W tym roku szara strefa gospodarki może wytworzyć ponad 13 proc. PKB – wynika z szacunków DGP na podstawie danych GUS. Budżet straci na tym kilkadziesiąt miliardów złotych. Z naszej analizy wynika, że poziom nielegalnego obrotu w Polsce od kilku lat się stabilizuje. Według szacunków austriackiego ekonomisty prof. Friedricha Schneidera, który stosuje metodę wieloczynnikową – obok Grecji wciąż pozostajemy w czołówce UE pod względem udziału szarej strefy w rocznym PKB.

Firmy uciekają z kosztami

Nie ma jeszcze oficjalnych danych na temat rozmiarów strefy cienia gospodarki w tym roku. Jednak sytuacja najpewniej będzie podobna do tej z 2009 r., kiedy to w związku ze spowolnieniem gospodarczym wzrosła ona do 13,1 proc. PKB – wynika z naszych szacunków i opinii analityków, z którymi rozmawialiśmy.

– Szara strefa może urosnąć jeszcze bardziej niż cztery lata temu. Mamy gorszą niż wtedy koniunkturę i wyższe bezrobocie – ocenia prof. Krystyna Strzała z Uniwersytetu Gdańskiego. Zgadza się z nią dr Wiktor Wojciechowski, główny ekonomista Invest-Banku. Jego zdaniem rozwojowi gospodarki ukrytej przed fiskusem sprzyja także podwyższenie płacy minimalnej, która wzrosła bardziej niż przeciętne wynagrodzenia.

– Część firm przeszła do nieformalnej gospodarki po ubiegłorocznej podwyżce składki rentowej, która podniosła koszty przedsiębiorstw – dodaje Wojciechowski.

Ostrożniejszy jest prof. Stanisław Gomułka, były wiceminister finansów, główny ekonomista BCC. – Nieoficjalny obrót zawsze rośnie w okresie spowolnienia gospodarczego. Świadczy o tym silne zmniejszenie relacji wpływów z VAT do PKB – twierdzi.

Bezrobotni naprawdę biedni i bez pracy

Z danych GUS wynika, że w końcu ubiegłego roku w szarej strefie pracowało prawie 1,1 mln osób – nieco mniej niż w roku poprzednim. Ich liczba w ciągu dwunastu miesięcy mogła być jednak większa, ponieważ od wiosny do jesieni dużo jest prac sezonowych, przy których wykonywaniu częstym zjawiskiem jest zatrudnianie bez umowy i płacenie „pod stołem”. W tym roku rzadko są to osoby zarejestrowane w urzędach pracy.

– Próbowaliśmy z grupy zarejestrowanych bezrobotnych usunąć tych, którzy mają stały dochód wynoszący 1200 zł miesięcznie. W zeszłych latach była ich całkiem spora grupa, w tym roku prawie w ogóle takich nie było – mówi prof. Janusz Czapiński, współautor „Diagnozy społecznej”.

Z dostępnych danych GUS za 2010 r. wynika, że najwięcej szarej gospodarki jest w handlu, firmach zajmujących się naprawami, hotelach i gastronomii. – Szacujemy, że w różnych legalnych obiektach czeka na gości milion łóżek, a dodatkowe 300 tys. należy do podziemia – twierdzi Andrzej Szafrański z Instytutu Hotelarstwa. Podkreśla, że gospodarka ukryta przed fiskusem występuje przede wszystkim w małych hotelikach, pensjonatach i w prywatnym wynajmie kwater. Przed skarbówką do szarej strefy ucieka też budownictwo. Według ekspertów z branży mięsnej aż 20 proc. rynku przypada na gospodarkę cienia.

Jedna trzecia PKB nielegalnie

Szacowaniem szarej strefy w Europie zajmuje się również austriacki ekonomista prof. Friedrich Schneider, który publikuje roczne analizy przedstawiające sytuację na poziomie całej UE. Do pomiarów stosuje metodę wieloczynnikową MIMIC (Multiple Indicators Multiple Causes). Wśród nich mogą się znaleźć np. opracowania organizacji pozarządowych, państwowych instytucji czy ankiety.

Analizowane są takie zmienne jak: wolność podatkowa w kraju, wolność działalności gospodarczej (na podstawie raportów Heritage Foundation), bezpośrednie podatki jako procent ogólnego opodatkowania, poziom pośredniego opodatkowania, efektywność instytucji państwowych, inflacja, bezrobocie itp. Z jego danych wynika, że Polska ma szarą strefę porównywalną do greckiej (dane latami w tabeli powyżej). W 2013 r. wyniosła ona 23,8 proc. PKB (w przypadku Grecji było to 23,6 proc. PKB). Najmniejszą szarą strefę ze wszystkich państw UE ma Austria (7,9 proc. rocznego PKB w 2013 r.).

Legalnie jest 1 mln łóżek noclegowych. Na czarno 300 tys.