W szkole wywiadu w Starych Kiejkutach, w tzw. lesie, swego czasu krążyła anegdota: „Kiedy idziesz do budynku stołówki, nie spoglądaj w górę. Rosjanie zrobią ci zdjęcie i nie będziesz mógł pracować”. Oczywiście zdjęcie z satelity. Choć było w tym nieco przesady, to żart ten dosyć dobrze pokazuje możliwości takiego sprzętu – posiadanie fachowych urządzeń umożliwia zobaczenie praktycznie wszystkiego. I tak np., by oszacować liczbę żołnierzy w danej jednostce potencjalnego przeciwnika, nie trzeba już wysyłać agentów, by sprawdzali, ile się tam codziennie dowozi chleba. Wystarczy ich policzyć podczas ćwiczeń czy apeli. Mając satelity, nie trzeba się bać ryzyka wpadki.

Zamawiającym polskie satelity ma być Ministerstwo Obrony Narodowej – koncepcja budowy takiego uzbrojenia powstała w Sztabie Generalnym. To tak naprawdę przesądza o ich głównym zastosowaniu: oficjalnie mówi się, że chodzi o monitorowanie i ocenę zagrożeń militarnych kraju oraz granic i infrastruktury krytycznej. Ale oprócz pozyskiwania obrazów przy odpowiednim wyposażeniu daje to także znacznie szersze możliwości, jeśli chodzi o podsłuchiwanie radioelektroniczne.

– Takie satelity „czeszą” wszystko – mówi Michał Hola, przez lata związany ze służbami specjalnymi. – Pozwala to na podsłuchiwanie rozmów telefonów komórkowych, satelitarnych czy monitorowanie niektórych obszarów internetu. Posiadanie satelitów to duży krok naprzód – dodaje Hola, który obecnie jest doradcą ds. bezpieczeństwa w firmie MadCoins.

Dzięki satelitom na pewno można by znacznie lepiej monitorować sytuację na Ukrainie. Będą one także przydatne w wyznaczaniu celów dla pocisków manewrujących JASSM, które mają zostać podwieszone pod naszymi samolotami F-16 w 2017 r.

– Obserwacje satelitarne umożliwią dostęp do informacji na temat dowolnego miejsca na świecie, bez naruszania granic i przestrzeni powietrznej innych państw. Poprawi się świadomość sytuacyjna dla potrzeb operacji obronnych, jak i cywilnych w zakresie wykrywania zagrożeń bezpieczeństwa wewnętrznego – wyjaśniają urzędnicy z MON. – Obserwacja satelitarna istotnie wesprze także procesy decyzyjne w sytuacjach kryzysowych.

Oprócz zastosowania wojskowego satelity mają działać na rzecz m.in. Ministerstwa Środowiska i Rolnictwa. Mogą być przydatne m.in. w wykrywaniu pożarów lasów, monitoringu przeciwpowodziowym czy analizie wszelkiego rodzaju zniszczeń powierzchni ziemi po wylewach rzek czy np. w efekcie powstawania wyrobisk górniczych. Dzięki takim obrazom łatwiejsze będzie również kontrolowanie upraw, na które rolnicy uzyskują dopłaty bezpośrednie z UE.

W skład konsorcjum przygotowującego studium wykonalności wchodzą Wojskowa Akademia Techniczna, Centrum Badań Kosmicznych PAN, Politechnika Warszawska, Airbus Defence & Space, Polski Holding Obronny Sp. z o.o. oraz WB Electronics S.A. – Konsorcjum zostało wyłonione tylko do wykonania studium. Ale w przyszłości będzie mogło wziąć udział – jak wszystkie inne zainteresowane podmioty – w przetargu – zapowiada Kamil Melcer z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.

Polska chce zamówić dwa satelity. Pierwszy ma pobudzić nasz przemysł, ma mieć nieco słabsze parametry i być przeznaczony głównie dla gospodarki narodowej i do szerszej obserwacji Ziemi z wyższej orbity. Drugi, o lepszych parametrach, ma być zdolny do precyzyjnej identyfikacji różnych obiektów – służyć bardziej do celów wywiadu. Wiedza i doświadczenie z budowy pierwszego satelity zostaną wykorzystane do realizacji satelity drugiego.

Takie kraje europejskie jak Włochy, Niemcy czy Wielka Brytania mają własne satelity. Nawet licząca znacznie mniej mieszkańców Szwecja ma tego typu obiekt, a jej służby wywiadu radioelektronicznego należą do najlepszych w regionie.