statystyki

Rząd podejmie decyzje dotyczące programu modernizacji technicznej polskiej armii. Współpraca z USA czy Francją?

autor: Maciej Miłosz05.03.2015, 07:42; Aktualizacja: 05.03.2015, 08:50
czołg-Leopard II

Jeśli chodzi o polski tort, to trzecim najbardziej smakowitym kawałkiem dla międzynarodowych koncernów zbrojeniowych jest program „Orka”, czyli wybór trzech okrętów podwodnych.źródło: ShutterStock

W tym roku rząd ma podjąć dwie kluczowe decyzje dotyczące programu modernizacji technicznej polskiej armii. Będzie to wybór 70 wielozadaniowych śmigłowców w różnych wersjach (m.in. tej do zwalczania okrętów podwodnych). Kontrakt wart jest ok. 12 mld zł, w grze wciąż jest trzech oferentów: francuski Airbus Helicopters, amerykański Sikorsky Aircraft Corporation – PZL Mielec oraz włoska AgustaWestland – PZL Świdnik. Prawdopodobnie w przyszłym tygodniu dowiemy się, którzy producenci zostaną poproszeni o dostarczenie śmigłowców do oblatania, a którym grzecznie podziękuje się za udział w przetargu.

Drugim największym (10–12 mld zł) kontraktem jest zakup przeciwlotniczych zestawów rakietowych średniego zasięgu nowej generacji. Program nosi kryptonim „Wisła”, a w uproszczeniu można powiedzieć, że chodzi o najbardziej istotny element polskiej tarczy przeciwrakietowej. Ministerstwo Obrony Narodowej rozmawia jeszcze z dwoma podmiotami: amerykańską firmą Raytheon, która proponuje zestawy Patriot, oraz z francuskim konsorcjum Eurosam oferującym zestawy SAMP/T.

Jeśli chodzi o polski tort, to trzecim najbardziej smakowitym kawałkiem dla międzynarodowych koncernów zbrojeniowych jest program „Orka”, czyli wybór trzech okrętów podwodnych. Ten zakup to jednak przyszłość znacznie bardziej odległa. Na razie w MON trwają uzgodnienia wewnętrzne i trudno szacować, kiedy faktycznie zostanie ogłoszony przetarg. Zgodnie z najnowszą aktualizacją planu modernizacji technicznej z początku lutego br. pierwsze dwa okręty mają zacząć służyć w marynarce do 2022 r. Nie jest tam jednak podane, kiedy przetarg ma zostać rozpisany.

W olbrzymim uproszczeniu można powiedzieć, że przed polskim rządem stoi wybór między bliższą kooperacją zbrojeniowo-wojskową i sojuszem strategicznym z USA lub/i z Francją (i szerzej Europą). Choć w grę wchodzi tu wiele niuansów, zakulisowych gier, różnych interesów i interesików, to warto rozważyć potencjalne wybory na co najmniej czterech płaszczyznach.

Najbardziej istotna wydaje się polityczna. Choć oczywiście po to kupujemy nowoczesną broń, by móc się bronić samodzielnie (przynajmniej przez jakiś czas), to ważne jest, kto ma możliwości militarne i wolę polityczną, by przyjść nam w razie ewentualnej wojny z pomocą. W pewnym sensie jest to transakcja łączona, co niejako potwierdził amerykański ambasador Stephen Mull na ubiegłotygodniowym spotkaniu przedstawicieli firmy Raytheon z dziennikarzami.

Faktem jest, że budżet obronny USA jest zdecydowanie największy na świecie, a siły zbrojne Stanów nie mają sobie równych – są zdolne do działania w każdym regionie świata. Armia francuska ma z kolei największy potencjał w Europie Zachodniej (niemiecka jest poważnie niedoinwestowania, a Brytyjczycy od kilku lat przeprowadzają program redukcji swoich sił zbrojnych). Ani jeden, ani drugi kraj nie ma oporów, by swoich wojsk używać, czego Amerykanie dowiedli w ostatnich latach w Iraku i Afganistanie, a Francuzi w Mali czy Republice Środkowej Afryki.


Pozostało jeszcze 58% treści

Czytaj wszystkie artykuły
Miesiąc 97,90 zł
Zamów abonament

Mam kod promocyjny
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy INFOR Biznes. Kup licencję

Polecane

Twój komentarz

Zanim dodasz komentarz - zapoznaj się z zasadami komentowania artykułów.

Widzisz naruszenie regulaminu? Zgłoś je!

Redakcja poleca

Polecane