Czy to już koniec polskiej sieci delikatesów – zastanawiają się akcjonariusze i analitycy
ikona lupy />
Bomi (kurs w zł) / DGP
Firmy zarządzające centrami handlowymi, w których są sklepy Bomi, przepraszają już nawet klientów za zaistniałą sytuację. – Nie mamy wpływu na to, co się tam dzieje – zapewnia pracownik biura administracyjnego w warszawskim Klifie. Mówi, że wczoraj w sklepach sieci zamykano kolejne stoiska, wstrzymano nawet płatności kartą. Podobnie jest w innych placówkach sieci. Przyjmowanie wyłącznie gotówki ma poprawić płynność sklepów, do których już od kilkunastu dni nie trafia nowy towar.
Cierpią też akcjonariusze. Wczoraj akcje spółki potaniały o 14 proc. – kosztowały zaledwie 43 groszy. W dziewięć sesji straciły prawie połowę wartości. – Mamy nadzieję, że uda się firmie wyjść z kłopotów – powiedziała DGP Katarzyna Stamatel, rzecznik Supernova IDM Fund, największego akcjonariusza spółki. Tyle że sama nie jest w stanie powiedzieć, jaki może być plan sanacji, w sytuacji gdy kolejka wierzycieli się wydłuża.
Już pod koniec czerwca firma Brand Distribution groziła nawet złożeniem wniosku o ogłoszenie upadłości likwidacyjnej Bomi. Rzutem na taśmę spółki doszły jednak do porozumienia. W tym przypadku chodziło o wierzytelność o wartości 100 tys. zł. A to kropla w morzu długów spółki, która od 2008 r. każdy rok kończyła stratą. W zeszłym roku strata netto wyniosła 85 mln zł, a rok wcześniej ponad 106 mln zł. Według analityków dla przyszłości Bomi kluczowa jest jednak postawa banków. A te – jak uważają analitycy – powoli tracą cierpliwość.
– Co prawda PKO BP dało firmie czas do listopada – mówi anonimowo analityk jednego z domów maklerskich. Ma na myśli 60 mln zł, jakie Bomi otrzymało od PKO BP w sierpniu 2009 r., a które – zgodnie z niedawnym aneksem – ma oddać do 18 listopada 2012 r. Tyle że w umowie pojawił się też zapis, iż bank może zażądać spłaty kredytu także w dniu, „w którym doręczone zostanie wypowiedzenie któregokolwiek z kredytów w innych bankach”. Nieznane są wyniki negocjacji w sprawie prolongaty kredytu, jaki Bomi otrzymało od Banku Pekao. Chodzi o 35 mln zł bezpośrednio dla Bomi oraz o 33 mln zł, które zostały pożyczone spółce zależnej Rabat Service. Obie firmy miały spłacić zobowiązania do 6 lipca. Nie zrobiły tego, a wczoraj do późnych godzin wieczornych toczyły się negocjacje z bankiem.
– Niezależnie od przebiegu tych rozmów sytuacja Bomi jest bardzo trudna. Negocjacje z bankami w sprawie przedłużenia finansowania to faktycznie kupowanie przez spółkę kolejnych miesięcy życia – twierdzi analityk.
Jednym z pomysłów na przyspieszenie restrukturyzacji firmy miało być wprowadzenie do kierownictwa Witolda Jesionowskiego, który wcześniej naprawiał m.in. odzieżowe Gino Rossi. Pojawił się on w firmie w 2010 r., potem – w ramach restrukturyzacji – spółka wyemitowała nowe akcje, ale potem już niewiele więcej zrobiła.