statystyki

Państwo zamiast chronić pracownika, ingeruje w to, czy obywatel nie stanie się ofiarą reklamy chipsów

autor: Rafał Woś16.10.2015, 10:00
ludzie

Wellness zamiast welfareźródło: ShutterStock

W krajach rozwiniętych państwo dobrobytu kurczy się od dłuższego czasu. Ustępuje miejsca państwu typu „wellness”. I to nie jest dobra wiadomość. Największe obawy budzi to, że państwo wycofuje się z ochrony pracownika, a zaczyna ingerować w to, czy obywatel regularnie chodzi na jogę i czy przypadkiem nie padnie ofiarą zbyt skutecznej reklamy chipsów

Reklama


Welfare state to był wielki projekt polityczny. Zrodził się z doświadczeń wielkiego kryzysu, dramatu II wojny światowej i postępującej demokratyzacji. Był spełnieniem marzeń XIX-wiecznych socjalistów, którzy ze zgrozą patrzyli na dickensowskie ekscesy wczesnego kapitalizmu: biedę, brak ubezpieczeń społecznych, utowarowienie ludzkiej pracy i bezrobocie. Wychodził też naprzeciw konstatacji XX-wiecznych keynesistów, że stabilizacja cyklu koniunkturalnego posłuży wszystkim. W tym również najbogatszym przedstawicielom społeczeństwa. Którzy na kryzysy są wprawdzie odporni (bo mają zasoby), ale w dłuższej perspektywie też komuś muszą swoje towary i usługi sprzedawać. Mniej więcej w latach 70. konsensus wokół welfare state zaczął się jednak załamywać. W ruch poszły procesy odwrotne. Globalizacja, deregulacja, a przede wszystkim postępująca prywatyzacja usług publicznych. Cofająca – na wielu polach – zdobycze twórców państwa dobrobytu. Edukacja, transport, komunikacja, służba zdrowia czy nawet (jak u nas) ubezpieczenia emerytalne to tylko kilka przykładów tego trendu.

Jednocześnie bynajmniej nie jest tak, że państwa (by pozostać tylko przy przykładzie tych zachodnich) wycofały się z wpływania na życie swoich obywateli. Ten wpływ się w wielu dziedzinach zasadniczo zwiększył. I to jest właśnie temat, którym zajmują się Andre Spicer (Cass Business School) i Carl Cederstroem, autorzy wydanej w początkach 2015 roku pracy „The Wellness Syndrome”. Ekonomiści mają tu na myśli takie inicjatywy jak na przykład wojna wydana przez rządy paleniu papierosów. I to już nawet nie w knajpach czy na przystankach autobusowych. Ale na przykład w samochodach (takie zakazy obowiązują w wielu zachodnich krajach). Podobnie jest ze zwalczaniem otyłości. Spicer i Cederstroem nazywają do zejściem przez państwo na poziom „wellness”, czyli już nie tyle dobrobytu, co dobrego samopoczucia obywateli. Oczywiście autorzy są świadomi argumentów przytaczanych przez zwolenników takiego kursu. I nie polemizują z tym, że zmniejszenie plagi otyłości dziś przyniesie ogromne oszczędności (albo przynajmniej zahamowanie wzrostu kosztów opieki zdrowotnej) jutro. Podobnie z paleniem.


Pozostało jeszcze 62% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam już kod SMS
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Zapoznaj się z regulaminem i kup licencję
Więcej na ten temat

Reklama


Artykuły powiązane

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Prawo na co dzień

Polecane

Reklama