Wtedy Polska ze wzrostem 0,4 proc. wyróżniała się na tle pogrążonej w recesji Europy, dziś już nie jest zdecydowanym prymusem. Na dodatek widać, że spowolnienie postępuje stosunkowo szybko (w IV kw. wzrost PKB wyniósł ledwie 0,7 proc.), zaś perspektywy są niepewne.

Wczorajsze dane GUS są gorsze, niż oczekiwał rynek. Analitycy spodziewali się powtórki z IV kw. 2012 r. I spekulują, co mogło być przyczyną tak niskiej dynamiki wzrostu.

– Spadek inwestycji mógł być większy, niż to zakładaliśmy, szacowaliśmy go na -5,3 proc. Być może eksport netto nie wspierał wzrostu tak mocno, jak się spodziewaliśmy. Jego udział we wzroście mógł być mniejszy niż 2 pkt proc. – mówi Marta Petka-Zagajewska, ekonomistka Raiffeisen Polbanku.

Na głębszy od oczekiwanego spadek inwestycji i konsumpcji wskazują też ekonomiści Banku Millennium. Ich zdaniem mogła o tym przesądzić przedłużająca się zima, która nie sprzyjała rozpoczynaniu nowych projektów, zwłaszcza budowlanych.

Analitycy liczą, że polska gospodarka zaliczyła właśnie dno – i teraz będzie już tylko lepiej. Ale te oczekiwania wygłaszają dość nieśmiało. Odbicie będzie, jak sądzą eksperci Banku Millennium, ale słabe.

– Szacujemy, że w całym roku PKB może się zwiększyć o niewiele ponad 1 proc. Przy słabej konsumpcji i inwestycjach oraz spodziewanym pogorszeniu wpływu eksportu netto na wzrost nie widać obecnie, co miałoby być motorem gospodarki – napisali w komentarzu do danych. Optymistycznie nie brzmi też opinia Ministerstwa Finansów rozesłana mediom. Główny ekonomista resortu Ludwik Kotecki napisał w niej, że zwiększenia wzrostu można oczekiwać w drugiej połowie roku „pod warunkiem jednak, że nastąpi przyspieszenie tempa wzrostu aktywności gospodarczej na polskich rynkach eksportowych”.

Wzrost PKB w poszczególnych kwartałach

Wzrost PKB w poszczególnych kwartałach

źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Piotr Bujak, ekonomista Banku Nordea, liczy na stopniowe ożywienie już od II kw., a jako powody wymienia m.in. niską inflację, dzięki której wzrośnie realny dochód gospodarstw domowych, wolniejsze tempo ograniczania deficytu finansów publicznych (co sugerowałoby, że rząd nie będzie ciął ślepo np. inwestycyjnych wydatków) oraz efekty dotychczasowych obniżek stóp procentowych, które przeprowadziła Rada Polityki Pieniężnej (co przekłada się na spadek kosztów obsługi zaciągniętych już kredytów). Ma do niej dojść już w czerwcu.

Wczorajsze dane to szybki szacunek dynamiki PKB. GUS podał taką informację po raz pierwszy. To na razie eksperyment: urząd oszacował tempo wzrostu gospodarczego na podstawie niepełnych jeszcze danych, dostosowując się w ten sposób do praktyki innych krajów Unii Europejskiej. Stąd nie można wykluczyć, że dane za I kw. będą jeszcze korygowane. Wiceprezes urzędu Hanna Dmochowska mówiła wczoraj, że pierwsza korekta może nastąpić już 29 maja, gdy GUS pokaże standardowy odczyt PKB – razem ze wszystkimi jego składowymi.

Spadek inwestycji i konsumpcji był większy, niż zakładali analitycy

Większa presja na cięcie stóp

Słabe dane o wzroście gospodarczym w I kw. to mocny argument za obniżkami stóp procentowych. Ale perspektywa odbicia ogranicza przestrzeń do dalszych redukcji – twierdzą ekonomiści. Marta Petka-Zagajewska uważa, że najbardziej prawdopodobny jest scenariusz, w którym RPP jeszcze raz obniży stopy o 25 pkt bazowych. Nastąpi to w czerwcu bądź lipcu. – Trudno sobie wyobrazić, by rada cięła stopy po letniej przerwie, gdy produkcja zacznie rosnąć i będzie więcej symptomów ożywienia gospodarczego – mówi ekonomistka. Podobnie wypowiada się Piotr Bujak – choć dodaje, że nie wyklucza dwóch obniżek w czerwcu i w lipcu łącznie o 50 pkt bazowych. W obu wariantach główna stopa NBP spadłaby po raz pierwszy w historii poniżej 3 proc.

Tydzień temu RPP zmniejszyła stopy o 25 pkt bazowych. Główna stopa procentowa – referencyjna – jest na poziomie 3 proc., co jest najniższym wynikiem w historii. Jednak oprocentowanie w NBP jest na poziomie wyższym niż w strefie euro, zwłaszcza że EBC także niedawno obciął stopy procentowe.