statystyki

Szahaj: Błędy neoliberalizmu ekonomicznego

autor: Andrzej Szahaj05.06.2015, 07:14; Aktualizacja: 05.06.2015, 07:42
Cechą charakterystyczną neoliberalizmu jest nienawiść do państwa wynikająca z przekonania, że jest ono instytucją z definicji złą, albowiem marnotrawną, upolitycznioną i – co za tym idzie – nieracjonalną ekonomicznie.

Cechą charakterystyczną neoliberalizmu jest nienawiść do państwa wynikająca z przekonania, że jest ono instytucją z definicji złą, albowiem marnotrawną, upolitycznioną i – co za tym idzie – nieracjonalną ekonomicznie.źródło: ShutterStock

Absolutyzacja wolności gospodarczej i wolnego rynku przyniosła szkodę wartościom, które są od wolności niemniej ważne i w pierwotnej wersji liberalizmu były traktowane jako komplementarne: równości i sprawiedliwości

Nie ma jednego neoliberalizmu. Stąd też określnie to jest nieco mylące. Z jednej strony używa się go bowiem na oznaczenie wszystkich orientacji w filozofii polityki, które nawiązują do klasycznego liberalizmu w wydaniu Adama Smitha, Johna Locke’a czy Johna Stuarta Milla, z drugiej zaś do określenia jednej ze szkół ekonomicznego myślenia, której założycielami byli Leopold von Mises, Fridrich August A. von Hayek oraz Milton Friedman. Ilekroć będzie się w tym tekście mówiło o neoliberałach, to w znaczeniu drugim, tzn. ekonomicznym, mając na myśli doktrynę, której założycielami byli ci ostatni. Przy czym pomijać się tu będzie poważne różnice, jakie zachodzą pomiędzy ich poglądami, koncentrując się na tym, co ich łączy, oraz traktując neoliberalizm (idealizująco) jako spójną i konsekwentną doktrynę filozoficzno-ekonomiczną. Zasługuje ona moim zdaniem na radykalną krytykę. Dlaczego?

W moim przekonaniu neoliberalizm przyczynił się do tego, że świat znalazł się dzisiaj w ślepej uliczce, z której będzie bardzo trudno wyjść. Popchnął on bowiem cywilizację zachodnią, a za nią nieomal cały świat, ku skrajnie niesprawiedliwej wersji ustroju kapitalistycznego, cofając ją w pewnym sensie do dziewiętnastego wieku. Jednocześnie zablokował wszystkie sposoby zejścia z tej zgubnej ścieżki, demontując po kolei istotne zabezpieczania przed ześlizgnięciem się kapitalizmu do postaci kapitalizmu nieuregulowanego, niecywilizowanego, okrutnego i skrajnie niesprawiedliwego. Jak to się stało? Niektóre przyczyny poniżej.

Absolutyzacja wolności

Liberalizm powstał jako orientacja filozoficzna i ekonomiczna, dla której wolność odgrywała rolę pierwszorzędną. Było to wyrazem jej emancypacyjnej mocy skierowanej przeciwko wcześniejszym stosunkom społecznym, w wyniku których indywidualne talenty i zdolności były krępowane sztywną hierarchią społeczną (arystokracja odgrywała w nich rolę niesprawiedliwie uprzywilejowanej). Ów pierwotny i jak najbardziej słuszny impuls wolnościowy zamienił się w doktrynie neoliberalnej w dogmat o wolności jako superwartości, której wszystkie inne wartości muszą się podporządkować. Absolutyzacja wolności (przede wszystkim w postaci wolności relacji gospodarczych i wymiany wolnorynkowej) przyniosła szkodę wartościom, które są od wolności niemniej ważne i w pierwotnej wersji liberalizmu były traktowane jako komplementarne (szczególnie u J.S. Milla), a mianowicie równości i sprawiedliwości. Od dawna było wiadomo, że jeżeli w każdej sytuacji będziemy preferowali wolność, zaś każde jej ograniczenie np. w postaci konieczności stosowania się do regulacji państwowych czy obligacji wspólnotowych w stylu troski o dobro wspólne, uznamy za zamach na nią, uzyskamy ustrój społeczny i ekonomiczny, który będzie musiał produkować skrajne nierówności oraz niesprawiedliwość.

Najlepiej zdawał sobie z tego sprawę John Stuart Mill oraz nawiązujący do jego filozofii myśliciele brytyjscy tworzący pod koniec dziewiętnastego wieku ruch tzw. Nowego Liberalizmu. Domagali się oni słusznie, aby liberalny kult wolności uzupełnić troską o dobro wspólne pojmowane m.in. jako troska o najsłabszych oraz o ekonomiczny i społeczny dobrobyt całej wspólnoty, a nie tylko tych, którzy na liberalnej wolności wygrywają. Podejście to doprowadziło w ostateczności do ustanowienia w Wielkiej Brytanii państwa socjalnego.

Hiperindywidualizm

Neoliberalizm absolutyzuje nie tylko wolność, lecz także rolę i prawa jednostki. O ile klasyczny liberalizm jak najbardziej słusznie domagał się praw dla jednostek, chcąc je wyrwać z na poły feudalnych zależności, o tyle neoliberalizm doprowadził tę troskę o interes jednostek do skrajności. Zastąpił umiarkowany indywidualizm takich myślicieli liberalnych jak J.S. Mill, którzy doskonale zdawali sobie sprawę, że nikt nie jest samotną wyspą i dlatego każdy powinien w swych działaniach brać pod uwagę nie tylko pragnienie swojej wolności, pragnienie wolności innych jednostek, lecz także znaczenie życia we wspólnocie obywatelskiej, w której nikt nie powinien zostać pozostawiony sam sobie bez pomocy innych, a szczególnie bez pomocy państwa, hiperindywidualizmem wynoszącym jednostkę i jej egoistyczny interes materialny do rangi jedynej instancji liczącej się w poszukiwaniu dobrego życia. W wyobrażeniu neoliberałów nie istnieje społeczeństwo pojmowane jako coś więcej niż tylko suma jednostek (M. Thatcher), te ostatnie zaś powinny nie wstydzić się swego egoizmu i bezwzględności, dążąc do zwycięstwa w bezlitosnej walce o dobra materialne („chciwość jest dobra”).

Wyraźnie obecny w neoliberalizmie socjaldarwinizm zaczerpnięty z nauk angielskiego liberała dziewiętnastowiecznego Herberta Spencera nakazywał neoliberałom myśleć o zwycięstwie i porażce w tej walce jako całkowicie zasłużonych. To z kolei prowadziło do akceptacji nierówności jako zawsze sprawiedliwych. Przy czym funkcję listka figowego miała w neoliberalizmie pełnić idea merytokracji oraz równych szans. Na sukces mieli zasłużyć najlepsi, a jedynym warunkiem tego, aby walka i wyścig były sprawiedliwe, miały być równe szanse.

Neoliberałowie pozostają ślepi na fakty, które w naukach społecznych od bardzo dawna uważa się za elementarne, a mianowicie, że w społeczeństwach z reguły nie ma mowy o równych szansach z powodów niezależnych od jednostek, takich jak miejsce urodzenia, zamożność rodziny, stan zdrowia, kolor skóry bądź pochodzenie etniczne, zaś zasady merytokracji są często zakłócane przez dziedziczone koneksje i bogactwo oraz solidarności klasowe czy edukacyjne (np. nie od dziś wiadomo, że w społeczeństwach takich jak amerykańskie czy brytyjskie absolwenci tych samych uczelni bądź członkowie tych samych korporacji studenckich popierają się w swych karierach zawodowych). Mówienie zatem o zasadach merytokracji i równych szansach w społeczeństwach, w których z reguły istnieją dziedziczne nierówności materialne i społeczne, zakrawa na ponury żart.


Pozostało jeszcze 46% treści

Czytaj wszystkie artykuły na gazetaprawna.pl oraz w e-wydaniu DGP
Zapłać 97,90 zł Kup abonamentna miesiąc
Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Komentarze (3)

  • OB(2015-06-05 09:32) Zgłoś naruszenie 20

    Profesorze,
    dziekuje za wspanialy wyklad.

    Odpowiedz
  • janek(2015-06-05 23:54) Zgłoś naruszenie 10

    Niech Pan żyje 200 lat Panie Profesorze! Oczywiście, że wzrost PKB nie jest żadnym wyróżnikiem dobrobytu, bo - oprócz tego, o czym Pan mówi - np. na wzrost PKB ma wpływ sprzedaż usług reklamowych, które nie zaspokajają żadnej ludzkiej potrzeby, a jedynie zachęcają ludzi nie tylko zresztą do zaspokajania potrzeb, ale także do kupowania tego, co im nie jest do niczego potrzebne, np. jakichś zbędnych gadżetów co oczywiście także liczy się do PKB, bo wolny rynek potrzebuje, jako paliwa, popytu, obojętnie, czy na leki ratujące życie, czy na jakieś do niczego nie potrzebne "suplementy diety". W trosce o dobrobyt powinniśmy zadbać o zupełnie coś innego, aniżeli PKB, który stał się swego rodzaju fetyszem. Ale... liberałowie przecież nie są w stanie tego zrozumieć i tak długo, jak będą mieć najwięcej do powiedzenia w kształtowaniu polityki gospodarczej (czy może raczej jej braku!), tak długo zmierzać będziemy do jakiegoś szaleństwa goniąc króliczka z napisem PKB, zamiast zająć się ty, co dla nas jest naprawdę ważne!

    Odpowiedz
  • archon(2015-10-22 12:20) Zgłoś naruszenie 01

    Głupszego tekstu dawno nie czytałem. Ten człowiek nie zna pojęć, którymi się posługuje, a do tego nie zna genezy żadnego kryzysu ekonomicznego. Totalny ignorant, ktoś taki jest profesorem? Polska "elyta" sięga dna..

    Odpowiedz

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane