mogą być usprawiedliwione brakiem wiedzy, zwłaszcza w sferze finansów publicznych, bezpośrednio przecież ingerujących w obrót gospodarczy. Wykorzystywanie dobrych doświadczeń oraz powszechnie znanych różnych szkół i teorii ekonomii oraz zarządzania może zwiększyć wydajność pracy i podnieść konkurencyjność gospodarki, stając się stymulatorem zmian odpowiedzialnego rozwoju.

prof. Konrad Raczkowski, dyrektor Instytutu Ekonomicznego Społecznej Akademii Nauk, członek Narodowej Rady Rozwoju przy Prezydencie RP, w latach 2015–2016 wiceminister finansów