Jeśli liczby się zgadzają – czyli są zyski lub wzrost przychodów zgodny z biznesplanem – wszystko jest OK. Kiedy liczby zaczynają się psuć, szefowie żądają rozwiązania problemu. Bardzo często prowadzi to do rezygnacji z takiego rynku na rzecz innego, bardziej perspektywicznego, czyli po prostu do sprzedaży biznesu w danym kraju.

Jestem daleki od tego, aby twierdzić, że zmiany w OFE wywołają jakiś szeroki exodus inwestorów zagranicznych, ale mogą zniechęcić niektóre grupy finansowe. Zwłaszcza jeśli załamanie wyniku PTE spowoduje, iż cała grupa finansowa operująca w Polsce popadnie w kłopoty.

Pytanie, kto będzie chciał wziąć wystawione na sprzedaż PTE. Zapewne nie będą się o nie biły zagraniczne grupy finansowe. Spodziewam się, że wśród nabywców będą największe polskie firmy finansowe, czyli przede wszystkim PZU i PKO BP. Trudno powiedzieć, czy będzie to korzystne dla udziałowców tych firm, czy też nie, ale zapewne kalkulacja finansowa nie będzie jedyną, jaka będzie stała za decyzjami o „zbieraniu z rynku” wystawionych na sprzedaż PTE.

W rezultacie może się okazać, że za polskie emerytury będą odpowiadać polskie firmy, i to te, które kontroluje Skarb Państwa. To zaś może stworzyć pole do nadużyć i w rezultacie na okrojonych OFE będą korzystali nie ich klienci, ale osoby bliskie władzy. Jakiejkolwiek władzy, niekoniecznie tej, którą mamy teraz. Ale ta władza, jako podejmująca decyzje, powinna zdawać sobie sprawę z możliwych konsekwencji. Tymczasem ciągle udaje, że zmiany w OFE nie mogą mieć negatywnych skutków.