statystyki

Zabójcza logika w gospodarce: Ryzyko publiczne, zysk prywatny

autor: Rafał Woś20.06.2015, 08:00
Ekonomia, gospodarka, biznes

Najpierw pojawiają się środki publiczne, które pomagają w rozkręceniu przedsięwzięcia na najtrudniejszym i najbardziej ryzykownym etapie tworzenia innowacji. Potem, kiedy projekt zaczyna przynosić dochody, zyski idą niemal wyłącznie w ręce prywatneźródło: ShutterStock

Końcówka XX w. była czasem fascynacji ekonomistów małym państwem i wielkim biznesem. Dziś coraz więcej wskazuje na to, że w XXI w. trzeba skorygować tę nierównowagę.

Marianie Mazzucato udała się trudna sztuka. 47-letnia amerykanka pracująca na brytyjskim Uniwersytecie w Sussex wydała w 2013 r. „Przedsiębiorcze państwo”. Książka ta mocno zirytowała anglosaską opinię publiczną, lecz równocześnie ją zaintrygowała. Do tego stopnia, że dziś bez odwołania do Mazzucato nie może się obejść żadna duża dyskusja o przedsiębiorczości. Nieważne, czy na łamach londyńskiego „Financial Timesa”, czy podczas Światowego Forum Ekonomicznego w Davos.

Jak zdołała tego dokonać? Nic prostszego. Mazzucato postanowiła strącić z ołtarza wszystkie świętości tzw. new economy, czyli zglobalizowanej gospodarki opartej na wiedzy i nowych technologiach. Jej ulubiony obiekt badawczy to koncern Apple. Na pierwszy rzut oka faktycznie trudno o lepszy przykład oszałamiającego sukcesu biznesowego. 182 mld dol. przychodu w 2014 r., zysk netto na poziomie 40 mld. I kolejne generacje innowacyjnych wynalazków, które zmieniły życie większości ludzi na planecie. Czy to nie wystarczający powód, by Steve’a Jobsa i jego następców obwołać natchnionymi prorokami współczesnej gospodarki?

Ale Mazzucato nie poszła tą drogą. Zamiast tego przyjrzała się początkom koncernu z kalifornijskiego Cupertino. Zaglądając nieco głębiej, niż chcieliby tego apple’owscy hagiografowie kolportujący wzruszającą opowieść o nieśmiałymi i genialnym Stevie Wozniaku, pierwszym wspólniku Jobsa, składającym komputer Apple I we własnym garażu. Ale Mazzucato dużo bardziej interesuje coś innego. Wart 500 tys. dol. grant od rządu USA, z którego twórcy „jabłuszka” ochoczo skorzystali na bardzo wczesnym etapie rozwoju swojej firmy. Jej zdaniem bez rządowej pomocy Jobs i spółka pewnie nigdy nie wyszliby z garażu Wozniaka i nie zrewolucjonizowali branży nowych technologii.

To nie wszystko. Weźmy do ręki iPhone’a, czyli (jak zwykło się uważać) najnowszy przełomowy wkład Apple’a w dzieje ludzkości. Co decyduje o jego wyjątkowości (700 mln sztuk sprzedanych od 2008 r.)? Oczywiście mieszanka co najmniej kilku przełomowych technologii. A ile z tych technologii wymyślił Apple? Żadnej! Internet, bez którego iPhone byłby tylko kolejnym modelem telefonu, nigdy by nie powstał, gdyby nie inwestycje legendarnego amerykańskiego konsorcjum US Defense Advanced Research Projects Agency (DARPA). System GPS? To technologia, której korzeni należy szukać w badaniach amerykańskiego wojska oraz CIA. Ekran dotykowy? Aktywowany mową asystent osobisty Siri? Algorytm wyszukiwawczy Google’a? Takie wyliczenia można kontynuować do znudzenia. Ale jedno jest pewne – idąc tropem pieniędzy stojących za sukcesem komercyjnym każdego bez wyjątku przedsięwzięcia z dziedziny nowych technologii, zawsze dochodzimy do publicznych środków. Bo przekonanie, że innowacje rodzą się w garażu, to jeden z największych mitów naszych czasów.

Można oczywiście argumentować, że wypominanie dziś Apple’owi czy Google’owi korzystania z rządowych grantów i efektów badań rządowych agend to nieporozumienie. Istnienie systemu wspierania przedsiębiorczości nie jest przecież niczym wstydliwym ani tajnym. Takie programy mają wszystkie kraje świata. A te najbogatsze w szczególności. Sam tylko amerykański Narodowy Instytut Zdrowia wydaje rocznie ok. 30 mld dol. na badania z zakresu farmaceutyki i biotechnologii, co przekłada się na ok. 75 proc. nowych leków. A Niemcy i Chińczycy mają rozbudowane systemy bankowych gwarancji dla przedsięwzięć w wybranych dziedzinach gospodarki, takich jak choćby zielone technologie. I czego się tu czepiać?

Zdaniem Mazzucato sprawa jest jednak poważna. I czepiać się absolutnie trzeba. Powstała bowiem sytuacja paradoksalna. Oto z jednej strony państwa faktycznie ponoszą olbrzymie wydatki związane z rozruchem przedsiębiorczości i budowaniem przełomowych innowacji. Finansują badania na bardzo wczesnym etapie i są gotowe ponosić ryzyko fiaska takiego przedsięwzięcia. To nic zdrożnego. Państwo wypełnia w ten sposób fundamentalną (przynajmniej od czasów Keynesa) rolę: kieruje strumień inwestycji w miejsce, gdzie te inwestycje nie miałyby najmniejszych szans trafić. Jest jak ogrodnik, który pieczołowicie pielęgnuje poletko, bo bez niego w tym miejscu byłyby tylko chwasty. A prywatni inwestorzy i legendarni inwestorzy wysokiego ryzyka? Owszem, oni wchodzą do gry. Ale później. I zazwyczaj kierują się na grunt uprzednio przygotowany przez rząd. Często nawet o tym nie wiedząc. W tym sensie przedsiębiorcze państwo z tytułu książki Mazzucato jest faktem, a nie postulatem. A przynajmniej istniało dotychczas. Ale ostatnio zaczęły się nad nim gromadzić czarne chmury.


Pozostało jeszcze 68% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (2)

  • przedsiębiorca(2015-06-20 13:28) Zgłoś naruszenie 00

    do tego warto sobie uzmysłowić, że jako przedsiębiorcy korzystamy z całej infrastruktury, która powstała za pieniądze z podatków od energetyki począwszy. Stąd optymalizacje podatkowe pozwalające korzystać z tzw. rajów podatkowych i wyprowadzania zysków zagranice powinno być zakazane i karane. Jeżeli nie chcesz płacić podatków w kraju w którym wytwarzasz usługi lub masz produkcje przy okazji korzystasz z infrastruktury która powstała i jest utrzymywana z podatków to jedź do innego kraju i innych sobie drenuj.

    Odpowiedz
  • senior(2015-06-21 14:34) Zgłoś naruszenie 00

    Zabójczą logiką w gospodarce jest prowadzenie bezmyślnej polityki "najniższa cena wygrywa", która wymusza konkurencje na cenę a nie na jakość, która musi więcej kosztować, bo trzeba zrobić projekt i go wykonać dużo rzetelniej bez fuszerki pod okiem rozbudowanego nadzoru.
    Przy polityce "najniższa cena wygrywa", formy zatrudnienia w urzędach państwowych, samorządowych, przedsiębiorstwach państwowych, spółdzielczych i prywatnych są takie, aby było jak najbardziej elastycznie, aby zapłacić jak najmniejszą daninę do budżetu i do ZUS.
    Stąd rośnie liczba osób młodych i starszych na niepewnej formie zatrudnienia z pensjami, z których nie odprowadza się składki do ZUS lub jak się odprowadza to w najmniejszej z możliwych wysokości. Takie pensje są przejadane, bo są zbyt niskie, aby można było z nich dodatkowo sobie odłożyć na własną odległą emeryturę, aby była wyższa od tej minimalnej oraz na ewentualne dodatkowe przyszłe świadczenia lekarskie, jakby się coś ze zdrowiem pogorszyło. Do tego pogarszają się umiejętności zawodowe, bo stale robi się za stawki, przy których aby wyjść na swoje trzeba zrobić szybko, pobieżnie często byle jak, a jak wiemy, czego Jan za młodu się nie nauczy to na starość nie będzie umiał. Stąd przybywa nam robotników, majstrów, techników, inżynierów, magistrów z dyplomami ale bez doświadczenia zawodowego, bo i od kogo mieliby go zdobyć, jak robotę robi się pobieżnie i byle jak. Tak więc powolutku po skoku technologicznym, jaki odczuliśmy dzięki możliwości korzystania z technologii z krajów kapitalistycznych wyżej rozwiniętych technicznie zaczynamy podążać drogą PRL-u. Zaczynamy to powoli odczuwać ale dopiero odczujemy jak skończy się dopływ funduszy unijnych marnowanych na takie lotniska jak w Modlinie. NIK wykazał, jak działa polityka najniższej ceny gdzie zamawiający oszczędza także na nadzorze inwestorskim, co w konsekwencji prowadzi do sporych strat plus konieczność remontów i wyłączenia lotniska w Modlinie z użytkowania, co zwiększa jeszcze straty. Tak funkcjonuje Polska, w której rośnie liczba ludzi niedouczonych w wyniku deregulacji zawodów, w wyniku skracania praktyk zawodowych lub są one tylko na papierze. Skończą się unijne fundusze, a tu trzeba będzie remonty robić tylko z czego. Stąd znowu będą szukali najtańszych, którzy coś tam zapacykują i może się nie posypie.

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane