Ten przetarg zdecyduje, czy od nowego roku korespondencję z sądów będziemy odbierać tak jak teraz w placówkach InPostu, kioskach Ruchu i innych punktach, czy jak za dawnych czasów na Poczcie Polskiej. Tym razem kontrakt ma być zawarty na trzy lata, a więc jego wartość będzie większa. Szacuje się, że może chodzić nawet o 700 mln zł.

Zadecyduje nie tylko cena

Zadecyduje nie tylko cena

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Tak duża kwota budzi emocje. Nie brakowało ich też na środowej rozprawie przed Krajową Izbą Odwoławczą, która bada odwołania dotyczące specyfikacji przetargowej. Obydwaj operatorzy domagają się zmiany wielu jej postanowień, niemniej jednak kluczowe dla wyników przetargu są dwa. PGP domaga się zmiany jednego z kryteriów oceny oferty – tego promującego zatrudnienie na etat. Jej zdaniem sprawia ono, że przetarg wygrać może tylko Poczta Polska. Ta z kolei kwestionuje termin na wdrożenie tzw. elektronicznego potwierdzenia odbioru (EPO). PGP ma już działający system, a Poczta będzie musiała tworzyć go od zera.

Nie tylko cena

Drugim najważniejszym po cenie kryterium oceny oferty jest kryterium społeczne. Za zatrudnianie na etat doręczycieli i osób wydających przesyłki w placówkach można dostać 15 proc. wszystkich punktów. Nie jest tajemnicą, że w przypadku Poczty Polskiej regułą są umowy o pracę, a w PGP umowy-zlecenia. Przedstawiciele prywatnego operatora twierdzą, że o ile w innych przetargach takie kryterium nie uniemożliwia konkurencji, to w tym – ze względu na jego skalę – już tak.

– Różnice w cenach proponowanych przez Pocztę Polską i alternatywnych operatorów w ostatnich przetargach są zaledwie kilkuprocentowe. Utrzymanie kryterium społecznego na poziomie 15 proc. oznacza, że przetarg może wygrać jedynie Poczta Polska. Operatorzy prywatni nie są w stanie aż tak bardzo zejść z ceny, zwłaszcza że odbiłoby się to na wynagrodzeniach pracujących dla nich doręczycieli – mówił radca prawny i jednocześnie członek zarządu InPostu Krystian Szostak.

Przedstawiciele Poczty przekonywali z kolei, że jest dokładnie na odwrót. Ich zdaniem kryterium społeczne tak naprawdę umożliwia prawdziwą konkurencję.

– Etaty z oczywistych względów wiążą się z wyższymi kosztami. Dlatego właśnie dzięki klauzulom społecznym firmy zatrudniające na podstawie umów o pracę mogą konkurować z tymi, które stosują inne, bez wątpienia gorsze dla pracowników formy zatrudnienia – argumentowała na rozprawie radca prawny Marzena Jaworska z reprezentującej Pocztę Polską kancelarii Pieróg i Partnerzy.

Organizator przetargu, czyli krakowskie Centrum Zakupów dla Sądownictwa, uważa, że zastosowane przez niego kryterium nie zachwieje konkurencją. A tłumaczy je prosto – chęcią dbania o prawa pracowników.

– Jako instytucja publiczna stoimy na stanowisku, że zamówienia publiczne nie służą tylko oszczędnemu wydaniu publicznych pieniędzy czy zapewnieniu konkurencyjności na rynku. Uważamy, że muszą one służyć także celom społecznym. Jest to zresztą wyraźnie akcentowane w nowej dyrektywie unijnej oraz ostatniej nowelizacji polskich przepisów – wyjaśniała przedstawicielka CZdS.

W październiku 2014 r. weszła w życie nowelizacja ustawy – Prawo zamówień publicznych (t.j. Dz.U. 2013 r. poz. 907 ze zm.) wprowadzająca art. 29 ust. 4 pkt 4, zgodnie z którym zamawiający może uwzględnić w specyfikacji wymóg zatrudniania na etat pracowników, którzy będą realizować zamówienie, „jeżeli jest to uzasadnione przedmiotem lub charakterem tych czynności”.

Zagubione listy

Specyfikacja przewiduje wysokie kary umowne. Za zgubienie jednego listu wykonawca ma płacić równowartość minimalnej pensji krajowej (według planu rządu ma w przyszłym roku wynosić 1850 zł). To 15 razy więcej, niż wynosiła dotychczasowa kara. PGP nie kwestionuje jej wysokości. Uważa natomiast, że jest ona kolejnym argumentem za tym, by zatrudniać doręczycieli na podstawie umów cywilnoprawnych.

– Tak jak zamawiający od nas, tak my od naszych doręczycieli oczekujemy wysokiej jakości. Zatrudniając ich na etat, nie będziemy jednak mogli nałożyć adekwatnych kar w przypadku zgubienia, dajmy na to, 10 listów – zauważał Krystian Szostak, przypominając, że maksymalna kara finansowa dla pracownika to trzykrotność jego wynagrodzenia.

– W tej sytuacji konsekwencje będzie musiał ponieść wykonawca, szukając na to pieniędzy być może także w środkach przeznaczanych na wypłaty dla wszystkich pracowników. A to oznacza odpowiedzialność zbiorową – argumentował.

Ze strony Poczty Polskiej ripostowała Marzena Jaworska.

– Taki system trudno nazwać inaczej niż sankcyjno-represyjnym. Mam wrażenie, że chyba jednak nie tak należy motywować swoich – w cudzysłowie – pracowników. Przerzucanie kar na tych nieszczęsnych doręczycieli oznacza, że operator nie ponosi żadnego ryzyka gospodarczego. A skoro tak, to zastanawiające jest, dlaczego składa tak zbliżone do naszych ceny w ofertach – mówiła.

Krystian Szostak zaprotestował przeciwko takiemu stawianiu sprawy. – Niepotrzebnie demonizuje się pracę na podstawie umów-zleceń. To sposób zatrudniania, który pozwala nagradzać za efekty i karać za nieprawidłowości. Czyli to dokładnie ten sam model, który zamawiający stosuje wobec wykonawców – podkreślił.

Co ciekawe, wysokość kar umownych zakwestionowała Poczta Polska. Uważa bowiem, że można stosować wyłącznie sankcje przewidziane w ustawie – Prawo pocztowe (t.j. Dz.U. z 2012 r. poz. 1529 ze zm.). A te są dużo łagodniejsze, bo np. za zgubienie listu przewidują pięćdziesięciokrotność opłaty pobranej za jej nadanie.

CZdS przekonuje, że wysokość kar umownych jest uzasadniona.

– Są one podyktowane obiektywną potrzebą nie tylko sądów, ale i obywateli. To instrument, który ma zagwarantować szybkość procedur sądowych. Kary wskazane w prawie pocztowym to jedynie pewne minimum – stwierdził adwokat Bartosz Pietrzkowski, przewodniczący komisji przetargowej.

Powaga odbioru

Wśród pozostałych zarzutów Poczty Polskiej najistotniejszy dotyczy EPO. To system, dzięki któremu sąd na bieżąco jest informowany, że przesyłka została doręczona adresatowi. Listonosz ma specjalne urządzenie do składania podpisu, informacje są przesyłane zdalnie. PGP wdrożyła EPO już w 192 sądach.

– Miała na to jednak półtora roku. My zaś musielibyśmy dysponować systemem praktycznie od razu. To ograniczenie konkurencji – przekonywał jeden z przedstawicieli Poczty Polskiej, żądając wydłużenia o trzy miesiące terminów kolejnych etapów wdrażania EPO. Zgodnie ze specyfikacją system miałby obejmować 50 proc. kodów na terenie kraju już od dnia rozpoczęcia realizacji kontraktu.

Poczcie nie podobają się też wymagania dotyczące czasu pracy placówek, w których mają być wydawane przesyłki. Ze względu na skargi odbiorców zamawiający chce, by działały we wszystkie dni robocze co najmniej po 6 godzin dziennie, w tym jeden dzień roboczy do godz. 20.00, lub w soboty co najmniej przez trzy godziny. Poczta chciałaby, aby specyfikacja wymagała jedynie pracy pięć dni w tygodniu i nie wskazywała godzin otwarcia.

Obydwaj przedsiębiorcy domagają się doprecyzowania niektórych postanowień. Jedno z nich mówi, że przesyłki mają być wydawane w osobnym stanowisku, w sposób „zapewniający powagę odbioru korespondencji sądowej”. Krystian Szostak przekonywał, że sformułowanie to można rozumieć w różny sposób.

– Być może chodzi o te osławione sklepy rybne i sex-shopy, w których zresztą żadne przesyłki nigdy nie były wydawane i był to wyłącznie fakt prasowy. Jeśli tak, to chcielibyśmy jednak to wiedzieć. Bo w tej chwili nie mamy pojęcia, co zamawiający uzna za licujące z powagą, a co nie – mówił.

Zamawiający przekonywał, że zapis ten trudno byłoby uszczegółowić.

– Nie możemy stworzyć zamkniętego katalogu działalności, które nie powinny towarzyszyć wydawaniu przesyłek sądowych. Dlatego też posłużyliśmy się bardziej ogólnym, ale jednak przez wszystkich zrozumiałym sformułowaniem – oznajmił Bartosz Pietrzkowski.

Wyrok zostanie ogłoszony w przyszłym tygodniu.