Pomysł wydawał się dobry: tuż po tym, jak Rosjanie wprowadzili embargo na wiele polskich produktów, rząd postanowił wyciągnąć rękę do eksporterów. Obiecał znowelizowanie ustawy antykryzysowej i przeznaczenie dodatkowych pieniędzy na pomoc dla poszkodowanych sankcjami. Sęk w tym, że nowe przepisy weszły w życie dopiero 1 lutego, czyli 10 miesięcy po wprowadzeniu przez Kreml zakazu sprowadzania naszej wieprzowiny oraz pół roku po zablokowaniu importu owoców i warzyw. W tym czasie większość przedsiębiorstw poradziła sobie z problemem sama.

Zgodnie z ustawą z 11 października 2013 r. o szczególnych rozwiązaniach związanych z ochroną miejsc pracy (Dz.U. poz. 1291 ze zm.) firmy od 1 lutego 2015 r. mogą przez dwa lata ubiegać się o wsparcie, które pozwoli im przetrwać kryzys spowodowany ograniczeniami w handlu ze Wschodem. I choć procedura uzyskania pomocy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych nie jest skomplikowana, to przedsiębiorcy nie zasypali wojewódzkich urzędów pracy wnioskami.

– Należy dokładnie przeanalizować, dlaczego tak się stało, by w przyszłości nie zdarzały się takie sytuacje – stwierdza Jacek Brzozowski, ekspert Pracodawców RP.

Prawo uniwersalne

Zgodnie z ustawą pieniądze na ochronę miejsc pracy mogą pozyskać firmy zajmujące się handlem, przetwórstwem, transportem, uprawami rolnymi, chowem i hodowlą zwierząt, a także świadczące usługi w tych branżach na krajowych lub zagranicznych rynkach towarowych. Przy czym przepisy pozwalają na uzyskanie pieniędzy wyłącznie na dopłaty do wynagrodzeń dla pracowników wysłanych na przestój albo tyvh, którym skrócono wymiar czasu pracy. Ewentualnie pracodawca może jeszcze uzyskać środki na szkolenia załogi.

– Ustawodawca nie przewiduje możliwości zrekompensowania strat poniesionych przez firmę. Gdyby tak było, to z pewnością liczba wniosków o pieniądze byłaby dużo większa. Katalog form wsparcia powinien być szerszy niż obecnie, bo dopłaty do pensji to krótkotrwałe i pośrednie źródło wsparcia – mówi Jacek Brzozowski.

Zastrzega jednak, że gdyby firmy miały zagwarantowaną możliwość uzyskania pieniędzy na pokrycie wszystkich strat, to na pewno z mniejszą determinacją walczyłyby o znalezienie innych rozwiązań, które pozwoliły im przetrwać spadek obrotów w handlu ze Wschodem.

Zdaniem ekspertów nikłe zainteresowanie rządowym wsparciem może być też efektem tego, że pomoc została ograniczona do zbyt małej liczby branż. Co więcej, eksperci zwracają uwagę, że może to spowodować problemy w przyszłości.

– Niestety nasz ustawodawca nie wprowadził rozwiązań uniwersalnych. Za jakiś czas mogą pojawić się inne groźne dla pracodawców ryzyka. By uruchomić środki chroniące przed nimi, niezbędna będzie kolejna zmiana przepisów. Tak nie powinno być – mówi dr Grzegorz Baczewski z Konfederacji Lewiatan.

Jego zdaniem przepisy powinny pozwalać na korzystanie ze wsparcia, gdy wystąpią obiektywne okoliczności, które wpływają na pogorszenie możliwości prowadzenia biznesu. Podkreśla, że pomoc nie powinna być dostępna tylko wówczas, gdy poziom bezrobocia w skali kraju wzrośnie o określony odsetek.

– Kłopoty w wąskiej branży nie zawsze muszą być odczuwalne dla rynku pracy – dodaje Baczewski.

Bariera dla dużych

Tymczasem z danych wojewódzkich urzędów pracy, które zajmują się dystrybucją środków z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, wynika, że o wsparcie dowiadują się i starają głównie małe firmy. Powód? Dużym przedsiębiorstwom trudniej jest wysłać ludzi na przestojowe czy ograniczyć czas pracy załogi, bo to z reguły wiąże się z negocjacjami ze związkami zawodowymi.

Barierą może być także to, że pomoc przewidziana przez ustawę antykryzysową stanowi pomoc de minimis. Potwierdza to także wiceminister pracy i polityki społecznej Jacek Męcina.

– Przedsiębiorcy być może nie decydują się na składanie wniosków, aby nie zamykać sobie możliwości skorzystania z innych źródeł finansowania – podkreśla Jacek Męcina.

Przypomina, że jednym z aspektów ograniczającym możliwość skorzystania z rządowego wsparcia jest limit 200 tys. euro pomocy de minimis w ciągu trzech lat. Wynika on z przepisów Unii Europejskiej.

Grunt to informacja

Z pewnością nie można mówić, że małe zainteresowanie wsparciem wynika z braku wiedzy o dostępnych środkach. Większość wojewódzkich urzędów pracy przygotowała odpowiednie informacje na stronach internetowych oraz rozesłała do powiatowych urzędów pracy ulotki i materiały na ten temat. W tym zakresie działały także oddziały FGŚP.

– Przy każdej okazji spotkań z lokalnymi organizacjami pracodawców staraliśmy się przekazywać informacje o pomocy antykryzysowej – mówi Jerzy Greszta, naczelnik wydziału FGŚP w Lublinie.

O tym, że informacje o możliwości otrzymania pieniędzy dotarły do przedsiębiorców, świadczyć też mogą liczne telefony do oddziałów FGŚP, w których dopytywali się oni o zasady zdobycia pieniędzy. Niestety w ciągu 1,5 miesiąca obowiązywania nowych przepisów akcja promocyjna nie przełożyła się na wymierne efekty. Czy zmieni się to za kilka miesięcy? Pracodawcy w to wątpią. Ich zdaniem rząd po prostu za późno uruchomił środki. Firmy jak zwykle musiały poradzić sobie same.