Jako pierwszy podatek od aktywów wprowadził w 2009 r. rząd szwedzki, potem dołączały do niego kolejne kraje. W większości przypadków dochody z podatku trafiają bezpośrednio do budżetu, a tylko w trzech państwach (Cypr, Niemcy, Szwecja) wpływy mają konkretne przeznaczenie – zasilają fundusze stabilności finansowej, które mają uchronić państwo przed koniecznością ratowania banków z budżetu.

PiS proponuje, aby wprowadzić najbardziej restrykcyjny system – podobny do tego, jaki funkcjonuje na Węgrzech i w Słowenii, czyli naliczanie podatku w oparciu o całą wysokość aktywów. Na podstawie doświadczeń innych krajów unijnych, mimo występujących między nimi różnic, można już wnioskować, jak polski sektor bankowy zareaguje na wprowadzenie podatku. W naszej ocenie skutki fiskalizacji będą szczególnie widoczne w trzech obszarach: wysokości opłat i prowizji pobieranych przez banki, koncentracji sektora oraz polityki kredytowej.

Polska ma obecnie jedne z najdroższych usług bankowych w Unii. Dochody z opłat i prowizji stanowią 1,14 proc. wartości aktywów, czyli ponad dwa razy więcej niż średnio dla państw wspólnoty. Drożej jest tylko na Węgrzech, gdzie opłaty i prowizje silnie wzrosły po wprowadzeniu podatku bankowego i dochody z tego tytułu wynoszą 1,17 proc. aktywów. Tak wysokie prowizje są możliwe ze względu na dobrą koniunkturę i niski stopień ubankowienia Polaków – instytucje finansowe nie muszą konkurować o klientów tak silnie jak na Zachodzie, gdyż mogą zwiększać zyski poprzez oferowanie usług osobom, które jeszcze nigdy z nich nie korzystały. Co więcej, nałożenie podatku bankowego zapewne dodatkowo podbije opłaty pobierane przez banki. Z naszej analizy ekonometrycznej wynika, że podniesienie podatku bankowego o 1 pkt proc. przekłada się na wzrost opłaty naliczanej przez banki średnio o 0,16 pkt proc. Oznacza to, że po nałożeniu przez PiS podatku w wysokości 0,39 proc. obciążenia Polaków z tytułu opłat i prowizji wzrosną w ciągu roku o 978 mln zł. W ten sposób banki zrekompensują sobie jedną szóstą kosztów opodatkowania, które szacujemy na 6,1 mld zł. Na tym może się jednak nie skończyć.

Na Węgrzech wprowadzenie podatku bankowego było w 2010 r. jedną z pierwszą decyzji rządu Viktora Orbana. Ze względu na słabą koniunkturę i bardzo wysoką kwotę podatku węgierski sektor bankowy zaczął notować straty. To skłoniło instytucje do przerzucenia prawie całego kosztu opodatkowania na klientów – w ciągu dwóch lat opłaty i prowizje wzrosły na Węgrzech aż o 68 proc. Polskie banki mogą pójść tą samą drogą, jeżeli wraz z wprowadzeniem podatku zostaną obciążone dodatkowymi wydatkami związanymi np. z restrukturyzacją kredytów we frankach szwajcarskich, dokapitalizowaniem funduszy w BFG czy wygospodarowaniem środków na pomoc kredytobiorcom złotowym. W takiej sytuacji podniosą opłaty i prowizje bardziej, niż wynikałoby to z modeli. Oczekujemy, że w takich okolicznościach w ciągu dwóch lat zrekompensują sobie co najmniej 30–40 proc. wydatków związanych z nowych podatkiem.

Nie wszystkim bankom uda się jednak na tyle podnieść opłaty, aby wciąż mieć wystarczająco wysoką rentowność. W najtrudniejszej sytuacji będą te, których zyskowność jest już teraz dużo poniżej średniej dla całego sektora. Według naszych obliczeń po wprowadzeniu podatku bankowego stopa zwrotu z aktywów Getin Noble Banku spadnie z 0,52 proc. do 0,05 proc., BGŻ BNP Paribas z 0,34 proc. do 0,04 proc., a BOŚ Banku z 0,33 proc. do 0,02 proc. Nawet uwzględniając dodatkowe dochody z prowizji, działalność bankowa w takiej sytuacji staje się nieopłacalna. Dlatego nałożenie podatku przez PiS zapewne zwiększy skłonność inwestorów do sprzedaży polskich banków i zniechęci nowych graczy do wchodzenia na nasz rynek. W rezultacie takie instytucje jak BPH, Millennium czy Raiffeisen trafią zapewne w ręce dużych polskich banków, obniżając w ten sposób konkurencję na rynku, co z kolei dodatkowo będzie sprzyjać podwyżkom opłat i prowizji.

Pośrednim efektem nałożenia podatku bankowego będzie ograniczenie akcji kredytowej. Tak było na Węgrzech, gdzie ponoszące straty banki zaostrzyły warunki udzielania pożyczek w 2011 i 2012 r. Tak instytucje finansowe chronią się przed niewiarygodnymi klientami, którzy mogliby je narazić na dodatkowe straty, ale też ograniczają wzrost aktywów do niezbędnego minimum, aby nie zwiększać swoich obciążeń podatkowych. O ile w obecnej sytuacji rynkowej (wysokie oszczędności przedsiębiorstw i niskie stopy procentowe) bardziej restrykcyjne warunki udzielania kredytów nie wpłyną znacząco na koniunkturę, o tyle w przyszłości permanentnie ostrzejsza polityka pożyczkowa może ograniczyć wzrost gospodarczy. Co więcej, banki chętniej będą udzielały kredytów gotówkowych, które są dużo bardziej dochodowe i w mniejszym stopniu podbijają aktywa banku niż długoterminowe kredyty mieszkaniowe czy inwestycyjne.

Nałożenie podatku bankowego doprowadzi do wzrostu kosztów usług bankowych, mniejszej konkurencji w sektorze, zwłaszcza ze strony małych instytucji, a pośrednio odbije się negatywnie na perspektywach gospodarczych Polski. Aby jednak uzupełnić bilans kosztów i korzyści z nałożenia podatku, trzeba określić cel, na jaki pójdą pozyskane przez państwo środki. Jeżeli posłużą do tworzenia funduszy stabilizacyjnych podnoszących bezpieczeństwo sektora bankowego albo do finansowania wydatków na badania i rozwój, to możliwe, że korzyści przewyższą koszty. W przeciwnym wypadku polska gospodarka, a wraz z nią podatnicy, zapewne straci na takim rozwiązaniu.