Według Przemysława Kwietnia, analityka X-Trade Brokers, rynek przestaje wyceniać jakiekolwiek obniżki stóp przez Radę Polityki Pieniężnej. – Oczekiwania mocno się przesunęły i można się zastanawiać, czy nie za mocno – mówi. I przypomina, że jeszcze niedawno inwestorzy wierzyli w głębokie cięcia i spadek stopy referencyjnej NBP nawet o 75 pkt baz.

Co spowodowało zmianę oczekiwań? Po ostatnim posiedzeniu i decyzji o obniżce RPP w swoim komunikacie wyraźnie zasugerowała, że czas zmniejszania stóp się kończy. Tak rynek zrozumiał zapis, w którym RPP podkreśla, jak dużą rolę w pobudzaniu gospodarki miały dotychczasowe cięcia (w sumie stopa referencyjna została obniżona od listopada o 2 pkt proc.). Drugi czynnik, który zmniejszył apetyty na cięcia, to osłabienie złotego – powinno pomóc koniunkturze w gospodarce, a jednocześnie pobudzić wzrost inflacji, co spowoduje, że obniżki stóp przestają być potrzebne.

Zmiana nastawienia inwestorów ma już swoje konsekwencje. Jedna z najważniejszych: wzrost rentowności obligacji. W ciągu ostatniego tygodnia dochodowość papierów dziesięcioletnich zwiększyła się z około 3,5 proc. do niemal 4 proc. W przypadku pięciolatek skala wzrostu była podobna – z około 3 proc. do 3,45 proc. Mniej straciły dwulatki, ich rentowność zwiększyła się o około 17 pkt baz.

Zmiana oczekiwań rynku co do spadku stóp tylko dolała oliwy do ognia, bo nastroje na rynku długu są nie najlepsze już od dłuższego czasu. Piotr Kalisz, ekonomista Banku Handlowego, mówi, że obligacjom ciąży strach przed wycofywaniem się przez amerykański Fed z ilościowego luzowania polityki pieniężnej. To spowodowało wzrost premii za ryzyko na wszystkich rynkach wschodzących.

– Wygląda na to, że hossa na polskich obligacjach się skończyła. Żeby rentowność znów zaczęła spadać, musiałby nastąpić bardzo korzystny zbieg okoliczności, np. wyraźna poprawa nastrojów na światowych rynkach długu przy jeszcze głębszym niż obecnie spadku inflacji w Polsce – dodaje Przemysław Kwiecień.

Do RPP na więcej niż jedną kadencję

Rząd pracuje nad nowelizacją ustawy o NBP, która miałaby wprowadzić wielokadencyjność członków Rady Polityki Pieniężnej – podaje Bloomberg. To duża zmiana, bo dziś do rady można być wybranym tylko raz, a kadencja trwa sześć lat. Cały skład zmienia się niemal jednocześnie, z dziewięciu członków RPP trzech wybiera Sejm, trzech Senat, a trzech prezydent. Krytycy tego rozwiązania już od jakiegoś czasu argumentują, że taki tryb powoływania rady powoduje, że przez pierwsze miesiące od wyboru może mieć ona problem z podejmowaniem decyzji ze względu na brak doświadczenia nowych członków. Nowa ustawa nie zmieni ani liczby członków, ani okresu trwania kadencji.