W czwartek w ramach mediacji po raz drugi związkowcy PKP Cargo spotkają się z zarządem spółki. Pierwsi walczą o gwarancje zatrudnienia i podwyżki, grożąc strajkiem, który zablokowałby wejście spółki na GPW planowane na IV kw. Drudzy boją się o wpływy ze sprzedaży papierów PKP Cargo (od 1,5 do 2 mld zł), które mają posłużyć do spłaty połowy zadłużenia grupy PKP.

– Strajk nie jest wykluczony – twierdzi Leszek Miętek, przewodniczący Konfederacji Kolejowych Związków Zawodowych. – Spółka Cargo jest zrestrukturyzowana: w ciągu ostatnich lat odeszło z niej 14 tys. osób, nie ma tu przerostów zatrudnienia. Dlatego pakt gwarancji pracowniczych w obecnej formie jest kompromisem. Nie cofniemy się w jego obronie ani o krok – grozi.

Strajkowy pistolet jest skuteczny. Zarząd PKP Cargo zapowiedział już oficjalnie, że istnieje możliwość zwiększenia pakietu korzyści dla pracowników. – Z najnowszych danych UTK wynika, że w lipcu przewieźliśmy rekordowe 10 mln ton ładunków. Prognozy na jesień są jeszcze lepsze, wtedy wozi się węgiel. Wynik netto będzie lepszy od prognozowanego. Będą pieniądze, żeby stronie społecznej zapłacić więcej – usłyszeliśmy nieoficjalnie w spółce.

Według ustaleń DGP spółka pójdzie na rękę związkom, zgadzając się na zwiększenie premii prywatyzacyjnej i wydłużenie gwarancji zatrudnienia. Jak ustaliliśmy, związkowcy w zamian zrobili mały krok do tyłu: zgadzają się już na wypłatę premii prywatyzacyjnej w akcjach (nie w gotówce) i rozłożenie postulowanej podwyżki w latach.

Eksperci przyznają, że eskalacja żądań związków zawodowych to już przedprywatyzacyjna tradycja. Mimo oficjalnych pohukiwań i gróźb obie strony się dogadują. Tak było podczas negocjacji paktów gwarancyjnych przed IPO państwowych spółek energetycznych. Za każdym razem związkowcy siadali do stołu z kosmicznymi roszczeniami. Te były częściowo zbijane podczas negocjacji, ale strona związkowa i tak odchodziła z bogatymi łupami dla pracowników.

Przed prywatyzacją JSW związkowcy, którzy byli wspierani przez ówczesnego wicepremiera Waldemara Pawlaka, zdołali wynegocjować m.in. 10-letnie gwarancje zatrudnienia, podwyżki o 5,5 proc., po 1,5 tys. zł premii prywatyzacyjnej na głowę i darmowe akcje dla 30 tys. pracowników. Po drodze były 24-godzinny strajk i blokady wysyłki węgla. A wszystko działo się „na górce”, kiedy zarząd spółki spieszył się, żeby wypłynąć na parkiet. W Bogdance zgoda na prywatyzację została kupiona m.in. przez obietnice podwyżek co roku o 2 proc. ponad inflację. A związkowcy z Tauronu wyrwali pięć lat gwarancji zatrudnienia i akcje dla 25 tys. byłych i obecnych pracowników.

– Negocjacje pakietów prywatyzacyjnych nie wynikają z regulacji prawnych, ale z populizmu rządzących, którzy stworzyli niesprawiedliwą społecznie i nieetyczną praktykę. Politycy kupują w ten sposób spokój społeczny i dochody budżetowe – mówi DGP Maciej Grelowski z Business Centre Club.

– Zarząd PKP Cargo powinien uniknąć błędów, które popełniono podczas prywatyzacji sektora energetyki – apeluje Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan, członek rady nadzorczej Enei. – Przyzwolenie związków było kupowane za zbyt dużą cenę. Ogromne pakiety – socjalne i akcji pracowniczych – były głęboko nieuczciwe i do dziś odbijają się na wynikach spółek – ostrzega.

Jak twierdzi ekspert, w energetyce doszło do zmowy związków zawodowych i menedżerów. – Bardzo długie okresy gwarancji zatrudnienia i wysokie odprawy dotyczyły w takim samym stopniu kadry zarządzającej. W efekcie negocjujący ze związkami bronili de facto swoich interesów, a rząd przystał na to dla spokoju społecznego – twierdzi Jeremi Mordasewicz.