statystyki

Kryzys grecki uwidocznił napięcie między bogatym centrum a biednymi peryferiami

autor: Rafał Woś17.07.2015, 15:00
wyspa, pieniądze, dolar

Wszystkie te gorzkie zmagania z peryferyjnością nie są zjawiskiem nowym.źródło: ShutterStock

Kryzys grecki zmienił wiele. Również to, że problem napięcia między bogatym centrum a biednymi peryferiami nabrał nieoczekiwanej wyrazistości.

Przywykliśmy do tego, że debata ekonomiczna to taki międzynarodowy system naczyń połączonych. Najpierw amerykańskie, brytyjskie, niekiedy inne zachodnioeuropejskie uniwersytety albo think-tanki wykuwają pracowicie pewne idee. A potem podpierają je wyrafinowanymi modelami oraz wynikami badań empirycznych. Te innowacyjne rozwiązania są z kolei wcielane w życie przez polityków i instytucje życia ekonomicznego. Ale wiedzy o dobrych praktykach nie da się trzymać pod kluczem. I w końcu wymyślone na Zachodzie rozwiązania trafiają również pod strzechy Drugiego i Trzeciego świata. A wtedy to już tylko od lokalnych elit zależy, czy będą umiały wcielić te pomysły w życie i przyspieszyć pościg za krajami najbogatszymi i najbardziej rozwiniętymi.

To wersja oficjalna. Jak to wygląda w praktyce? W praktyce nie ma żadnej pewności, że teorie i wskazówki ekonomiczne wymyślane w jednej części świata będą działały równie skutecznie w innej. Są nawet i tacy autorzy, którzy twierdzą, że jest dokładnie przeciwnie. One na pewno nie będą działać. A może nawet działać nie powinny.

Pewnie słyszeli państwo nieraz o Ha-Joon Changu, koreańskim ekonomiście z Uniwersytetu w Cambridge. Tym od „23 rzeczy, których nie mówią wam o kapitalizmie” a ostatnio „Ekonomii. Instrukcji obsługi”. Już wkrótce dostaniemy po polsku jego być może najważniejszą książkę pt. „Źli samarytanie. Mit wolnego handlu i tajna historia zachodu”. „Samarytanie...” odbili się swego czasu (jeszcze przed kryzysem) dość szerokim echem. Bo była to jakby próba wskrzeszenia na Zachodzie pewnej nieco zapomnianej tradycji myślenia o gospodarce, czyli tzw. ekonomii rozwoju. Mówimy o „wskrzeszaniu”, bo według Changa jej początki sięgają XVI–XVII wieku. Jeśli więc piszący jakieś dwa wieki później Adam Smith jest dziś powszechnie uznawany za ojca ekonomii klasycznej, to twórców ekonomii rozwoju trzeba by pewnie nazwać jej dziadkami.


Pozostało jeszcze 92% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane