"Jak zwykle było wstępne zadęcie, propagandowy plakat w stalinowskim tonie, że nam konkurencja niegroźna, siedzenie po nocach i wreszcie świat mógł zobaczyć drugie podejście Play pod detronizację nju mobile. Przyznam, że lepsze niż pierwsze." - komentuje na swoim blogu Jabczyński.

"Formuła Mini Max pachnie mi subtelnie zrobioną… podróbką. Rozumiem, że zawsze jest dylemat jak coś zrobić, aby było podobnie, ale jednak inaczej i jeszcze to sprzedać medialnie, jako coś lepszego. Dlatego gratuluję próby, ale moim zdaniem całość pod względem marketingowej kreatywności, wyszła najwyżej średnio. - dodaje rzecznik Orange.

Według Jabczyńskiego  nic w ofercie rewolucyjnego nie ma i mamy do czynienia raczej z nadrabianiem dystansu niż ucieczką do przodu.

Są też plusy. "Idea górnych limitów jest mi znajoma, ale to akurat się chwali, bo jest mega korzystna dla klientów. Potem zaczynają się subtelne różnice wyróżniające rewolucyjny oryginał nju mobile od podróbki." - komentuje Jabczyński.

Rzecznik Orange zastanawia się też nad działaniami Plusa, a w zasadzie nad ich brakiem: Jak dla ich wyników zakończy się odpuszczanie rewolucji, która dzieje się na rynku?