Piwa spod znaku słowiańskiego bóstwa władającego gromami można poznać nie tylko po charakterystycznym logotypie przedstawiającym chmielową szyszkę. Również po nazwach niepozostawiających wątpliwości, że znajdujemy się w kręgu słowiańskiej kultury: Jasny Grom, Serce Dębu, Noc Kupały, Sabat Czarownic, Duby Smalone, Orzechowy Gaj, Licho Nie Śpi.

Na etykiecie każdej butelki widnieje informacja, że receptura została opracowana przez Adama Czogallę. Ten student chemii, biotechnologii i fizyki na warszawskich Międzywydziałowych Indywidualnych Studiach Matematyczno-Przyrodniczych przez ostatnich sześć lat przeszedł drogę od amatora warzącego piwo w zaciszu własnego domu do współwłaściciela własnej marki, a wkrótce także browaru.

Jego zdaniem najlepszy moment na uruchomienie własnej marki piwa jeszcze nie minął, zainteresowanie rzemieślniczą, regionalną produkcją wciąż jest duże. – Polski rynek został zdominowany przez jeden typ piwa, czyli eurolager lub international lager. To piwo z niewielką ilością goryczki, mające trafiać do jak najszerszego grona odbiorców – twierdzi Czogalla.

Masowość oznacza, że bez względu na to, czy sięga się po piwo reklamowane jako produkt dla młodych yuppies, czy skierowane do panów w średnim wieku, dostaje się ten sam, bezpieczny produkt, czyli pozbawiony ekscesów smakowych. Konsumenci szukają jednak bardziej wyrafinowanych smaków. Trend zauważyły nawet wielkie koncerny piwne, które wprowadzają do swojej oferty piwa stylizowane na regionalne.

Czogalla początek zainteresowania piwowarstwem datuje dokładnie na 28 maja 2009 r. – To był sobotni poranek, uczyłem się do jakiegoś kolokwium, a w tle leciała audycja „Gastrofaza” Pawła Lorochy. Prowadzący zaprosił do niej domowego piwowara, który dzielił się tajnikami tej sztuki. Pomyślałem – dlaczego by nie spróbować? – wspomina.

Zachętą do domowego warzenia był fakt, że jeśli chciało się wówczas napić czegoś innego niż eurolager, trzeba było sięgnąć po piwa importowane. A takie, np. z Belgii, kosztowały w sklepach po 15 zł – czyli za dużo jak na kieszeń studenta. Czogalla solidnie poczytał na temat tajników piwowarstwa, po czym zamienił swoje mieszkanie w małą warzelnię. Po pewnym czasie warzone przez niego piwa stały się na tyle dobre, że zdobyły nawet kilka nagród w konkursach.

Czogalla pomyślał wtedy, żeby spróbować swoich sił w piwnym biznesie. Problem polegał na tym, że nie chciał z nim rozmawiać żaden bank. Bez wkładu własnego i z niejasnym know-how nie był wiarygodnym klientem. – Znajomi mówili mi tak: popracuj trochę w branży, zobacz, jak to wygląda w przemyśle, i dopiero potem szukaj inwestora. A ja wiedziałem, że dobry czas był właśnie wtedy; że każdy, kto wystartuje za kilka lat, będzie miał dużo trudniej – wspomina. Niespodziewanie uśmiechnął się do niego los: na forum piwowarów domowych pojawiła się informacja, że prywatny inwestor poszukuje kogoś, kto umie warzyć piwo, aby razem otworzyć interes.

Tym inwestorem okazał się biznesmen Leszek Grzybowski, który wcześniej działał w branży petrochemicznej. Grzybowski zapewnił pieniądze na start, a Czogalla miał się skupić na produkcji piwa. Razem ustalili, że najlepszą strategią będzie powolne przyzwyczajanie rynku do marki, wypuszczanie najpierw niewielkich partii piwa. Produkcja odbywała się w browarze w Kłodawie. Pierwsze piwo było gotowe 7 czerwca 2014 r. Ponieważ rynek przyjął Peruna bardzo dobrze, browar rozszerzał ofertę o kolejne piwa. Dziś w ofercie ma trunki z takich gatunków jak american pale ale, dunkelweizen, smoked roggenbeer czy oatmeat stout.

Ta różnorodność to wymóg polskiego rynku, który różni się np. od browarnictwa regionalnego w Czechach, gdzie produkuje się piwa tego samego typu jak wielkie koncerny. Czeski klient jest bowiem konserwatywny i trzyma się znanych wzorców. Tymczasem w Polsce skłonność do eksperymentowania jest większa.

Produkcja piwa to szczególny biznes, bo bez wielkich nakładów na reklamę trzeba polegać na marketingu szeptanym i powoli budować proces rozpoznawania marki. – Na razie rynek jest na tyle chłonny, że jeszcze nie musimy konkurować z innymi browarami regionalnymi. Ten moment jednak kiedyś nastąpi i chcemy być do niego dobrze przygotowani. Stawiamy więc własny browar, który będzie czynny w 2016 r. Dzięki temu będziemy niezależni od browarów kontraktowych – mówi Czogalla. Dodatkowo Perun chce niewielkimi kroczkami wchodzić na rynki zagraniczne. W tym celu marka dogadała się np. z zespołem Behemoth i pod taką nazwą wypuściła dwa piwa. ©?

Polska browarami stoi

W Polsce funkcjonuje obecnie 140 browarów. Zdecydowaną większość rynku, czyli 80 proc., stanowią te rzemieślnicze, restauracyjne, regionalne i kontraktowe. Dominują one jednak tylko pod względem liczby. Statystyczny Polak spożywa 98 litrów piwa rocznie, co daje sprzedaż w skali roku równą 38,5 mln hektolitrów. Pod względem wartości liderem są browary koncernowe. Odpowiadają w sumie za 90 proc. rynku szacowanego na ok. 15 mld zł. Prawda jest taka, że i one chcą skorzystać na rosnącym popycie na regionalne piwa. Przykładem są browary Łomża czy Perła, które próbują się reklamować jako regionalne. Jeśli uwzględnimy regionalne marki dużych koncernów, to wówczas udział lokalnych browarów w rynku sięga już kilkunastu procent. Stowarzyszenie Regionalnych Browarów Polskich szacuje, że w najbliższych latach na polskim rynku powstawać będzie ok. 20 nowych warzelni w skali roku. Zdecydowaną większość z nich będą stanowiły małe browary, czyli specjalizujące się w produkcji piwa na poziomie od kilku do kilkunastu hektolitrów rocznie. A to dlatego, że konsumenci poszukują niszowych produktów. Do tego rozwija się też moda na browary restauracyjne, które zaliczane są do grona regionalnych. To przekłada się na ich zyski, które w skali roku w przypadku jednego restauracyjnego browaru wynoszą już średnio ok. 120 tys. zł.

Sił w tym biznesie chcą spróbować kolejni przedsiębiorcy. Szczególnie że mniejsze browary mogą liczyć na ulgę w akcyzie, która normalnie wynosi 7,79 zł od jednego hektolitra. Tym samym na koniec tego roku według prognoz Stowarzyszenia Regionalnych Browarów na polskim rynku działać już będzie 160 browarów. To nadal niewiele w porównaniu z krajami zachodniej Europy. W Niemczech działa ich ponad 600, podobnie w Wielkiej Brytanii. Dużo więcej browarów jest też w krajach słynących z produkcji wina, czego dobrym przykładem są Włochy, gdzie ich liczba sięga już 500, czy Francja, gdzie funkcjonuje ich około 400. Co więcej, kraje te są liderami pod względem wzrostów. We Włoszech w ciągu ostatnich dwóch lat powstało ok. 200 nowych browarów.