Chodzi o to, by w sytuacjach kryzysowych pomoc dla banków nie obciążała już budżetów krajowych, jak do tej pory bywało. By to nie podatnicy ratowali banki, ale ciężar brali na siebie ich właściciele, a także wierzyciele. Wciąż jest jednak wiele kwestii do ustalenia i zbyt duże są różnice zdań między unijnymi krajami. 

"To skomplikowany i poważny problem, ale spodziewaliśmy się, że będzie trudno. Pocieszające jest to, że zrobiliśmy postępy” - mówił w ubiegłym tygodniu Michael Noonan, minister finansów Irlandii, kierującej obecnie pracami Unii. Spór dotyczy tego kto i ile miałby płacić za działania naprawcze. Czy mają być sztywne reguły ratowania banków i na jakich zasadach powstałby fundusz składkowy, z którego pokrywane byłyby straty.

Wspólny system ratowania i likwidacji banków to drugi etap budowania unii bankowej. Pierwszy, już uzgodniony, to europejski nadzór nad instytucjami finansowymi. Wdrożenie tych przepisów ma uchronić Unię przed powtórką z kryzysu.